20 listopada

20 listopada

Polska złota jesień w Janowcu - fotorelacja

Polska złota jesień w Janowcu - fotorelacja
Tegoroczna jesień naprawdę  nas rozpieszczała.

Niestety, musiało się to skończyć, a dziś, na przekór aurze za oknem przypominam zdjęcia z pięknojesiennej wycieczki do Janowca.
Janowiec to miejscowość na Lubelszczyźnie, całkiem niedaleko Puław.

Powiem Wam, że w życiu nie widziałam takiego światła - nic dziwnego, bo chyba nigdy w październiku nie było u nas tak słonecznie! Na żywo robiło to niesamowite wrażenie, a ja starałam się i na zdjęciach uchwycić to światło, jesienne powietrze, w którym się rozpraszało, i tę feerię barw z mojej ulubionej palety - jesiennej. Temperatura też była niesamowita jak na październik. Cudne plenery doceniało razem z nami dużo ludzi, oraz fotografów i par na sesjach ślubnych. 

Bez przedłużania, zapraszam do oglądania zdjęć:






























19 listopada

19 listopada

PULANNA BIO-GOLD PEARL CREAM

PULANNA BIO-GOLD PEARL CREAM
Zapraszam na recenzję kremu PULANNA



Krem wygląda jak istne cacko, kusi perłami i złotem:






Obiecuje:



Taki ma skład:




Kupiłam go na pierwszej promocji w Rossmannie, jaką w ogóle była objęta ta marka:



Z ceną regularną ponad pół stówki nie jest to kosmetyk najtańszy.


A jak z działaniem?

Czytajcie.



Jest to kosmetyk op najbogatszej jak dotąd konsystencji, z którą zetknęłam się u tej marki.
Perły są naprawdę gęsto upakowane w żelu ze złotymi drobinkami, dlatego kosmetyk jest bardziej kremowy niż żelowy.




Po jego użyciu skóra jest napięta, bardziej jędrna, a jaj koloryt poprawiony.
Jest to najbardziej wydajny kosmetyk tej marki, z którym się jak dotąd zetknęłam.
Równocześnie dla mnie nadaje się do stosowania tylko na noc, bo na dzień pod makijaż był za lekki, i żaden podkład nie chciał się po nim rozprowadzać, tylko był tępy.
Minusem - małym jak dla mnie - jest zapach. Mam wrażenie, że wszystkie kosmetyki tej marki czuć czymś w rodzaju rozcieńczonego płynu do mycia naczyń...
nierozwikłana została też tajemnica, czy to nie on mnie zapchał, choć niby z tą nadal dość wodnistą konsystencją nie podejrzewałabym...

Podsumowując: mam co do tego kosmetyku mieszane wrażenia. Jestem z niego zadowolona, ale już do niego raczej nie wrócę, równocześnie ciekawa jestem następnych produktów tej marki. Wspólne jest dla nich - i równocześnie rozczarowujące - jest to, że nie mogę ich używać pod makijaż, bo są za lekkie.
Wyglądem kuszą niezmiernie, ale chyba tylko mnie, bo nie spotykam się w Internecie z recenzjami tej marki - tzn. producent ich nie wysyła w ramach reklamy, a ludzie raczej nie kupują. Wg mnie ma to wiele wspólnego właśnie z reklamą i paczkami PR-owymi dla influencerek, a mniej z jakością. Umówmy się, że 55 zeta to jeszcze nie koniec świata, ale nie namawia nas do tego ochoczo nikt, kto i tak to dostał. 


17 listopada

17 listopada

Ulubieńcy października

Ulubieńcy października
Bez zbędnych wstępów:








LIRENE PERFECT TONE - bardzo podoba mi się efekt, jaki pozostawia na twarzy- krycie ma średnie w stronę mocnego, a wykończenie satynowe.



GOLDEN ROSE HD FOUNDATION
Filtr SPF 15 plus spełnienie obietnic producenta: soft focus, flawless finish. Piękny efekt, lekka, nawilżająca formuła, średnie krycie, wg mnie w górnych granicach średniego. Hit!


BIELENDA CAMELIA OIL LUKSUSOWE SERUM ODMŁĄDZAJĄĆE W MIKROPEREŁKACH - obiecanych mikroperełek nie zauważyłam, ale zdenkowałam w try miga, lekki, wodnisty, a jednocześnie skuteczny kosmetyk.


BELL CONTOUR STICK - MIĘKKA, WYGODNA, KREMOWA FORMUŁA W STICKU I KOLOR chłodny, SZARY, IDEALNY DO KONTUROWANIA.


SENSIQUE CREATIVE EYESHADOWS 

143 REDDISH BROWN

148 MAUVE GLOW 

i nieobecny na zdjęciu 146 COLOR FESTIVAL

wspaniałe kolory, ich zestawy i formuła!











EVREE BLACK ROSE DETOKSYKUJĄCA CZARNA MASKA DO TWARZY


TEA TRESS PEEL OFF MASK

Tym duetem walczę z rozszerzonymi i zanieczyszczonymi porami. Idealnie nie jest, ale jak dotąd to najlepszy i najbardziej skuteczny zestaw na w/w moje bolączki.




A to moi ulubieńcy od miesięcy i lat:




GOLDEN ROSE HOLOGRAPHIC 04

EVELINE EYEBROW CORRECTOR  LIGHT

L'OREAL maskara MEGA VOLUME MISS BABY ROLL

LOVELY LIQUID CAMOUFLAGE 02

Bielenda Awokado 2-fazowy płyn do demakijażu oczu

15 listopada

15 listopada

Blogowanie: jak regularnie publikować wpisy na blogu. Co pomaga mi od ponad 6 lat regularnie publikować wpisy

Blogowanie: jak regularnie publikować wpisy na blogu. Co pomaga mi od ponad  6 lat  regularnie publikować wpisy


Prowadzę normalne życie, pracuje na etacie, a w życiu spotyka mnie to, co każdego, czyli czasem z różnych powodów, jest bardzo różnie. Ci, którzy mają mniej lat niż ja - czyli tyle, co ja na jedną nogę, ewentualnie niewiele więcej, cóż, muszą uwierzyć mi an słowo, że problemy wieku szkolnego/okresu studiów najprawdopodobniej jeszcze będą czymś, co będziecie wspominać miło i z rozrzewnieniem.
Słowem samo życie. Nie czuję się pod tym względem jakoś szczególnie, tym bardziej, że obserwuję naokoło i przez lata wiele różnych tzw. życiowych sytuacji.
Po co ten wstęp?
Ano po to, żeby nikt nie miał wątpliwości, że nie jestem osobą, która tylko leży i pachnie, będąc głaskaną przy tym czule przez życie, i dlatego mogę pozwolić sobie na systematyczność w blogowaniu, by nie nazwać tego reżimem. Reżim bardziej kojarzy się może z pracą, zaś główną rolą pracy jest ta zarobkowa, a to na blogu mnie nie dotyczy.

Jak to robię, że bloguję regularnie i od 6 lat, co mi w tym pomaga?


Lubię to.

Po prostu. Ciągnie swój do swego, a człowiek do tego, co lubi. 
Lubię blogować.
Czyli co?
Pisać.
Robić zdjęcia.
Uczyć się nowych rzeczy.
Dzielić się w/w z Czytelnikiem.

To o czym bloguję jest w tym wypadku wtórne, to rzeczy, które również lubię/lubię robić, ale do tego  dodatkowo jeszcze znajduję dla nich czas i miejsce na blogu.
Z niewolnika nie ma pracownika, i na pewno można powiedzieć w tym miejscu jeszcze parę oklepanych rzeczy. Tym bardziej, jeśli za swą pracę - zaangażowanie i czas- nie dostaje się wynagrodzenia pieniężnego. W takim przypadku nikt, kto autentycznie tego nie lubi nie wytrzyma długo. Nie będzie miał motywacji.

Motywacja czyli żeby się chciało chcieć to jedna z kwestii, którym poświęciłam wpis

Mi się chce.



Wiesz, jaka jest różnica między mistrzem, a uczniem? 
Mistrz pomylił się więcej razy, niż uczeń podjął prób.



Nie jestem mistrzem, nie o to mi tu chodzi..
Ale pracuję nad sobą, a im więcej bloguję, tym bardziej nad tym pracuję.
Nad czym mianowicie?
A np. na tym, o czym pisałam w poście

Systematycznością.
Kreatywnością.
Pokorą.
Dystansem do siebie.
Pisaniem.


Im więcej prób podejmuję - i realizuję - tym szybciej, sprawniej, łatwiej mi to idzie. Ot.
Wyrobiłam w sobie wiele przydatnych mi nawyków, a o nawykach pisałam więcej w poście
JEDNA MAŁA RZECZ,KTÓRA MOŻE CIĘ URATOWAĆ LUB ZABIĆ CZYLI NASZE NAWYKI A NASZE CAŁE ŻYCIE



Dziś blogowanie, i całe influenserstwo (nie znoszę tego słowa, co za nowotwór słowny!) to nie tylko blogowanie, a coraz częściej, więcej lub w ogóle tylko (nad czym osobiście ja boleję) to aktywność w social mediach.

a na to

Wykorzystuję wolne chwile i chwilki.


W kolejce.

W samochodzie (gdzie czasem nagrywam)



Wszędzie.


Nie marnuję czasu.

Do tego stopnia mam już takie myślenie, że nawet kiedy zepsuł mi się samochód, odmówił ruszenia, i już ogarnęłam pomoc dla siebie, to czekając korzystając z tego, że stoję na parkingu, nie np. na środku ulicy, i że mam chwilę czasu (no taką, której bardzo nie chciałam!) poogarniałam sobie Internety. I to z moim panikarstwem. To już trzeba chyba mieć takie skrzywienie. 




Ku_rwa, samochód mi nie rusza, czeka mnie mój pierwszy raz na holu tymczasem >>> jest okazja poogarniać Internety.

I to mimo tego, że  daleko mi do stoickiego spokoju jak stąd na księżyc!
Długą przebyłam drogę do momentu zilustrowanego zdjęciem powyższym, od chociażby czasów, gdy moja siostra porównywała mnie do mnie Kaczki Wade (to kaczka z Farmy Orsona z Garfielda  która zawsze chodziła z kołem ratunkowym założonym na siebie i panikowała, np. że Ziemię zaatakowali kosmici o wyglądzie butelek od płynu do mycia naczyń).




Inspirację znajduję... wszędzie.

Wszystko i wszyscy bywają mi inspiracją.
Wiele wydarzeń, ludzi, historii, aforyzmów, książek, miejsc, chwil, wrażeń, wiadomości, spotkań,  rozmów czy chociażby wymiany zdań jest dla mnie wpisogennych.
Niektóre nieźle muszą się odleżeć w mojej głowie, aż je wyartykułuję, ale to nie znaczy, że o nich nie myślę, i że już nie są dla mnie inspirujące.





Planuję.
Gównie wpisy na bloga, bo one są najbardziej czasochłonne.
Zazwyczaj mam plany po prostu w głowie,  a do posta siadam i piszę a vista (naczy się od razu, z głowy) , ale czasem siadam i przenoszę na papier - gównie tygodniowy grafik,  plan wpisów


 rzadziej mapę myśli do wpisu (poniżej takowa akurat do tego wpisu):



Z natury lubię grafiki, plany, system.

Uważam, że poświęcenie czasu na opracowywanie sobie jakiegoś systemu ( a potem jego ewentualna modyfikacja wg potrzeb) - w dowolnej kwestii, niekoniecznie blogowania - potem będzie już tylko czasu oszczędnością i ułatwieniem.




Uważam, że zrobione jest lepsze niż idealne.





Nie chodzi mi o robienie czegoś na odwal. Tylko nie odwlekanie w nieskończoność realizacji planów, w tym wypadku wpisów. Jestem wyznawcą twierdzenia najpierw zrób, a potem udoskonalaj.






Jeśli coś robię, to robię to najlepiej jak umiem i staram się, ale uważam, że perfekcjonizm jest wrogiem działania i człowieka.
Perfekcjonizm przeszkadza ludziom w ukończeniu dzieł - ale, co jeszcze gorsze, często powstrzymuje ich przed rozpoczęciem pracy.
E. Gilbert





Staram się nie tracić entuzjazmu.
Albo też: nie pozwalać, by zabito we mnie entuzjazm względem tego  co robię.

Nie jestem urodzoną optymistką.

Zgodzę się z Winstonem Churchillem,

Sukces polega na przechodzeniu od porażki do porażki bez utraty entuzjazmu.

Wiem, zupełny brak kołczingowego hurraoptymizmu.
Jeśli powiecie, że to mało, odpowiem Wam: toście nie przeszli twardej szkoły życia. I niech zgadnę, nie prowadziliście wojny z III Rzeszą i jej sojusznikami.


O co chodzi?
Problemy życia codziennego. to zupełnie inna historia... Inny cytat by się tu przydał. Miałam problemy, miałam doły, miałam chandry, miałam tragedie, miałam stresy - chyba nie dziwi Was, że nie będę się tu wdawać w konkrety- ale nigdy nie zarzuciłam blogowania. Miałam też pozytywny zapier_ol - jak wyżej. 
Ale w kontekście blogowania chodzi raczej bardziej problemy życia blogowego.
Człowiek sobie czasem myśli, że się stara, przykłada, a potem patrzy, a pod jakimś nieciekawym, krótkim, wcale nie odkrywczym wpisem u kogoś innego widzi milion komentarzy.
Albo natyka się na wpisy, które pozują na wartościowe, a wśród słów dalibóg nie znajduje treści, nic nowego, ale autor kreuje się na znawcę, mnoży słowa i byty. W życiu pozablogowym i w blogowaniu jedna z rzeczy, które są dla mnie na pewno ta same i niezmienne, to to, że nie znoszę pieprzenia o niczym, i zakrywania ładnymi słówkami braku czegoś do powiedzenia, pustosłowia. 
Cenię sobie sprawną umiejętność posługiwania się słowem, ale dla mnie słowo zawsze ma znaczenie.
Zgadzam się z Einsteinem, że jeśli nie potrafisz wyjaśnić czegoś 6-latkowi, tzn., że sam tego nie rozumiesz.



Takie pitu pitu, słodkopierdzące bzdety, cały ten kołczingowy smrodek w kontekście blogowania.
Od kołczingu w ogóle mi słabo, o czym pisałam już w poście JEŚLI CHCESZ OSIĄGNĄĆ SUKCES TO...
I kiedy widzi się  takie coś, i jeszcze zachwyty nad tym czymś, to ja np. czuję się czasem zdemotywowana.
Przypominam sobie wtedy np. to, że porównywanie się to złodziej radości.
Nie pozwalam sobie na utratę radości z tego, co robię blogując.
Dokonuję tego wysiłku i pracy nad sobą albowiem nie jestem osobą po prostu wesołą, raczej bliżej mi do tych ludzi, którzy doskonale rozbawiają innych, a sami to różnie.
Uważam, jak Ernest Hemingway, że wesołość jest rodzajem odwagi.
A on, cóż, chyba niezbyt był wesół. Przynajmniej tak skończył...



Tyle na dziś ode mnie.

A jak tam u Was w kwestii będącej tytułem tego wpisu?


Copyright © 2014 Wszystkie moje bziki , Blogger