11:24

11:24

METODA NA NARCYZA: METODA SZAREGO KAMIENIA

METODA NA NARCYZA:  METODA SZAREGO KAMIENIA



Czym jest metoda szarego kamienia?

Jest strategią radzenia sobie w kontaktach z narcyzem.

Na czym polega?

Polega na tym, że w kontakcie z narcyzem mamy być niby ów szary kamień/szara skała.

Czyli jacy?

A jaki jest szary kamień?


a) Jest szary.  

(OK, ten na moim zdjęciu jest beżowy. 

Szary wg mnie jest jeszcze brzydszy i nudny. 

Mamy być szarym!))

b) Jest kamieniem.


Jest zimny, twardy, beznamiętny, obojętny, no i do tego szary - nuda.

Marna to pożywka dla narcyza, który żywi się naszymi emocjami!

I tak ma być!


Jakie są zalety takiego postępowania?

Jedna i wystarczająca: jest ono skuteczne.


A wady?

Sama metoda nie ma wad, jednak jej stosowanie niesie za sobą pewne ryzyko.

Jeśli nie jesteśmy na nią gotowi, naprawdę nie przerobiliśmy tego w sobie, nie mamy w sobie wystarczająco wiele obojętności albo jeśli nie umiemy mistrzowsko tej obojętności udawać i panować nad własnymi emocjami - nie przyniesie ona rezultatów, a wręcz będą one przeciwskuteczne, bo narcyz nas przejrzy i dostarczymy mu znów pożywki. 

Gdyż bystre oczko predatora, doświadczone w wyłapywaniu przeróżnych niuansów, znakomicie poruszające się już po mapie naszych słabości i rozpracowujące nas już na początku znajomości - po prostu szybko (znowu) nas rozpracuje.

Niestety czasem tak dużo wiąże nas z narcyzem (np. dzieci), iż jesteśmy skazani na kontakty z nim, dlatego metoda szarego kamienia może być dla nas bardzo długo bardzo istotna.

Pocieszające może być to, że mamy szanse z czasem coraz lepiej ją opanować, ale zaznaczam - odnosząc się do tego, co napisałam wyżej - iż w tym celu bardziej skuteczna z naszego punktu widzenia będzie praca nad samym sobą, nie nad technikami aktorskimi.



Zobacz także:

ETAPY ZNAJOMOŚCI Z NARCYZEM: NIEUCHRONNA PODRÓŻ OD MARCHEWKI DO KIJA


Ba, prawdopodobnie my sami pękniemy jak sparciała gumka od gaci. Wybuchniemy. I narcyz będzie miał z nas energetyczną ucztę, a my zamienimy się w wyzute z owej energii flaki.


Musimy bowiem pamiętać lub wiedzieć - kto nie wie - że narcyz jest mistrzem w graniu na nerwach, na dodatek jest to muzyka dostosowana indywidualnie właśnie do nas. Na podstawie wielu informacji i obserwacji, których dostarczyliśmy narcyzowi- nikt inny, tylko my sami. Taka sytuacja.


Tu nie ma miejsca na blef - narcyz nas rozpracuje lub sami nie damy rady. Nie wygramy z mistrzem świata w manipulacji jego metodami.


Zobacz także:

MANIPULACJE NARCYZA 

JAKI JEST NARCYZ ? CECHY NARCYZA


Tu nie ma miejsca na złudzenia, że nasza obojętność wzbudzi w narcyzie jakieś uczucia względem nas, że go odzyskamy (jakbyśmy kiedykolwiek go mieli, a on miał względem nas uczucia!). 


Zobacz także:

NAIWNOŚĆ. RZECZ O NAIWNOŚCI W KONTAKTACH Z NARCYZEM


Dlatego uważam, że trzeba powiedzieć sobie prawdę również i w tej kwestii: metoda szarego kamienia jest skuteczna, ale jest też trudna. Dla wielu osób na wielu etapach relacji z narcyzem jest wręcz niedostępna jako realna obrona przed narcyzem. 

Niewprawiona osoba, nieprzygotowana do tego od środka, nie do końca świadoma z czym w osobie narcyza ma do czynienia i co działo/dzieje się z nią samą będzie miała wielkie trudności w jej stosowaniu.


Bądź jak kamień.

Łatwo powiedzieć!

Wykonać trudniej.

W instrukcji zastosowania tej metody naprawdę wystarczy napisać: bądź obojętny/-a, nie okazuj żadnych emocji. 

Ani dobrych, ani złych - żadnych


Ba, ale jak tego dokonać?

Wg mnie można to zrobić tylko jednym sposobem:  pracując nad sobą. Zdobywając świadomość tego czym jest narcyz i jak działa na nas. Co się stało, co się dzieje. Pozbywając się złudzeń dotyczących zarówno innych ludzi jak i nas samych. Pokorniejąc - gdyż nie tylko nie jesteśmy władni odczarować tej żaby w księcia, ale nawet nie poznaliśmy, że tam nie ma żadnego księcia, ba, to nawet nie żaba, a trująca ropucha!


Sama metoda szarego kamienia to narzędzie.

Będzie skutecznie nam służyło jeśli zabierzemy się za posługiwanie się nim świadomi i przygotowani do tego. 

Musimy wiedzieć po co, jak, dlaczego się nim posługujemy.



"Chwytaj rzeczy nie za ostrze, które Ci grozi, lecz za rękojeść, która będzie Cię bronić."

B.Gracian, Sztuka doczesnej mądrości.


Tak samo nasz szary kamień i jego metoda: ma nam pomagać i uwalniać od narcyza, nie nam szkodzić.

Pamiętajmy: mamy być niby owe szare kamienie, niezmiennie, choćby nie wiem co. 

A nie np. w emocjach brać kamienie i rzucać nimi w narcyza. To nie opowieść o Dawidzie i Goliacie, ale o nas i narcyzie.




Zobacz także:

ROZSTANIE Z NARCYZEM - CZTERY RZECZY, O KTÓRYCH MUSISZ WIEDZIEĆ I PAMIĘTAĆ

JAK ODEJŚĆ OD NARCYZA? JAK ODCHODZI SIĘ OD NARCYZA?

ZEMSTA NA NARCYZIE

CZY NARCYZ TĘSKNI I ŻAŁUJE PO ROZSTANIU / ZAKOŃCZENIU RELACJI

07:59

07:59

"Miniatury to magia, możliwość nieograniczonej kreacji, powrót do dziecinnych marzeń oraz zupełnie 'dorosłe' wyzwania." - wywiad z Autorką miniatur

 "Miniatury to magia, możliwość nieograniczonej kreacji, powrót do dziecinnych marzeń oraz zupełnie 'dorosłe' wyzwania." - wywiad z Autorką miniatur
Kocha sztukę, a każda Jej miniatura to jakaś historia. Zaczęła od mebelków z patyczków do lodów ciętych kuchennym nożem i szlifowanych pilniczkiem do paznokci. Największą radochą jest dla Niej wymyślanie co, z czego i jak zrobić. Unika oglądania tutoriali, bo to odbiera Jej radość tworzenia od A do Z.

Przedstawiam Wam Małgorzatę Little tranquility: Autorkę miniatur.

Dla mnie miniatury to... magia, a co z magią mają wspólnego wg ich Autorki, czym jest dla Niej proces twórczy, czego wymaga tworzenie miniatur - tego m.in. dowiecie się z poniższego wywiadu. 

Zapraszam!



Dlaczego właśnie miniatury?

Miniatury to sztuka, a ja po prostu kocham sztukę. Myślę, że to kwestia wrażliwości mojej duszy, która w pięknie przedmiotów szuka ukojenia, aby jakoś funkcjonować w tym coraz dziwniejszym świecie.

Miniatury dają mi absolutnie wszystko, co kocham, co mnie inspiruje i cieszy: od tworzenia mebli, aranżacji wnętrz, malarstwa, zabawy kolorem, formą i wzorami, po opowiadanie historii - bo każda moja diorama to jakaś historia. I, jak to w sztuce bywa, dla każdego może to być inna opowieść. A jeśli dodatkowo moja praca daje komuś radość, pozostawia pozytywne wrażania, czy przeżycia - to już dla mnie pełnia szczęścia!




Zawsze o tym marzyłaś? Nagła „eureka”? Czy był to proces?

Zdecydowanie "eureka"! Wiesz, to jeden z nielicznych plusów lockdownu: zamknięcie w domu, utrata pracy oraz jakaś niepewność o to, co będzie jutro pozwoliły mi odrzucić te mniejsze lęki, wpojone ograniczenia i... okazało się, że chcieć znaczy móc! Przez przypadek natknęłam się na zdjęcia ręcznie robionych miniatur - to były jakieś drobnostki: lampki z nakrętki od pasty do zębów, butelki z koralików - i pomyślałam, że ja też mogę spróbować.
Zaczęłam od mebelków z patyczków do lodów, ciętych kuchennym nożem i szlifowanych pilniczkiem do paznokci. Zaraz potem były trochę bardziej wymagające mebelki z kartoników. To wszystko było jednak dla mnie zbyt łatwe. Zaczęłam więc rzeźbić, a raczej toczyć nogi od stolika tym nożem kuchennym do warzyw i jakimś pilniczkiem. Kiedy mąż zobaczył co wyprawiam chyba zrobiło mu się mnie żal. Przyniósł mi z garażu swoje pilniki "iglaki", nożyki i małą piłę ręczną. I wtedy już mogłam poszaleć! Teraz mam całkiem fajny zestaw narzędzi, najróżniejsze drewienka, gipsy, kleje, farby, papiery - jest na czym pracować.




A jeśli był to proces: przez jakie punkty prowadził i ile trwał?

Chyba po części odpowiedziałam na to pytanie powyżej. Eureką było odkrycie, że chcę i potrafię. Procesem na pewno nazwałabym całą resztę. Powstawanie każdej sztuki to proces. Na początku wiadomo - uczymy się podstaw, techniki, ćwiczymy rękę, oko, a także głowę. Od kiedy zaczęłam tworzyć miniatury moja głowa inaczej postrzega przedmioty - patrzę na coś i już wiem, co mogę z tego zrobić. A jak jeszcze nie wiem, to wiem, że na pewno coś wymyślę. Coraz trudniej wyrzucić mi kawałek blaszki, tekturkę, czy choćby moje złoto miniaturzystki, czyli...puszkę po kociej karmie! Ten proces trwa nadal i będzie trwał tak długo, jak długo będę tworzyć. Z każdym nowym projektem odkrywam coś nowego, uczę się i rozwijam. Mój stryj, malarz, kiedy jeszcze żył mawiał, że artysta musi pozwolić zapłodnić swój umysł sztuką. I właśnie zapłodnienie umysłu to idealne określenie. Bo zobacz: szukasz tematu lub formy wyrazu, zakochujesz się w tym, twój umysł chłonie wszystko, co jest niezbędne, aby z tej miłości powstało coś pięknego. Potem rodzisz to swoje dzieło, tworzysz je, pielęgnujesz. Kiedy praca jest skończona patrzysz na nią i czujesz, że już chyba nic więcej nie dasz rady zrobić. To rodzaj zmęczenia, ale taki inny, natchniony. Po pewnym czasie zakochujesz się znowu w jakiejś formie, temacie czy medium...i znowu tworzysz. I chyba właśnie to jest takie fascynujące w sztuce.
Dodatkowo równocześnie z procesem twórczym przeszłam bardzo ważny dla mnie proces odkrywania siebie jako osoby oraz jako artystki. Musiałam pozwolić sobie, ale to dosłownie dać sobie pozwolenie na to, aby robić coś innego niż obowiązki typu dziecko, praca, kot, sprzątanie, gotowanie, pranie, zakupy, prasowanie. Ale o tym opowiem więcej poniżej.





Czym jest dla Ciebie tworzenie miniatur i one same?

Miniatury to magia, możliwość nieograniczonej kreacji, powrót do dziecinnych marzeń oraz zupełnie "dorosłe" wyzwania. To możliwość zrealizowania najśmielszej wizji artystycznej, np. aranżacji wnętrza, czy stworzenia wyjątkowego mebla ale bez żadnego ryzyka i stosunkowo niewielkim kosztem. Jedynym problemem jest czas. Miniatury wymagają mnóstwa czasu, a z tym bywa różnie.



Czego miniatury wymagają od swojego twórcy?


Po pierwsze właśnie czasu. Nawet jeśli ma się umiejętności i chęci, ale brakuje czasu to jest ciężko. Jeśli natomiast mamy czas i chęci, ale umiejętności trochę mniej, to jest szansa, że prędzej, czy później coś z tego wyjdzie i zaczniemy tworzyć małe dzieła.
Po drugie do tworzenia miniatur potrzeba kreatywności i wyobraźni. No chyba, że ktoś lubi po prostu odtwarzać prace innych np. oglądając ich tutoriale. Dla mnie jednak największą radochą jest wymyślanie co i z czego zrobić, i oczywiście jak to zrobić. Unikam oglądania tutoriali, bo odbiera mi to radość tworzenia od A do Z, a taką obrałam drogę od samego początku.
Po trzecie trzeba mieć...tak, duuużo cierpliwości!
Przyda się też podstawowa znajomość obsługi narzędzi ręcznych typu pilnik, nożyk, piła, wiertarka.
Konieczna jest także precyzja, dbałość o szczegóły, a nawet szczególiki. Klej nie powinien być widoczny, cięcia drewna, papieru czy metalu muszą być wyrównane, wygładzone, drewno wyszlifowane (choć to czasem zależy od projektu). Miniatury nie wybaczają błędów. Jeśli kropla kleju spadnie Ci na drzwi od szafy pokojowej, to możesz nawet tego nie zauważyć, ale w przypadku miniatury gwarantuję, że zobaczysz najpierw tę kroplę, dopiero potem mebelek.







Z czego to wszystko się robi ( z jakich materiałów) ???

Właściwa odpowiedź to praktycznie ze wszystkiego! Jeśli chodzi o typowe produkty to pisałam już o drewnie, czy papierze. Ale są ciekawsze materiały jak np. kawałki kuchennej gąbki pocięte drobno - jako listki lub trawa. O kociej puszce już pisałam - robię z niej garnki, łyżki, zamki do drzwi, konewki. Z ciekawszych rzeczy - z zaschniętego werniksu zrobiłam ostatnio szufladkę w młynku do kawy - idealnie odwzorowuje stare, pożółkłe od kawy szkło.




Ile kosztuje tworzenie miniatur – czasu i pieniędzy?

Chyba nie przesadzę mówiąc, że w przypadku miniatur czas to pieniądz. Gdybym potrafiła robić miniatury szybciej być może już bym je sprzedawała. Na razie robię je hobbystycznie.
Miniaturowy domek z pełnym wyposażeniem tworzy się miesiącami, a nawet latami. Jedną dioramę, czyli np. łazienkę czy kuchnię tworzę od 5 dni do nawet kilku tygodni. Mój rekord to grubo ponad 4 miesiące codziennej pracy przy jednym projekcie (piętrowy domek w skali 1:20 z meblami i wyposażeniem), a mówię tu o pracy w zakresie 4h - 8h dziennie.
W moim przypadku pisząc "tworzę" mam na myśli wszystko, co składa się na efekt finalny. Rozpoczynam od projektu, aby mój pomysł nabrał kształtu. Potem wybieram materiały takie jak drewno, gips, druciki, farby itp. Następnie tworzę miniatury. Trzeba pamiętać, że budowa miniatur wiąże się również z czekaniem aż wyschnie farba, czy zwiąże klej, lub zastygnie gips. Pewnych rzeczy nie można przyspieszyć. Kolejnym krokiem jest dopracowanie elementów - szlifowanie, ponowne malowanie, zabezpieczanie werniksem. Końcowy etap to opracowanie kompozycji w ramce, przyklejenie wszystkich mebli, dekoracji, dobór teł i "podłóg". U mnie są jeszcze otwierane ramy. Z budową ram na razie pomaga mi tata, więc mam szczęście. Ale kiedy musiałam zrobić dwie ramy sama w domu, to bez dobrych maszyn, zajęło mi to ok 14 h.
W przypadku miniatur materiału potrzeba stosunkowo niewiele, za to jest on bardzo różnorodny, trzeba dobrze pokombinować co nam się może przydać. Największym wydatkiem są narzędzia i maszyny. Na pewno wydałam na nie ok. 1000 zł, ale to z myślą o przyspieszeniu swojej pracy i być może wyjściu kiedyś na tzw. rynek. Drogie są też porządne farby (ja używam akryli), oraz inne media, którymi można uzyskać spektakularne efekty. Na tym nie ma co oszczędzać, bo np. tanie farby = słabo napigmentowane.
Jeśli ktoś myśli o rozpoczęciu własnej przygody z miniaturami to myślę, że w zupełności wystarczy 50zł - 100 zł na podstawowe narzędzia i materiały. Polecam zakupy w sieciówkach z działami dla rękodzieła - można tam niewielkim kosztem zaopatrzyć się w podstawowe produkty.



Skąd czerpiesz pomysły? Co Cię inspiruje?

Tak naprawdę te moje dioramy są w pewnym sensie realizacją moich marzeń o stworzeniu wymarzonego domu z duszą. A że marzę o tym od lat, to zdążyłam napatrzeć się na tysiące aranżacji, mebli, ścian, kafli - no po prostu mam to wgrane w system.



Do dziś z przyjemnością oglądam starocie, domy przed i po renowacji - cieszy mnie, że ktoś ratuje te cuda architektury i dzieła sztuki. Sama miałam mały epizod z odnawianiem mebli.
Jeśli pytasz co mnie inspiruje to chyba najbardziej forma i kolor. Uwielbiam też stare domy, lubię kiedy jakieś wnętrze jest nieperfekcyjne, niby podniszczone, a jednak idealne. Uwielbiam kiedy stare pęknięcie tynku może stać się swego rodzaju tłem nowej historii, a nie problemem do usunięcia. Lubię też swoistą kakofonię barw, która jakimś cudownym sposobem wprowadza do wnętrza harmonię i blask. Dlatego styl vintage jest mi tak bliski - to w nim widać dotyk ludzkiej ręki, ząb czasu, dawne życie odbite w kafelkach, lustrach, filiżankach.



Co trzeba mieć, żeby też, jak Ty, tworzyć miniatury?

Świra 😂 Bo jeśli chodzi o to, jak ja je tworzę, to potrafię spędzić bite 12 godzin tnąc, piłując, klejąc, dłubiąc... A potem się dziwię, że mam niedowład w nodze....
Ale jeśli po prostu chce się tworzyć miniatury to wystarczy chęć, cierpliwość i kilka sprzętów: pilniki do drewna najlepiej okrągły i trójkątny, nożyk z wymiennymi ostrzami, nożyczki, papier ścierny, klej typu magiczny, klej typu kropelka w żelu (nie spływa), druciki metalowe, modelina, masa gipsowa samoutwardzalna (to mój must have). Podejrzewam, że jak człowiek raz zacznie przygodę z miniaturami i mu się to spodoba, to z radością będzie sam szukał najlepszych sposobów i materiałów do tworzenia - przynajmniej ja tak miałam.




Czy tworząc miniatury dowiedziałaś się o nich i o ich tworzeniu czegoś nowego, czego nie wiedziałaś zanim zaczęłaś je tworzyć?

Odkryłam, że bardzo przypominają sztuczki iluzjonisty - rzeczy nie są tym, czym się wydają. U mnie często gips imituje drewno, karton udaje metal. Poza tym uzależniają - kiedy mam w głowie nowy projekt nie umiem się skupić na niczym innym. Na świecie miniatury są bardzo popularne, tworzone są programy TV o tej tematyce, organizowane są targi, ludzie z tego żyją. W Polsce mało kto zna choćby jednego miniaturzystę/-kę i niewiele osób widziało miniatury "na żywo". Na pierwszych w Polsce targach miniatur, na których wystawiałam swoje prace dowiedziałam się, że mamy w Polsce, jeśli dobrze pamiętam, około 2000 miniaturzystów! Tylko gdzie oni są? Nie ma póki co przestrzeni, aby mogli się pokazać. Faktycznie poza mediami społecznościowymi nie mamy za wiele okazji do prezentowania tej wspaniałej sztuki. Mam nadzieję, że to się kiedyś zmieni na lepsze.






A o sobie?

O sobie nauczyłam się na pewno dużo więcej. Miniatury pojawiły się w moim życiu w trudnym dla mnie momencie a skupienie się na nich pozwoliło mi wyciszyć skołowaną głowę, oderwać się od problemów i co najważniejsze - spotkać z samą sobą. Miałam się wreszcie czego chwycić, zastanowić się nad tym, czego ja chcę, czego potrzebuję. Paradoksalnie mimo, że zaczęło się od pytania jaką chcę zrobić miniaturę, to ostatecznie skończyło się na kwestii jak chcę dalej żyć... W dodatku chyba tworzenie szło mi całkiem dobrze, bo mebelki, które robiłam podobały się praktycznie każdej osobie, która je widziała. To dało mi odwagę, żeby założyć stronę na Facebooku i Instagramie i pokazać swoje prace szerszemu gronu.
Nigdy wcześniej nie dałam sobie szansy na tworzenie własnej sztuki - uważałam, że jestem na to zbyt zwyczajna, wręcz pospolita i że tak na prawdę nie mam żadnego talentu. Wierzyłam, że tworzyć mogą tylko jacyś lepsi ludzie, wybrani. A tu niespodzianka - wzięłam i stworzyłam!




Jakie masz marzenia, jakie plany na przyszłość związane z tworzeniem miniatur?


Moje marzenie to móc dalej tworzyć i z tego żyć. Jakiś czas temu zrezygnowana mówiłam znajomej, że powinnam zostawić te miniatury i poszukać "normalnej" pracy. A ona spojrzała na mnie zdziwiona i powiedziała coś, po czym się prawie rozpłakałam: "Ale przecież idąc do zwykłej pracy zabijesz swoją artystyczną duszę i będziesz cierpieć!" No i miała rację. Dlatego nadal doskonalę swój warsztat, mając nadzieję, że kiedyś otworzę własną pracownię. Myślę też o prowadzeniu warsztatów i nagrywaniu filmów jak powstają moje miniatury. Być może za jakiś czas uda mi się zorganizować także wystawę. Dużo wyzwań przede mną i nie wiem, czy im podołam, ale staram się podchodzić do tego trochę na chłodno. Wiesz, jak to mówią: opowiedz Bogu o swoich planach, to się uśmieje. No więc ja robię swoje, a czas pokaże 
😊





Dziękuję za tę arcyciekawą ciekawą rozmowę. Życzę Ci nieustającej radości płynącej z tworzenia tych miniaturowych cudów, a także spełnienia marzeń i powodzenia dla planów.  




Zapraszam na SM Małgorzaty, gdzie zobaczycie więcej Jej prac i szczegółów ich powstawania:

FB Little tranquility

IG little_tranquility_crafts




Autorką wszystkich zdjęć jest Autorka cudów, które owe zdjęcia przedstawiają. 

09:37

09:37

Alicja w Krainie Czarów w miniaturze

Alicja w Krainie Czarów w miniaturze



W zimowe - pamiętam, że zimowe, bo miałam na sobie zimową, zieloną kurtkę -  popołudnie, w ostatnią dekadę XX w., w jej pierwszej połowie, wróciłam ze szkoły, w domu nikogo nie było, wzięłam z regału małą, zieloną książeczkę, usiadłam na wersalce i zaczęłam czytać. 

Ową kurtkę zdjęłam z siebie dopiero po kilkudziesięciu minutach. Tak się zaczytałam.

I to właśnie było moje pierwsze spotkanie z "Alicją w Krainie Czarów" w postaci małej, zielonej książeczki wydawnictwa Czytelnik z roku 1975, z jej pierwszymi ilustracjami autorstwa Johna Tenniel'a.




Pewnie potem zobaczyłam ekranizację - chyba brytyjski serial, z aktorami. Od tamtego czasu podobają mi się czarne buty na paseczek, takie jakie miała Alicja. Miałam później w mojej historii dwie pary takich bucików - jedną gdzieś w środku podstawówki, a drugą  już na obcasiku, na studniówkę.

Alicja została w mojej lekturze, pamięci, i do dziś stanowi dla mnie niekończącą się inspirację.




W jaki sposób ta książka trafiła do dwunastolatki, i jak po trzydziestu latach nadal jest dla mnie niemniej interesująca - nie wiem.

Ile ma znaczeń, o czym tak naprawdę jest, ile ma w sobie symboli czego, co autor chciał powiedzieć - nie wiem. 




Czy dziś, tak samo jak kiedyś, na moją wyobraźnię działa mini świat znajduje się za małymi drzwiczkami za kotarą? Tak. 

No właśnie.... mini świat.

Czy ja tu wspominałam, że uwielbiam miniatury? Które mają w sobie coś magicznego, bajkowego i również kojarzą mi się z "Alicją w Krainie Czarów" (malutkie drzwiczki!)?

W tym roku na urodziny dostałam od Dwóch Koleżanek miniaturę inspirowaną właśnie uniwersum Alicji w Krainie Czarów. Tym sposobem, w tejże miniaturze mam teraz cytat z Alicji, kawałek magicznego światana półce! W ramce. I to jakiej!

Przy czym Jednej z Dziewczyn zawdzięczam pomysł na jej tematykę, a Drugiej - projekt i wykonanie. 




Tę piękną miniaturę, którą tu widzicie w moich rękach wykonała Little tranquility








Zobacz także:

"CORAZ TO CIEKAWIEJSZE I CIEKAWIEJSZE"! - INSPIRACJE, MOTYWY, POSTACIE I CYTATY Z "ALICJI W KRAINIE CZARÓW"



LEŚNE ZDJĘCIA: BIŻUTERIA FIMO, GRZYBY I ALICJA W KRAINIE CZARÓW



BIŻUTERIA JAKO MOTYWY Z BAJEK W LEŚNEJ SESJI ZDJĘCIOWEJ



BIŻUTERYJNA BAJKOWA LEŚNA SESJA ZDJĘCIOWA



19:07

19:07

Rodzaje smyczy dla psów

Rodzaje smyczy dla psów

Czyście wiedzieli, że są różne rodzaje psich smyczy?

Ja nie miałam pojęcia!

Może dlatego, że nigdy nie miałam psa?

Nigdy nie budziło mojego zainteresowania to wychodzenie z psem na spacer, o nieludzko porannej porze, w każdą-bądź pogodę.

Ja kota miałam. 

No właśnie - jak pies to: spacer.

Jak spacer to: smycz.

Ale pojęcie już jakoweś mam - dzięki stronie TATAR DOG



smycz miejska

Jak sama nazwa wskazuje: do spacerów po mieście.

smycz treningowa

Odpowiednio długa by umożliwić swobodną współpracę po obu jej stronach.  Jest też wytrzymała, aby nadawała się też dla dużych i silnych psów, wymagających dużej kontroli podczas spacerów. 


smycz dla dużego psa

Nie trzeba być szczególnie spostrzegawczym by zauważyć mnogość psich ras i rozmiarów. To oczywiste, że duże, silne psy wymagają produktów wykonanych z wytrzymałych i trwałych materiałów. 





smycz odblaskowa

Czyli bądź widoczny! Ty i Twój pies, rzecz jasna. Odblaskowe elementy zwiększają bezpieczeństwo podczas spacerów po ciemku, szczególnie po słabo oświetlonych drogach.

smycz do auta

Odpowiednik pasów bezpieczeństwa dla człowieka. A ich roli chyba nikomu nie trzeba tłumaczyć!








17:21

17:21

Energia ze słońca - panele fotowoltaiczne

Energia ze słońca - panele fotowoltaiczne

W ofercie na stronie https://www.scianki.info.pl/ możecie zobaczyć panele fotowoltaiczne zasilające... wystawy plenerowe.




Jeszcze i one!

"Jeszcze" bowiem na każdym kroku widzimy rosnącą popularność tychże paneli - widać je na dachach domów, latarniach, światłach, a także na całych... farmach [paneli słonecznych].

Czym są te, ówcześnie tak powszechnie już widywane, panele?

Panele słoneczne stanowią pierwszy element każdej instalacji fotowoltaiki, który odpowiada za “łapanie" promieni słonecznych i umożliwia ich dalszy transport wewnątrz systemu i w konsekwencji tego – produkcję energii elektrycznej.

Zlokalizowane w kierunku słońca - niby słoneczniki - absorbują promieniowane słoneczne, które za pomocą umieszczonych w nich ogniw fotowoltaicznych są zamieniane w prąd. Następnie jest on transportowany do gniazdek w celu zasilenia maszyn, urządzeń, sprzętów, a nawet całych systemów ogrzewania.

Panele słoneczne, jak wiemy,  mają zazwyczaj postać prostokątnych modułów. Każdy panel składa się z warstw (tego już nie widzimy). Górną z nich stanowi specjalna szyba (to widzimy), a pod nią znajduje się folia. Oba te elementy odpowiadają za zabezpieczenie paneli przed uszkodzeniami. Następną warstwą są ogniwa fotowoltaiczne. Dolną część, z której składają się panele fotowoltaiczne tworzą: kolejna warstwa folii, elektroizolacja oraz puszka służąca podłączeniu modułu do przewodów odpowiadających za dalszy transport energii. Całe panele PV są zabezpieczone za pomocą ramki.

Zasada pracy ogniw paneli opiera się na mechanizmie, który można podzielić na trzy etapy:

1) Promienie słońca padają na powierzchnię paneli fotowoltaicznych i dostają się bezpośrednio do ogniw. Na tym etapie dochodzi do reakcji, w której fotony wywołują ruch elektronów, które to z kolei odpowiadają za produkcję energii.

2) Inwertery (falowniki) - na oko to o wyglądzie mniejszych i większych puszek  - zmieniają prąd stały (“wyprodukowany” w etapie nr 1) w prąd zmienny.


3) Prąd zmienny trafia prosto do instalacji elektrycznej, za pomocą której może posłużyć do zasilania wszelkiego rodzaju urządzeń, maszyn, czy chociażby ogrzewania.


Czy nawet: wystawy plenerowej. 



16:13

16:13

Dlaczego len?

Dlaczego len?



W przededniu (dosłownie!) wycieczki do Żyrardowa dziś o tym, z czego to miasto z czerwonej cegły niegdyś słynęło. Gdyż sam Żyrardów będę mogła Wam pokazać dopiero po wycieczce. 

A z czego słynęło? 

A z lnu! (Tkaniny).


Len to rodzaj roślin z rodziny lnowatych (Linaceae). Obejmuje ok. 180–213 gatunków występujących na różnych kontynentach w strefie klimatu umiarkowanego i w strefie subtropikalnej, z największym zróżnicowaniem w rejonie Morza Śródziemnego. W Polsce na stanowiskach naturalnych i zdziczałych spotykanych jest 6 gatunków, a uprawia się kilka kolejnych, wśród których największe znaczenie ma len zwyczajny, uprawiany jako roślina włóknodajna (patrz: Żyrardów!).

Swego czasu bardzo praktycznym dla rozwijania lub rewalidacji  różnych funkcji u dzieci (tak, tak param się różnymi rzeczami) oraz u Mojej Babci po udarze był dla mnie tekst w podręczniku dla klas początkowych, pod tytułem: "Jak krecik dostał spodenki" (z lnu właśnie). Wiecie, opis tego jak powstaje materiał len i wszystkie etapy tegoż procesu podane dla małych dzieci w sposób bajkowy.


A jak rzecz ma się mniej bajkowo?


Etapy uzyskiwania lnu (materiału-tkaniny):

  • Oddzielenie łodygi od nasion.
  • Moczenie pustych łodyg w wodzie, aby oddzielić sklejone włókna. Trwa to kilka dni, podczas których trzeba przełożyć len na drugą stronę.
  • Suszenie (kilka dni).
  •  Łamanie łodyg, aby oddzielić je od włókien.
  • Sortowanie wiązek włókien ze względu na długość.
  • Czesanie wiązek włókien aby pozbyć się nie zanieczyszczeń.
  • Przędzenie. 
  • Tkanie.

Krecikowi jeszcze trzeba było wyciąć spodenki z tkaniniy i je uszyć, wiadomka.


Najstarsze włókna lnu odnaleziono w Gruzji. Tkanina z nich stworzona mogła być użytkowana około 30 tys. lat temu. Ładny wynik, nie ma co, oj stary jest ten nasz krecik (choć nie jestem pewna, czy wtedy noszono już spodnie). Tkaninę lnianą wytwarzali również starożytni Grecy i Fenicjanie.

Len zyskał ogromną popularność  już w średniowieczu i był cenionym materiałem w całej Europie. 

Obecnie jest produkowany w zasadzie na każdym kontynencie. Choć nigdy nie wyszedł z mody staje się coraz bardziej pożądany ze względu na swoje właściwości.

A jakie to właściwości? Len charakteryzuje: miękkość, wysoka absorpcja wilgoci, przewiewność, antyalergiczność, duża odporność na tarcie i rozciąganie, działanie antybakteryjne oraz - co niebagatelne w dzisiejszych czasach - biodegradowalność. Jest ekologiczny. W zimie chroni przed chłodem, latem chłodzi i odprowadza nadmiar wilgoci. Dzięki swej specyficznej strukturze len jest jednym z najbardziej wytrzymałych oraz odpornych na tarcie i rozciąganie włókien. Czas nie wpływa negatywnie na kształt i wygląd tkaniny, a częste pranie powoduje, że staje się ona miękka i bardziej miła w dotyku.

Nie dziwi więc, że tkaniny lniane mają szerokie spektrum zastosowań. Obecnie len wykorzystuje się do przechowywania żywności, wytwarzania tekstyliów domowych, wystroju wnętrz i, rzecz jasna,  w przemyśle odzieżowym.


Na wycieczkę po Żyrardowie zapraszam później, a  dziś możecie kupić produkty z lnu na stronie: https://szyjemykolorem.pl/

18:29

18:29

DLACZEGO PRZECHODZENIE POD DRABINĄ MA PRZYNOSIĆ PECHA?

DLACZEGO PRZECHODZENIE POD DRABINĄ MA PRZYNOSIĆ PECHA?



Najpierw: czym jest przesąd?

Słownik Języka Polskiego mówi nam, iż jest to wiara w tajemnicze, nadprzyrodzone związki między zjawiskami, w fatalną moc słów, rzeczy i znaków oraz praktyki wynikające z tej wiary, a także mocno zakorzenione, błędne przekonanie.

Przesąd i zabobon w języku stosowane są zamiennie, ale istnieją opinie, iż przesąd dotyczy raczej przekonania o czymś (w/w wiara), a zabobon zachowania (w/w praktyki).



Dziś o jednym z jeden z najpopularniejszych przesądów mówiących o tym, że:


Przejście pod drabiną przynosi pecha.


Czy znamy jakieś w miarę logiczne wytłumaczenia owego (przesądu)?
 
Znamy.

Jedno z nich  wywodzi się ze starożytnej wiary w magiczną siłę geometrii - a drabina tworzy z podłożem magiczne pole (trójkąt między ziemią a niebem).  Tego, kto wtargnie na owe pole i je zakłóci spotka kara. A to pech!

Inni twierdzą, że zabobon ten wywodzi się z dawnych wierzeń, wg których na głowie człowieka siedzi opiekuńczy duch – przechodząc pod drabiną, można go strącić. A to pech!

Kolejne wyjaśnienie mówi nam, iż pochodzenia tego przesądu należy upatrywać w chrześcijańskiej wierze w Trójcę Świętą – rozstawiona drabina tworzy trójkąt, a jego naruszenie to bluźnierstwo. A to pech!

I wreszcie istnieje teoria mówiąca o tym, że strach przed przechodzeniem pod drabiną wynikał z jej podobieństwa do szubienicy. A to pech!



Czy któreś z tych wyjaśnień Was przekonuje?

Czy w ogóle hołdujecie temu przesądowi?

A może potrzebujecie drabiny (bo ja tak - takiej kilkustopniowej)? 
Jeśli Wy też tak, zerknijcie na stronę https://sklep.drabiny.info/


Copyright © 2014 Wszystkie moje bziki , Blogger