17 czerwca

17 czerwca

NATURA ESTONICA BIO KREM POD OCZY GINSENG AND ACAI EYE CREAM

NATURA ESTONICA BIO KREM POD OCZY GINSENG AND ACAI EYE CREAM
Zapraszam na recenzję.



Krem NATURA ESTONICA BIO KREM POD OCZY GINSENG & ACAI EYE CREAM kupiłam zeszłej jesieni w sklepie stacjonarnym w Auchan Piaseczno.

"- Jaki tu jest najmocniejszy krem pod oczy?
-  W jakim sensie najmocniejszy?
- Przeciwstarzeniowym."

I pani poleciła mi własnie ten kosmetyk.

Mam wymagającą skórę pod oczami więc w sumie nie wiedziałam czego mam się spodziewać po tym tanim (ok. 12 zł? za 15 ml) kosmetyku.

Teraz już go denkuję (w międzyczasie używałam i innych kremów pod oczy) i mam o nim wyrobione zdanie, którym podzielę się z Wami.



Kosmetyki znajduje się w plastikowej tubeczce ( bardzo lubię takie lekkie, praktyczne opakowania).

Info od producenta:



Skład:



Wg mnie:

- sprawdza się w swojej roli,
- znakomity pod makijaż,
- dba o delikatną, suchą i wrażliwą okolice oczu,
- ma działanie odmładzające i przeciwzmarszczkowe,
- jak na swoją cenę jest to najlepszy krem pod oczy jaki miałam, i ogólnie jeden z najlepszych takich kremów, a sporo już ich na sobie przetestowałam, i to nie szczędząc grosza (przez co rozumiem np. krem 10 razy droższy od tegoż),
- pojawił się u mnie w ULUBIEŃCACH LUTEGO, ale na dobrą sprawę od tamtego czasu jest ulubieńcem nieprzerwanie,
wydajny!,
- spełnia obietnice producenta,
polecam!



-

16 czerwca

16 czerwca

Pulanna krem Silk Peptide Cream

Pulanna krem Silk Peptide Cream
Zapraszam na recenzję!



PULANNA  to polska marka z Końskowoli inspirowana - i to od dawna! - tak teraz modną (przynajmniej deklaratywnie) azjatycką pielęgnacją.

Na wiosnę poczyniłam spore zakupy w sklepie internetowym tej marki...

https://www.instagram.com/p/BgCLJNAhqEH/?taken-by=wszystkiemojebziki




... i dzisiaj zapodaję Wam recenzję tego jakże ładnego kosmetyku jakim jest krem Silk Peptide Cream czyli jedwabno-peptydowy krem dla każdej cery, również wrażliwej. 




Info od producenta:



Skład:

Cena: 34 zł.



 Krem ma formułę białych kuleczek- perełek zawieszonych w żelu...



...do jego wyciągania mamy dodaną łyżeczkę...




... po wyciągnięciu musimy wymieszać oba składniki:




Wg mnie:

- przyjemnie się aplikuje i nosi,
- doskonała baza pod makijaż,
- mimo dość lekkiej konsystencji sprawdził się bez zarzutu na mojej suchej, wrażliwej skórze lat 38,
- jest bogatszy w formule (ma jakby więcej kuleczek a mniej żelu) niż PULANNA KREM REGENERACYJNY NA BAZIE WINOGRON GRAPE,
- nawilża,
- użyty na noc rano pozostawia skórę bardziej napięta i jędrną,
- krem spełnia swoje funkcje i obietnice producenta.

Polecam!


Sama mogłabym go spokojnie kupić po raz wtóry, ale na razie wolałabym poznać jeszcze mi nieznane produkty tej marki.

15 czerwca

15 czerwca

Wibo HD BODY FACE BRONZER Beach Cruiser kolor 02 cafe creme

Wibo HD BODY FACE BRONZER Beach Cruiser kolor 02 cafe creme
Zapraszam na recenzję !



Kosmetykiem tym zainteresowałam się w czasie promocji Rossmann na makijaż, oczywiście nigdzie go wtedy nie dorwałam.

Kupiłam po promocji w cenie regularnej za 27.99.

Czy jestem zadowolona z tego zakupu?

Czytajcie!


Produkt (aż 22 g) znajduje się w ładnym papierowym pudełeczku, które jest praktyczne, lekkie i cieszy oko (ja takie bardzo lubię), jest wytłaczany w liście palmy i intensywnie pachnie (kosmetyk perfumowany), ale tylko w opakowaniu, więc jeśli komuś przeszkadzałby jego zapach, to nie ma się czym martwić:



Info od producenta:




Kolor 02 to brąz raczej w stronę ciepłego niż neutralny...




A ja kupiłam go z myślą o konturowaniu, nie opalaniu - powiedzmy konturowaniu latem, gdyż temperatura jego koloru - cóż, zależy do czego porównać.


Na pewno jest cieplejszy niż INGLOT 505:





Ale zdecydowanie zimniejszy niż Pierre Rene BRONZING POWDER 01 Light Bronze:




Jego aplikacja to sama przyjemność, ładnie się rozprowadza na skórze i ładnie na niej wygląda - nie ma drobinek, ale pozostawia przyjemny, satynowy efekt. 
Wart swojej ceny - również i regularnej.


Wibo znowu się popisało!

Był jednym z moich ulubieńców maja, i zostanie nim pewnie tak gdzieś do października.


Spełnia obietnice producenta i polecam go!




14 czerwca

14 czerwca

O2skin OXYGEN tlenowy krem-żel na dzień

O2skin OXYGEN tlenowy krem-żel na dzień
Zdenkowałam wczoraj ten kosmetyk, więc już chyba pora, by skrobnąć Wam tu jego recenzję.
Co o nim uważam?
Czytajcie!


Info od producenta:




Cena to 64,99/50 ml.

Wg moich wiadomości dostępny jak na razie tylko on-line, w sklepie marki: http://sklep.o2skin.pl/

Spotkałam się z tą marką na Meet Beauty i nie ukrywam, że byłam jej bardzo ciekawa!
Kosmetyki O2SKIN znalazły się wśród UPOMINKÓW Z MEET BEAUTY więc teraz ja - a ze mną Wy- mamy szansę co nieco się o nich dowiedzieć.

O2SKIN to młodziutka (od 2017 r.) polska marka.
Krem zamknięty jest w szklanym pojemniku (na warsztatach podczas Meet Beauty dowiedziałam się, że kosmetyki z tlenem muszą być w szklanych opakowaniach) i miłym dla oka eleganckim kartoniku utrzymanym w biało-niebiesko-szarej kolorystyce.

Ma delikatny zapach lekką konsystencję wodnistego musu:





Wiedząc, że będzie to lekki krem-żel byłam z góry przygotowana na to, że użyję go kilka razy, będzie dla mnie zbyt lekki i oddam go siostrze, która jest młodsza i nie ma suchej skóry, i nie będę miała o to do nikogo o to pretensji. Tymczasem... na samym początku używania dałam siostrze małą odleweczkę, a potem... jak już wiecie - sama zdenkowałam go do końca.

Dobrze się aplikował, wchłaniał, sprawdził się jako krem pod makijaż.
Z powodu upałów potem nie mogłam używać go na dzień (filtr 6 to jednak jak dla mnie niziutki i dalece za mały na lato), więc dokończyłam go zużywać na noc - choć zazwyczaj na noc używam bogatych konsystencji przypominających bardziej masło niż wodnisty mus. Po nocy skóra była przyjemna w dotyku, mięciutka i sprężysta. Nie zauważyłam żądnego dyskomfortu podczas używania tego kosmetyku. Ogólnie kosmetyk ten miło mnie zaskoczył.

Polecam go na dzień (ale nie na lato- z powodu niskiego filtra) pod makijaż, cerom wymagającym nawilżenia, młodym, lubiącym lekkie formuły.
Ja byłam z niego zadowolona, ale jednak z powodu tej lekkości -  która mi nie przeszkadzała - nie kupiłabym go sama z siebie, bo ja zawsze wybieram kosmetyki o bogatej konsystencji. Ale ja mam cerę suchą, skłonną do odwodnienia, liczącą sobie latek 38.

Jeśli zaciekawiła Was ta marka to wiedzcie, że na pewno w przyszłości możecie się u mnie spodziewać jeszcze trzech jej recenzji.




12 czerwca

12 czerwca

Co mnie zesłabia w blogosferze czyli It make me sick...

14
 Co mnie zesłabia w blogosferze czyli It make me sick...


lub swojskie "Rzygać mi się chce..." 

A na co?

A na...

...tratataaam...

 kom za kom obserw za obserw

Iiiijooo, iiiijooo... i

czerwona lampka

czerwona lampka

czerwona lampka


Ludziska! Jeśli nic nie jesteście w stanie skomentować ot tak, po prostu,  czy też tylko z tego powodu, że coś Was interesuje i macie - lub nie macie, ale co tam, chcecie mieć - coś do powiedzenia w danej kwestii, jeśli [żaden] blog nie interesuje Was na tyle by go obserwować nawet bez wzajemności to się
( przynajmniej ode mnie)
od-obserw-cie i od-kom-cie!


Swego czasu zapisałam się do kilku grup na FB, które traktuję jako miejsce, gdzie można zaprezentować bloga, podlinkować nowy wpis - z kilku takich grup już się odpisałam, bowiem rzecz polegała tylko na szukaniu i dawaniu komów za komy i obserwów za obserwy.  Najbardziej rozczuliła mnie grupa "współpraca"- myślałam (o naiwności!) , że dotyczy jakiś pomysłów, projektów, propozycji na  blogową współpracę, a tam... zgadnijcie...
czerwona lampka
W tych grupach, z których się nie wypisałam ludzie bawiący się w kom za kom i obserw za obserw już chyba zakumali, że ja w to nie gram. Chcecie - obserwujcie, chcecie - komentujcie. Pokazuję Wam w grupie o czym bloguje, możecie zerknąć. Sama dzięki tym grupom namierzyłam kila ciekawych wpisów, niektóre blogi zaobserwowałam, czasem komentuję. Jeśli chcę i mam czas.

Pamiętam czasy (to było zaraz po wyginięciu dinozaurów, a konkretnie 6 lat temu) kiedy naprawdę nie każdy miał bloga, a ludzie blogi tak po prostu obserwowali i tak po prostu komentowali.


Zawsze interesuję się moimi Obserwatorami i Komentatorami,  lubię Ich/Was, szanuję i zazwyczaj suskrybuję, nierzadko regularnie komentuję. 


Komentowanie może być rodzajem promocji własnego bloga - i OK, niech tak będzie.
Ty mnie ja Tobie, jest w nas naturalna skłonność do takiej wzajemności. 
Ale jeśli w komentarzu do wpisu ktoś, kto ma bloga od 4 miesięcy i dwa wpisy proponuje mi ... już wiecie co...
czerwona lampka 
no to sorry, bardzo. To mnie, dziecino, nie obserwuj. I nie wymagaj, bym na siłę obserwowała Ciebie. Na Boga, prowadzę bloga 6  lat, przykładam się do tego, angażuję w to, traktuję poważnie, nie zaśmiecam tego mojego miejsca w Internecie byle czym, i nagle mam się prosić i zabiegać o obserwy i komy u kogoś... u kogokolwiek! I obserwować jakieś nudy. Lub blog, który zapowiada się, że zniknie tak szybko jak się pojawił. W imię czego?


I jeszcze jedna kwestia: czas.
Nie jestem gimnazjalistką, ani nawet studentką.
Mam swoją pracę, życie, sprawy. Poświęcając czas blogowi automatycznie wtedy nie mam go na inne rzeczy, bo czas się nie rozciąga. 
Gdybym ja miała klepać te komy za komy nie starczyłoby mi czasu na  to, po co tu się znalazłam - prowadzenie bloga. Po prostu. 


Nie dotyczy to Moich Czytelników, bo własnie przez to o czym powyżej nie mam u siebie martwych dusz na siłę. Na pewno przekłada się to na ich liczbę. Tym bardziej doceniam Ich/ Was, bo wiem, że jesteście u mnie z własnych chęci.



Dziękuję Wam za to i jak najczęściej zapraszam do siebie!



10 czerwca

10 czerwca

Kosmetyczni ULUBIEŃCY MAJA

18
Kosmetyczni ULUBIEŃCY MAJA
Najwyższy czas na ulubieńców maja! Oto oni:





WIBO BEACH CRUISER w kolorze 02
Używam go - chętnie i prawie codziennie - do konturowania. Chcecie dowiedzieć się więcej na jego temat w oddzielnej  recenzji?







              WIBO UNICORN TEARS BAZA POD MAKIJAŻ <klik>
Dzięki niemu wszelkie "za suche" i  "za ciężkie" dotąd podkłady nareszcie dobrze wyglądają na mojej buzi, trzymają się jej i nie wychodzą suchymi plackami pod wieczór.














CATRICE HD LIQUID COVERAGE 02 <klik>
To właśnie jeden z w/w przyciężkich i suchych dla mnie podkładów - nareszcie mam z niego pociechę bez żadnego "ale"! 
















BEAUTYBLENDER <klik>
Powtórzę jeszcze raz: jedyny i niezastąpiony. Ułatwia aplikację i poprawia wygląd każdego podkładu/kremu BB.




08 czerwca

08 czerwca

PROJEKT LATO: Bronze Goddess czyli ja a samoopalacze

12
PROJEKT LATO: Bronze Goddess czyli ja a samoopalacze


Zapraszam na kolejny wpis z serii PROJEKT LATO.

Dziś będzie o tym jak uzyskać wakacyjną opaleniznę - nieodłączny element urlopowej propagandy sukcesu - o każdej porze roku.

I w tym momencie nagle każemy się wypchać SEKRETOM URODY KOREANEK wraz z ich obsesją białej skóry. No pewnie, blada, jasna skóra,  co to za moda, wszak my mamy białą skórę.


Bronze Goddesss - taaak, dobrze powiedziane. Tyle, że mój typ urody to nie tylko nie Tiana - czarnoskóra księżniczka z "Księżniczki i żaby", nie Jasmina i nie Pocahontas, ale nawet nie nasza  swojska, słowiańska Jagna - dziewczyna o pszenicznym warkoczysku, pięknie zjarana na złotobrązowo od prac polowych.
Ja z kolorystyki przypominam Meridę Waleczną reprezentując sobą raczej celtycki typ urody. Blada, zimna, różowa cera, opalanie się na czerwono, wyłażące latem piegi/przebarwienia/jak zwał tak zwał/ i włosy w kolorze, dowolnie jak chcecie go nazwać, ostatnio zobaczyłam, że to



pozłacany blond.


Po sezonie urlopowym, gdy jestem opalona - wszyscy inni też są, więc przy nich znowu jestem blada ("A Asia się w ogóle nie opaliła." )

Kiedy pokazuję Wam makijaże typu

MAKIJAŻ INSPIROWANY JENNIFER LOPEZ

MAKIJAŻ MAJÓWKA W DUBAJU

MAKIJAŻ NATURALNY PODKREŚLAJĄCY OPALENIZNĘ: BELL

MAKIJAŻ PODKREŚLAJĄCY OPALENIZNĘ: MORZE I PIASEK

mam świadomość, że Wy może taki kolor skóry jak mój opalony to macie w środku zimy...



Cóż, piasek na plaży ma ziarenka różnego koloru


przyjmijmy, że ja jestem tym jaśniutkim.



I jako taka przetestowałam na sobie wiele różnych samoopalaczy.
Zaczęłam w zamierzchłym 1999 r., kiedy na rynku był dostępny (i to nie wszędzie) chyba jeden samoopalacz - dr Irena Eris, a przekonanie, że solarium jest zdrowe miało się jeszcze całkiem nieźle.
Wymyśliłam sobie, że odbiorę świadectwo naturalne z gołymi, pięknie (i sztucznie) opalonymi nogami... Posmarowałam się, czekam, (a jestem niecierpliwa, nie za dobrze u mnie z czekaniem), nic. Co prawda było napisane, że efekt pojawi się po 6 godzinach, ale co tam. Tym bardziej, że moja siostra wyrażała sceptycyzm co do skuteczności tego, jakże wtedy egzotycznego, specyfiku. Toteż posmarowałam nogi jeszcze raz. I jeszcze. Następnego dnia miałam nogi w kolorze mandarynki. Tudzież pomarańczy.Czy muszę dodawać, że wobec tego i tak ostatecznie poszłam w rajstopach? A przez ich (rajstop) naturalny kolor prześwitywał ten pomarańcz... potem z tydzień wstydziłam się pokazywać nogi... Ale ogólnie perypetii z samoopalaczami mi nie brakowało.
Zasadniczo w opaleniźnie mamy wyglądać zdrowiej, nie chorzej oraz atrakcyjniej, a nie podejrzanie, a to nie zawsze mi się udawało: "Co ci jest?" "Wyglądasz jak żółtko" -  tak, tak, takie teksty nie zostało mi zaoszczędzone...



Temat tego, że samoopalacze śmierdzą palonym włosem pominę zupełnie - cóż chcesz być piękna, to cierp :)

Ale najgorsze jest to, że:
a ) pozostawiają smugi
b) często barwią skórę na pomarańczowo zamiast brązowo- złoto

Do tego:
- brudzą ubrania,
- lubią wysuszać skórę,
- do perypetii z nimi związanych należy tez rejon dłoni: efekt białych rękawiczek na ich wierzchu, albo/i pomarańczowe wnętrze dłoni.



Na mnie jak dotąd najlepszy efekt dawał, lata temu,   balsam stopniowo opalający Garnier, taki w żółtym opakowaniu - wycofali go z rynku, z tego co pamiętam jego skład był nawet powodem zgonów...

Sprawdziła mi się samoopalajaca mgiełka arganowa Bielendy
oraz na twarzy, szyi i dekolcie (bo to małe opakowanie przeznaczone własnie do twarzy)
BIELENDA ARGAN BRONZER ARGANOWY KONCENTRAT BRĄZUJĄCY
Z polecenia Nails tale kupiłam i używałam Avon samoopalacz w musie
Mam go też w zapasie na ten sezon - ale jakoś boję się użyć.
Podobał mi się delikatny efekt jaki dawała chusteczka samoopalająca Vichy do cery jasnej - ale tych chusteczek dawno już nie ma, a nie wiem czy inne produkty tej marki są równie dobre.
Idealnego samoopalacza nie spotkałam.
Kto jest blady i /lub boi się za mocnego efektu i smug - polecam kosmetyki stopniowo brązujące.
Lęki przed smugami pomoże także przezwyciężyć kosmetyk brązująco (czyli  efekt widoczny natychmiast) opalający - kiedyś L'Oreal miał bardzo fajny taki właśnie żel.  Czemu teraz go nie ma??? Może ogólnie jeszcze istnieje - poszukam w  Internetach.

Kto chce poprawić wygląd nóg (i mieć pewność, że nie skończy jak ja, wyżej opisana mandarynka) ten niech sięgnie po zmywalne (na zasadzie bronzera) rajstopy w sprayu - polecam te Sally Hansen,  oraz kosmetyk Soraya ideal beauty Body Make up.



Życzę powodzenia w sztucznym samoopalaniu i przypominam, że zawsze pozostaje jeszcze nosić z godnością swoją bladość.



A jakie są Wasze doświadczenia z samoopalaczami?


Zapraszam Was już teraz do Nails tale i ReznorBlog 
na ich samoopalaczowe letnie wpisy :)

Copyright © 2014 Wszystkie moje bziki , Blogger