12 grudnia

12 grudnia

"O UZDROWIENIE I UWOLNIENIE"

"O UZDROWIENIE I UWOLNIENIE"
Zapraszam na pierwszy tutaj reportaż.

I od razu tzw. drażliwy temat.

Ze swojej strony starałam się po prostu przedstawić jak było -  na tym zdaje się polega reportaż.

Wszystkie imiona zmienione.



Sobotni, grudniowy, deszczowy, ciemny wieczór. W mieście gminnym oddalonym od centrum Warszawy, jak informuje Wikipedia, o 34 km.

"W mieście, którego nazwiska nie powiem,
Nic to albowiem do rzeczy nie przyda,
W mieście, ponieważ zbiór pustek tak zowiem,
W godnem siedlisku i chłopa, i Żyda,
W mieście (gród, ziemstwo trzymało albowiem
Stare zamczysko, pustoty ohyda)
Były trzy karczmy, bram cztery ułomki,
Klasztorów dziewięć i gdzieniegdzie domki".
(I Krasicki, Monachomachia.)



Tak w drugiej połowie XVIII w. widział je biskup Krasicki.

Sanktuarium maryjne - nieduże, ale mieści grób świętego, osławionego cudami, samego założyciela zakonu czcicieli Maryi.
Msza uzdrawiająca w tym miejscu i jej przebieg pozostaje na razie niewiadomą: nie wiadomo, jak przebiega, czy będzie spektakularnie: płacze, krzyki, padanie na ziemię, modlitwa językami i inne, czy też nie. 
"Podczas nabożeństwa przed Najświętszym Sakramentem  modlimy się o uwolnienie z mocy ciemności, wszystkich, którzy  doświadczają niepowodzeń, nękania, dręczenia, tych którzy są ofiarami przekleństw czy są poszkodowani przez grzech bałwochwalstwa i okultyzmu. (...) Ponieważ wielu pielgrzymów przybywa z nadzieją uzdrowienia z własnych chorób  czy uzdrowienia swoich bliskich, gorąco prosimy Pana Jezusa aby także i w naszym czasie dokonał cudów swojej miłości."
Się zobaczy.
Na razie, już na wjeździe widać, że dość duży parking jest prawie całkiem zajęty: samochody osobowe i autokar.
O, nawet autokar jest. 
Ludzie taszczą ze sobą przeróżne składane stołeczki.
Jak do papieża.

Infrastruktura przyjazna pielgrzymom: za sanktuarium budynek mieszczący toalety, sklepik, muzeum: "Muzeum jest tak pomyślane, aby dzięki eksponatom i multimediom Święty „mówił” do współczesnego człowieka." informuje nas strona internetowa sanktuarium. "Niestety nie ma możliwości noclegu na terenie sanktuarium. Istnieje możliwość skromnych posiłków dla mniejszych grup po wcześniejszym uzgodnieniu."

Jesteśmy za pięć, w środku już tłoczno. Moja towarzyszka, Marzena, śmiało idzie do przodu. Ja za nią. Stajemy blisko ołtarza. Co to jest ten dziwny biały jakby stół po lewej? (Okazało się, że to grób świętego). Dlaczego kobiecina w ławce obok ma w torbie pięć półtoralitrowych butelek wody mineralnej? Inni też mają po kilka flaszek. Czy to będzie trwało tak długo? Czy ta ceremonia powoduje takie odwodnienie u wiernych?
Ksiądz Zdzisław, szczuplutki starszy pan, wita przybyłych wiernych, w tym dwie pielgrzymki zorganizowane: z Pomiechówka i Kozienic. Aha, to są dwa autokary. Mszę koncelebruje kapłan z jednej z tych pielgrzymek. Wygląda jak góra sadła z małymi oczkami. Dokładnie. Ale to chyba niechrześcijańskie porównanie.
Najpierw będzie różaniec. Marzena podaje mi różaniec. No tak, mówiła, żebym wzięła, a ja powiedziałam, że nie wezmę. Zimna, kamienna podłoga. Koleżanka Ewelina  to miała kiedyś operację kolana od klęczenia na zimnej, kościelnej podłodze. Nie możemy tego powtórzyć. Rzucam na podłogę nowy, piękny, ciepły szalik. Wśród wiernych słychać się lekką rywalizację kto załapie się na odmawianie kolejnych dziesięciu Zdrowaś Mario. Chętnych jest więcej niż dzisiątek różańca. 

Po różańcu zaczyna się msza. Jak na razie wszystko jak na zwykłej, z tym że na ołtarzu leży koszyk z małymi kopertami, co pewien czas ten i ów dodaje tam swoje trzy grosze. Tzn. swoją indywidualną intencję. Na pewno wspartą datkiem, bo inaczej po co koperty? I ile mogą wynosić te ich trzy grosze? Patrząc po wiernych - różnie. Od koszyka z kopertami odchodzi elegancka, dystyngowana  starsza pani. Pierścionki na palcach, zrobiona fryzura ani drgnie, coś jakby młodsza Irena Santor. Wraca na swoje krzesło. Chyba panuje tu jakaś hierarchia - po lewej stronie ołtarza, symetrycznie do grobu świętego stoją krzesła, na nich przeważają eleganccy ludzie, dalej ciżba tłoczy się w ławkach. Ludzie  z ławek proponują nam swoje rozkładane stołeczki. Rzecz do tej pory przeze mnie nie spotkana, podczas mszy panują raczej zasady "przepraszam, pan tu nie stał". Nie siedział znaczy się. A tu takie coś. Prawie czuć ducha pierwszych chrześcijan. Tylko nie jesteśmy w grocie. Ale podłoga i tak zimna. Rzeczywiście, to będzie cud, jak stołeczek, który mi się trafił, malutki jak dziecięcy, nie rozpadnie się pode mną. Cóż, lepiej źle siedzieć niż dobrze stać - siadam, nawet nie półdupkiem, a jego ćwiartką. 

Msza toczy się zwykłym rytmem, tylko od czasu do czasu ktoś kładzie swoją intencję w koszyku na ołtarzu. Kazanie. O czystości przedślubnej. O bałwochwalstwie. Bożkach. Popularny obrazek Żyda liczącego pieniądze to bałwochwalstwo. "Odwiedzałem po kolędzie pewną parę - mówi ksiądz Zdzisław. Okradziono ich, wszystkie pieniądze, które mieli na wesele. Wychodzę, a tam w przedpokoju wisi obrazek Żyda "Kto ma Żyda w sieni ten ma pieniądze w kieszeni" mówią mi ci ludzie. Zapomnieli, uśmiecha się łagodnym uśmiechem ksiądz Zdzisław, że wiosną ich okradziono."
Każdy tatuaż jest paktem z diabłem. Stare, pogańskie zwyczaje.
Pogoń za pieniądzem.

Z jakimi intencjami przyszli ci wszyscy ludzie naokoło?
Matka z dorosłym, już na oko widać, ze upośledzonym umysłowo synem - to chyba nie trzeba się już domyślać..
Jakiś pan w czarnych okularach i z białą laską.
Młode małżeństwo siedzące u stóp ołtarza - może starają się o dziecko?
Eleganckie małżeństwo w średnim wieku siedzące z boku ołtarza, na krzesłach?
Choroba? Kłopoty z dziećmi? A może zdrada małżeńska? Przypominają mi Ewę i Andrzeja z serialu "Dom". Może stad myśl o zdradzie.
A kilka młodych, modnie ubranych kobiet?
Młode małżeństwa z dzieci - jedno jest naprawdę małe.
Starsze kobiety w ławkach - pewnie chodzi o zdrowie. Swoje, dzieci, wnuków. Cała reklamówka pełna leków, którą jedna z nich trzyma pod ławką tylko to potwierdza.
Razem ze 300 osób. Średnia wieku jakieś 55+
Do komunii też bez przepychanek, zupełnie jak z tymi krzesełkami, każdy chce mnie przepuścić. Muszę wyraźnie kręcić głową, że ja nie. Nie, nie, ja nie stoję w kolejce. Rodzynka.
Msza dobiega końca.

Ksiądz odchodzi od ołtarza i zajmuje miejsce przy klęczniku przed nim.
Odnawiamy przyrzeczenia Chrztu.
"Czy wyrzekasz się szatana..."
Wyrzekamy się.
Ksiądz klęka.
Teraz będzie medytacja przed Najświętszym Sakramentem.
Rozważanie różańca.
Modlitwy o uzdrowienie  i uwolnienie od różnych chorób, na zasadzie litanii. Wymienianie ich wszystkich trwa co najmniej pół godziny. 
Jakie to dolegliwości?
Każde.
Lista jest długa.
Między innymi:
-choroby zębów i płaskostopie,
-masturbacja, pedofilia, homoseksualizm,
-pokusa depresji i rozpaczy,
-zranienia psychiczne i fizyczne w dzieciństwie,
- żal,
- zły dotyk, gwałt,
 -choroby kobiece, męskie,
- opóźnienie umysłowe.
Tajemnicze choroby ciała i ducha.
Wszystkie.

Poświęcenie wody, olejów, soli i dewocjonaljów.
Wyjmij wodę.
Wyjmuję.
Aha.
To po to miałam ją wziąć.
Tajemnica pięciu półtoralitrowych butelek w ławce po prawej, oraz jak się później okazało wielu innych,  rozwikłana. Niektórzy na moment poświęcenia odkręcają wszystkie swoje butelki.
Poświęcenie leków.
Masz leki?
Mam.
Wyciągam czerwoną, cekinową kosmetyczkę z lekami. Przewlekle to leczę się na nadciśnienie, ale w tej kosmetyczce noszę tylko proszki na ból głowy i biegunkę. Same podstawy. Ale też ważne. Strategiczne, rzekłabym.


Po poświęceniu ksiądz Zdzisław zachęca z łagodnym uśmiechem (tym samy, z którym mówił o okradzionej parze z Żydem w sieni) do składania świadectw.
Nikt się za bardzo nie garnie.
Ale podchodzi jakaś młoda kobieta, o zdeformowanej twarzy i wadzie wymowy, i mówi, ze jest już czterdziesty raz na pielgrzymce, i że jej nieuleczalna choroba, zakrzepica, już zaczęła się cofać. I jest pewna, że teraz zniknęła już całkiem.
Oklaski.
Dalej chętni się nie zgłaszają, mimo zachęty ze strony księdza Zdzisława, toteż ksiądz decyduje się przeczytać pisane świadectwo. Wyjmuje kartkę A4 w koszulce.
"Przeczytam świadectwo poczęcia."
[Co proszę?]
Słuchamy.
Para choć była zdrowa, nie mogła mieć dzieci, a po uczestniczeniu w tutejszych nabożeństwach spodziewa się potomka. Już niedługo, uśmiecha się ksiądz Zdzisław swoim łagodnym uśmiechem.
Może ktoś jeszcze?
Jednak.
Do mikrofonu podchodzi dość niechlujnie ubrana i uczesana kobieta w średnim wieku.
"Ja bym tylko chciała powiedzieć, że dla Jezusa zrobię wszystko. Mogę nawet stracić zdrowie. Byłam tu na nabożeństwie, i tak lało, i pioruny uderzały w sanktuarium, a ja mieszkam tu, niedaleko, i myślałam, jak ja wrócę do domu... i wyszłam, i szłam, i... kiedy doszłam do domu, nie miałam na sobie ani jednej mokrej nitki..." Głos się jej łamie.
"Chciałabym podziękować tutejszym księżom i księdzu parafialnemu Marcinowi, że mi pomogli. Ja widziałam gołębicę, i myślałam, ze mam coś z głową. Jeszcze długa droga przede mną. Dla Jezusa mogę wszystko, nawet stracić zdrowie."
Oklaski.
Może jeszcze ktoś?
Ksiądz patrzy wyraźnie w kierunku pary w średnim wieku po swojej lewicy, tej od Ewy i Andrzeja z serialu "Dom." Mężczyzna z uśmiechem kręci głową. Nie. "Może następnym razem" - uśmiecha się łagodnie ksiądz Zdzisław.
Pielgrzymka z Kozienic musi ruszać w drogę powrotną. Reszta wiernych garnie się do ołtarza, gdzie ksiądz dotyka głowy każdego.
Na twarzach widać uśmiech, ulgę.
Katharsis.
Coś się tu wydarzyło.
Ewa, ta od serialu "Dom" klęczy jeszcze przed grobem świętego.
Za tydzień msza dla małżeństw pragnących mieć dzieci z modlitwą uzdrowienia o dar potomstwa.
Za dwa tygodnie z modlitwą rodziców czekających na narodzenie dziecka.



09 grudnia

09 grudnia

NARCYZ I JEGO OFIARA CZ.2: DYSONANS POZNAWCZY, EFEKT AUREOLI I BÓL KOSZTÓW UTOPIONYCH

NARCYZ I JEGO OFIARA CZ.2: DYSONANS POZNAWCZY, EFEKT AUREOLI  I BÓL KOSZTÓW UTOPIONYCH


Jeśli coś wygląda jak kaczka, chodzi jak kaczka i zachowuje się jak kaczka, to jest to kaczka.
(Tak, wiem na zdjęciu jest muchomor. Wybrałam go, bo wygląda pięknie i jest toksyczny. Jak narcyz.)

Odkrywcze, co.


Co zatem musi się stać, iż patrząc na coś, co wygląda jak kaczka, chodzi jak kaczka i zachowuje się jak kaczka widzimy coś zupełnie innego?
Jak zimną, wyrachowaną, zapatrzoną w siebie, egoistyczną i manipulującą osobę [wciąż] widzimy jako wartościowego, ciepłego, uczynnego itp., etc,, itd. człowieka?

W sukurs takim pomyłkom przychodzi własnie dysonans poznawczy.
Co to jest?
Pokrótce: uczucie dyskomfortu, kiedy jednocześnie mamy dwa sprzeczne, wykluczające się nawzajem wrażenia, odczucia, myśli - tu akurat dotyczące naszego tytułowego narcyza. 
Przyznacie, iż takie odczucia powodują niezły zamęt i zmieszanie - i o to narcyzowi chodzi. Dyskomfort to coś, czego chcemy się jak najszybciej pozbyć - i tu zaczyna się mylenie naszej kaczki z czym innym. 
Ktoś może stwierdzić, że nie rozpoznać, że to kaczka jest jednak pewnym wyczynem, ale  nie byłabym tak pochopna w osądach, że np. trzeba by być niepełnosprawnym umysłowo lub niewidomym, by szybciutko nie rozpoznać naszej narcystycznej kaczuszki
Wszak pracują na to co najmniej dwie osoby.
Pierwsza: narcyz w etapie chwytania na swój czar, kiedy chwilowo odkłada do lamusa cały zestaw swych wad, maskuje je samymi miłymi słowami i czynami, a na dodatek, jak kameleon, posiadając wciąż udoskonalaną zdolność mimikry upodabnia się do swojej ofiary, na zasadzie jesteś moją bratnią duszą. O tym jak wygląda cykl znajomości z narcyzem napiszę w następnym poście z tej serii. 
Kiedy ofiara uwierzy, narcyz może zacząć zrzucać maskę (żeby jedną) i ukazywać swoją prawdziwą twarz, piękną jak portret starego Doriana Greya. Ofiara tymczasem wciąż widzi pięknego, młodego Doriana. Narcyz przechodzi do testowania ofiary i coraz śmielszego poczynania sobie z nią, i w tym momencie wydawałoby się, że każdy natychmiast ucieknie z takiej relacji. U ofiary pojawiają się przykre wrażenia, odczucia, wnioski itp. Ale pamiętając  całkiem niedawny ideał bratniej duszy może nadal rozstrzygać pojawiające się, a potem piętrzące się jak kurz za dawno nie odsuwaną kanapą wątpliwości co do osoby narcyza na jego korzyść. Można go tłumaczyć, usprawiedliwiać, starać się wyjaśniać, wykazywać wyrozumiałość i cierpliwość, gdyż obraz zimnego drania, straszny widok z obrazu Doriana Greya nie pasuje do stworzonego i już ugruntowanego obrazu w naszej głowie. 
Mając dwa całkowicie sprzeczne sygnały trzeba wybrać jedną interpretację. Tylko, że tak naprawdę nigdy nie ma sprzecznych sygnałów, a w przypadku narcyza jeden - ten pozytywny, z początku relacji - był  po prostu fałszywym, wyrachowany, obmyślanym na złapanie w pułapkę, celowym i świadomym zagraniem,  popisem aktorskim. Jednak po wstępie bratniej duszy i bombardowanie miłością trudno uwierzyć własnym odczuciom, żeby nie powiedzieć własnym oczom (przypomina mi się scena z musicalu Chicago kiedy dziewczyna przyłapuje faceta w łóżku z inną, a on do niej: "Wierzysz mi czy swoim oczom?" Strzeliła im w łeb.), do czego jedni nie mają zbyt wielkich skłonności, ale już inni niestety tak.

I to oni będą dalej, coraz bardziej i bezczelniej wykorzystywanymi ofiarami.
Jacy to ludzie?
Siłaczki. Osoby nastawione na pomaganie światu, zbawianie świata, branie na siebie odpowiedzialności.
Marzyciele. Idealiści. Osoby łagodne, unikające konfliktów i  mające z reguły dobre mniemanie o innych.
Zaklinacze rzeczywistości, którzy są już wytrenowani do ignorowania swojej intuicji i zaprzeczania swoim uczuciom, wypierania tych bolesnych, tłumaczenia wszystkich i wszystkiego. Niby bita żona: " Bije, bo kocha. Jakby nie kochał to by nie bił." Logiczne? Dla kogoś, kto np. od dziecka nawykł do takiego radzenia sobie z bolesnymi sprawami - a czemu nie.
Ludzie wychowani przez narcyzów.
Tacy ludzie są w stanie naprawdę wiele znieść i wytłumaczyć. Usprawiedliwić. Wytrzymać.
Przy czym jeśli ktoś da Ci po ryju, rozpoznasz, że robi Ci krzywdę, i że Cię boli. 
Inni też mają szanse to zobaczyć. Ale ja nie myślę tutaj o niewydolnych wychowawczo rodzinach z problemem alkoholowym. Myślę, o tych wszystkich tzw. zwykłych ludziach, którzy bez podnoszenia ręki, a nawet głosu na innych znęcają się nad nimi wyczerpując psychicznie i emocjonalnie. W tym wypadku wysoki intelekt tylko dostarcza takim ludziom więcej narzędzi do znęcania się nad innymi i unikania tego konsekwencji, a wręcz tylko czerpania korzyści. 
Na dysonans poznawczy mogą też pracować inni ludzie i tak zwana obiegowa opinia o kimś. Opinia, jaką ktoś się cieszy. Narcyz może ogólnie być postrzegany jako osoba ciepła, życzliwa, uczynna, co tam chcecie. Jest mistrzem dobrego pierwszego wrażenia i powierzchownego uroku, który bez problemu można roztaczać w również powierzchownych relacjach i znajomościach, kurtuazyjnych gadkach itp., itd.


Tak docieramy do efektu aureoli - czyli konsekwencji dobrego pierwszego wrażenia, zalet 
(np. powierzchowności), które przekładamy później na inne sfery życia i przypisujemy ludziom również zalety z tymi sferami związane. 
A jeśli o powierzchowność chodzi i nasze doczesne bytowanie - narcyzi to osoby często zafiksowane na wygląd, dbające o ciało, prowadzące tzw. zdrowy tryb życia, uprawiające sporty. Toż to same zalety, które jaśnieją w ich aureoli. Wspomniane opinie innych ludzi też dokładają się do jasności aureoli. Co prawda przypadek Doriana Greya jest nie do powtórzenia, ale taka osoba długo (a nawet zawsze) może paradować przez życie, zadowolona z siebie, w blasku aureoli,  a jeśli spojrzeć raz jeszcze, co ja widzę  - z pawim ogonem w tyłku..? Kaczka z pawim ogonem. A to paradne. I trzeba by długo czekać by - parafrazując słowa piosenki z Kabaretu Starszych Panów- doczekać się na z paradującego w auroli narcyza

Gdy życie zedrze z faceta już maskę
Gdy mu fasada rozpada się z trzaskiem
Gdy zza niej wyjrzy jak małpa z pokrzywy
Pysk zły i obrzydliwy i pryśnie cały blef


Ostatnią dziś omawianą sprawą, która przeszkadza nam w rozpoznaniu, z kim i z czym mamy do czynienia lub przez którą to my sami sobie w tym przeszkadzamy jest ból kosztów utopionych.
Koszty utopione to termin z ekonomii i oznacza koszty, które zostały poniesione i nie mogą być odzyskane. 
Co jest takimi kosztami ofiar narcyza?
Dla każdego coś miłego: mogą być to rzeczy różne, i jeszcze wszystkie na raz. Czas. Pieniądze. Godność. Stracone szanse. Emocje. Łzy. 
Łatwiej jest przyznać, że dało się nabrać po 3 miesiącach czy po 3 latach topienia kosztów? Czy trzydziestu?
Zainwestowane w relację czas, uczucia, związane z nią wspomnienia nie ułatwiają spojrzenia prawdzie w twarz. A będzie to prawda szpetna i bolesna. Przykra. Koszty utopione tylko zwiększają poczucie straty, upokorzenia i bólu u ofiary narcyza, która przejrzała na oczy i zobaczyła tę kaczkę. Co tam kaczkę. Zobaczyła szuję.


Szuja - naomamiał, natruł i nabujał
Szuja - a wierzyłam przecież mu jak nikt
Szuja - dziecku kazał mówić proszę wuja
Alleluja wesołego zrobił mi i znikł
Szuja - obrzydliwa larwa i szczerzuja
Szuja - do najtępszych pierwotniaków rym
Szuja - bezlitostny kamień i statuja
Fałsz i ruja bezustannie powodują nim
(...)
Szuja - by opisać co to jest za typ
Szuja - kawał matrymonialnego zbója
Z pieszczot dwója, nieudana galareta z ryb
Szuja - najpiękniejszy kęs mi życia ujadł
Szuja - toczył ze mnie hektolitry łez

(...)


08 grudnia

08 grudnia

PAESE HYDROBASE UNDER EYES BAZA POD OCZY

PAESE HYDROBASE UNDER EYES BAZA POD OCZY
Zapraszam na kolejną recenzję kosmetyku od Paese.

Zużyłam już jedno opakowanie, więc mogę się wypowiedzieć.



Obietnice producenta:




Skład:




Kosmetyk ma treściwą, ale nie tłustą konsystencję.


Jest bardzo wydajny i pięknie pachnie kawą.
Jedno opakowanie 15 ml starczyło mi na... Poczekajcie, zaraz sprawdzę..
Sprawdziłam: na równe 3 miesiące.
Przy czym na początku używałam go tylko pod makijaż, ale potem, gdy zobaczyłam jak działa, również i na noc.
A jak działa?
Spełnia obietnice producenta.
Znakomicie nadaje się pod makijaż, bardzo dobrze współpracuje z korektorami i pudrami, rzeczywiście ogranicza ich włażenie w moje zmarszczki. 
Do tego ma właściwości pielęgnacyjne, poprawia stan skóry pod oczami (a u mnie ma już co poprawiać).
Szybko stał się moim ulubieńcem, i nim pozostaje.
Kosztuje ok 50 zeta i powiem, że wart jest każdej złotówki.
Już kupiłam kolejne opakowanie.
Polecam!


03 grudnia

03 grudnia

MAKIJAŻ CIENIAMI KOBO FOIL PRO FORMULA

MAKIJAŻ CIENIAMI KOBO FOIL PRO FORMULA
Dzisiaj szybciutko przedstawiam Wam kolorowy makijaż wykonany już jakiś czas temu za pomocą cieni




30 listopada

30 listopada

RIMMEL MATCH PERFECTION PUDER

RIMMEL MATCH PERFECTION PUDER
Kolejna chwalona w Internetach sprawa.

Więc kupiłam na promce w Rossku.

I co?




Info od producenta:

Unikalna technologia Smart-tone™ zapewni idealne dopasowanie do koloru cery. Twoja skóra będzie pięknie wygładzona, a widoczność porów zmniejszona. Puder jest bardzo drobno zmielony, dzięki czemu nie podkreśla suchych skórek i nie wchodzi w załamania. Świetnie sprawdza się aplikowany w delikatnych okolicach oczu – pozwala utrwalić korektor i zabezpieczyć przed osypywaniem się cieni, może być stosowany jako baza pod cienie.Jest bardzo wydajny – wystarczy niewielka ilość by zmatowić twarz i utrwalić makijaż nawet do 8 godzin Nadaje się do bakingu. Opakowanie zawiera puszek do aplikacji – nie musisz wydawać pieniędzy na dodatkowe akcesoria. Jest przyjazny dla skóry – nie zapycha porów i nie wysusza skóry. Jeśli szukasz dobrego, wielofunkcyjnego pudru, Match Perfection jest dla Ciebie! Doskonale utrwali makijaż i zapewni ujednoliconą, piękną cerę na wiele godzin.


Cena 40 zeta.



Puder jest rzeczywiście leciutki, bardzo drobno zmielony:



Ja używam go po prostu, jako puder do twarzy. nie robię bakingu i nie używałam go pod oczy. 
Jakie mam wnioski?
Puder jest tak leciutki, tak mało widoczny na skórze, że daje ładny/pożądany efekt kiedy... się nie malujemy..! W sensie ja go używam w sobotę na szybkie wyjście do miasta, kiedy nie wykonuję całego makijażu itp. Jest a jakoby go nie było... Więc w moim odczuciu posiadanie takiego pudru jest zbędne. Jest jak dla mnie za delikatny i mało widoczny. Cena regularna to jakaś kpina, ale i za pól ceny więcej go nie kupię. Nie jest zły, ale robi za mało.

28 listopada

28 listopada

MAYBELLINE SUPER STAY INK CRAYON

MAYBELLINE SUPER STAY INK CRAYON
Mat od Maybelline, tym razem w kredce.



Info od producenta:
Nowa wersja kultowych, najbardziej trwałych pomadek Super Stay Matte INK.
Teraz w wygodnej formie kredki Ink Crayon.
Super Stay Ink to pomadka o matowym wykończeniu, której długotrwała formuła oferuje intensywny i trwały kolor.
Wygodny aplikator pozwala w sposób precyzyjny wyrysować kontur ust i wypełnić je.
Szminka pozostaje na ustach nawet do 16 godzin, gwarantuje długotrwały efekt.


W cenie regularnej w Rossmannie kosztuje 42 zeta, ale można ją czasem dorwać o połowę taniej.

Mój kolor to nr 15 LEAD THE WAY.
To naturalny, ciepły kolorek.



A to porównanie z kolorem i konsystencją MAYBELLINE SUPER STAY MATTE INK KOLOR 15 LOVER



Jestem bardzo zadowolona z tego zakupu.
Szminka ma piękny zapach i bardzo przyjemnie się aplikuje.
W skuwce opakowania ma temperówkę, więc nie trzeba się martwić, że się "stępi" i będzie nieprecyzyjnie malować. 
Ładnie wygląda na ustach i nie wysusza ich na wiór, jak lubią to czynić niektóre inne maty.
Ładnie się zjada.
Jest moim odkryciem tego lata i ulubieńcem ostatnich miesięcy.
Jest mniej trwała od wersji w płynie - na mnie bez jedzenia utrzyma się ze 4 godziny, choć ja zjadam szminki w tempie błyskawicznym to Wy też raczej nie będziecie mieć jej na ustach 16 godzin.
Mimo tego polecam - nabyć w cenie promocyjnej, bo wtedy naprawdę warto.

26 listopada

26 listopada

PAESE ROZŚWIETLACZ WONDER GLOW HIGHLIGHTER

PAESE ROZŚWIETLACZ WONDER GLOW HIGHLIGHTER
Niedawny hit Internetów.
Kupiłam.
A jakże.
Nie mogłam nie kupić.
Uwielbiam rozświetlacze.
I co?
Czytajcie.




Info producenta:

Zjawiskowy rozświetlacz w uniwersalnym, szampańskim odcieniu. Dodaje skórze młodzieńczego blasku. Zawiera ekstrakt z rośliny Hoya Lacunosa o właściwościach przeciwzapalnych, kojących, nawilżających i rozświetlających.
Mimo że bywają dni, kiedy za oknem jest szaro i ponuro, Twoja skóra może zawsze wyglądać promiennie. Wystarczy, że postawisz się w najlepszym świetle. Jak? Za pomocą naszego wyjątkowego rozświetlacza Wonder Glow Highlighter, który optycznie modeluje rysy twarzy i ma uniwersalny, szampański odcień. Doskonale wtapia się w skórę i nadaje jej zjawiskowy blask. Dodatkowo zawiera ekstrakt z kwiatów rośliny Hoya Lacunosa o właściwościach przeciwzapalnych, kojących, nawilżających i rozświetlających.
niezwykle jedwabista i przyjemna w dotyku konsystencja
rozświetla skórę i modeluje rysy twarzy
uniwersalny, szampański odcień
doskonale wtapia się w skórę nadając jej zjawiskowego blasku
idealny do stosowania również na dekolt i ramiona
niespotykana pielęgnacja
niezwykle eleganckie opakowanie z lusterkiem
Kosmetyk wyróżniony przez redakcję w plebiscycie urodowym „Glamour Glammies 2019” w kategorii „Najlepszy kosmetyk do rozświetlania”.


Skład:
SYNTHETIC FLUORPHLOGOPITE, MICA, CETEARYL ETHYLHEXANOATE, OCTYLDODECYL STEAROYL STEARATE, CAPRYLYL METHICONE, HDI/TRIMETHYLOL HEXYLLACTONE CROSSPOLYMER, SQUALANE, BORON NITRIDE,

C30-45 ALKYL CETEARYL DIMETHICONE CROSSPOLYMER, POLYSORBATE 20, HOYA LACUNOSA FLOWER EXTRACT, TRIMETHYLSILOXYSILICATE, PHENOXYETHANOL, DIMETHICONE, CAPRYLYL GLYCOL, TIN OXIDE, SILICA, [+/-: CI 77891, CI 77491].


Cena 45 zeta.


Kosmetyk ma przepiękne, kartonikowe opakowanie:



Samo opakowanie rozświetlacza też jest bardzo dobre jakościowo i ma lusterko.



Podobno to zamiennik Amrezy od ABH, ale ja nie wiem, bo nie mam porównania.


Na oko w konsystencji podobny do Mary Lou, ale inny w kolorze (szampański) i nie mokry w dotyku



Jest mega wydajny i daje ładny blask:



A to porównanie ze znanym powszechnie i lubianym MY SECRET PRINCESS DREAM (po lewej stronie): 


Jak widać inny jest i kolor, i efekt, i blask.


Ponieważ uwielbiam rozświetlacze, a ten mnie kusił, nie żałuję tego zakupu, bo jakość jest naprawdę dobra, no i kosmiczna wydajność.
Natomiast nie jest rozświetlacz, który widać z kosmosu, znakomicie sprawdzi się u każdego również na co dzień, i ja tak go używam.
Uniwersalny jest też jego bardzo ładny, szampański kolor - nie różowy, i nie żółty.

Copyright © 2014 Wszystkie moje bziki , Blogger