czwartek, 30 listopada 2017

Blog w grudniu :)

Co znajdziecie na moim blogu w grudniu?

Zdjęcie parku pałacowego w Pszczynie, zima 2015.
(Dziś za oknem tak nie jest. Tzn. ani to Pszczyna, ani taka pogoda. Dziś pogoda jest ch_jowa...)





Świąteczne motywy - foty, mogą się zdarzyć nowe DIY, na pewno post zbiorczy z linkami do poprzednich tego rodzaju wpisów, żebyście mogli wszystko znaleźć w jednym miejscu. No i makijaże rzecz jasna.

Spodziewajcie się złota, srebra, błysku, brokatu, bieli, zieleni, czerwieni i nadmiaru!


Ponieważ nie interesują mnie jakieś takie typowe wyzwania Xmas bloga w zamian za to przymierzam się do rozpoczęcia już w grudniu podsumowania roku mijającego: ulubieńcy (pielęgnacja/kolorówka/perfumy), odkrycia, sprawozdanie z realizacji blogowo-kosmetycznych postanowień na 2017 rok, itt. (i takie tam), co mi przyjdzie do głowy.

Zapewne trafią się też jakieś recenzje kosmetyków.


Macie jakieś swoje życzenia i sugestie? Napiszcie w komentarzu.



Udanego grudnia Gwiazdeczki! 

środa, 29 listopada 2017

Pigment/ cień sypki Glam Shadows RUDY RÓŻ, swatche, makijaże, recenzja

Kolejna propozycja od Hani, która poszerzyła swoją ofertę o m.in. sypkie cienie/pigmenty.

Co sądzę o tym? Czytajcie.



Kolor o nazwie, która znakomicie go oddaje, czyli...



...rudy róż. Pomarańcz podbity różem, tudzież na odwrót.


Zamknięty w słoiczku...



... z siteczkiem...




Czemu więc ja zdjęłam owo siteczko, i trzymam go tak, jak na pierwszym zdjęciu?

A temu: po wysypaniu proszku na dłoń wydobywa się tyle kosmetyku:



Po wyspaniu raz drugi, trzeci, osiemdziesiąty, osiemsetny - niewiele więcej. toteż siteczko tylko przeszkadzało mi w używaniu tego kosmetyku.


A oto swatche pigmentu nakładanego palcami (od prawej): samego/na mokro/na sucho na glitter primer NYX:






oraz swatche pigmentu nakładanego na te same trzy sposoby, ale pędzlem:





Wnioski: nakładany samodzielnie cień strasznie się sypie, jak to sypki pigment, i niewiele go widać. Nakładany na mokro, a szczególnie na sucho, ale na klej NYX robi wałki, grudki i nierównomiernie się rozprowadza. Jest to już kolejny kosmetyk, pod który wcale nie sprawdza mi się ów przesławny klej!
Metodą prób i błędów doszłam do tego, że pigment ten najlepiej nakładać na sucho na po prostu bazę pod cienie, ot co.


Oto efekt takiego nakładania, makijaż oka wykonany tylko jednym cieniem, własnie tym. Można na nim zobaczyć jego kolor...



... bowiem nakładany z innymi cieniami, jako jeden z elementów makijażu wykazuje niestety magiczną i niepożądaną cechę znikania, absolutnego zlewania się z innymi kolorami!


Tu makijaż oka
na którym (musicie mi uwierzyć na słowo!) na środek powieki, na beżowy cień Inglota nałożony jest rudy róż. Miał być kontrast, wyszło to:


Tę smutną cechę cień ten dzieli z innymi cieniami Glam, których miałam okazję używać, i które przedstawiałam w poście:


Po prostu każde inne kolory, chociażby były nie wiem jak stonowane i jasne, i tak zżerają kolor tego pigmentu!

Jego pigmentacja jest słaba (a na powiece o wiele słabsza niż na swatchu na skórze dłoni) - nieporównywalna niestety nie tylko z pigmentami Inglota, ale także np. z pyłkami Kobo. 

Może ktoś mówić, że to dobrze, bo nie da się nimi zrobić krzywdy, bo nie są nachalnie napigmentowane, itp., itd. 
Mnie to nie przekonuje.

Kolor mi się podoba, kolor wybieram, za kolor płacę, i kolor chcę widzieć - zawsze, czy stosowany pojedynczo, czy też z innymi kosmetykami. Koniec kropka.


Podsumowanie:

Największą zaletą tego pigmentu jest jego... kolor. Szukałam takiego od lat, od kiedy raz siostra pożyczyła mi taki cudny kolor sypkiego cienia Bell, a potem nigdzie nie mogłam znaleźć czegoś podobnego, właśnie wypisz wymaluj rudego różu!

Ale wiem, i tym bardziej mi to przeszkadza, że nie mogę wpleść tego koloru w makijaż z innymi, bo se zniknie, chociaż - o paradoksie- przecież jako kolor jest intensywny i jaskrawy - i to jest jego największą wadą.


Co do trwałości tego cienia, to jest ona średnia.

Pigment kosztuje 16 zeta i polecam dołożyć choćby i drugie tyle i kupić coś, co ma same zalety.

Ja nie kupię więcej pigmentów Glam, bo - mimo pięknego kolorku właśnie tego - zwyczajnie męczą mnie kosmetyki z jakimś "ale", np. takie które można używać ale: tylko same/tylko z innymi/ tylko nakładane palcem/tylko kiedy Uran znajdzie się w opozycji do Saturna, itp. , itd., etc.


Pigment ten wpisuje się w moje rozczarowanie cieniami Glam.


O ile z dwóch posiadanych przeze mnie różów oraz 
jestem zadowolona, o tyle cienie - wcześniej prasowane, teraz ten pigment - mocno mnie rozczarowały. a drugim rozczarowaniem, zdziwieniem i kwestią mylącą są liczne pochwały, które zbierają... 
Wiem, że każdy jest inny, i może mieć inne zdanie, ale czyżbym była jedyną osobą niezadowoloną z Glam cieni.?!


niedziela, 26 listopada 2017

MAKIJAŻ: tak malowałam się jako 19-latka :)




Jako 19-latka dlatego, że dopiero od studniówki zaczęłam używać...różu.

Ciekawych kiedy i konkretnie czym zaczęłam się malować i malowałam na początku mojej makijażowej historii odsyłam do posta


Zaś ciekawych jak w ogóle się wtedy malowało/nie malowało, co było w użyciu, a o czym jeszcze nie było ni widu ni słychu ni pierwszych jaskółek odsyłam do posta
Jakich kosmetyków do makijażu nie było/nie używało się gdy byłam nastolatką <klik>


Wyżej wymienione linki naświetlą Wam wszystkie te zagadnienia  - być może w odczuciu niektórych dotyczące odleglej prehistorii, albowiem 19-latką byłam... 18 lat temu! - a teraz przechodzę już do tematu tego posta:


właśnie tak malowałam się jako 19-latka, oto odtworzony przeze mnie historyczny/prehistoryczny ów makijaż:





A jeśli ktoś myśli, że to prawie bez-makijaż, brak makijażu, że nic, to specjalnie dla tego Kogoś mam porównanie

PRZED/PO:



A oto kosmetyki, którym ten makijaż wykonałam teraz - wtedy były to jedyne rodzaje kosmetyków do makijażu, których używałam (i miałam na składzie po jednej - słownie:jednej!- sztuce):



podkład (może był kupiony mi przez Mamę Avon? Zapewne marka ta miała wtedy w ofercie tylko jeden jego rodzaj...)
puder (zapewne był to Constance Caroll)
róż (był to dokładnie ten właśnie kolor różu Bourjois!)
tusz do rzęs (mógł to być Pierre Rene)
cień do powiek (brązo-beż. To był cień Miss Sporty)
błyszczyk (mógł to być nawet  kosmetyk tej marki co na zdjęciu, czyli Avon, ale w ciemniejszym, cieplejszym, bardziej naturalnym kolorze)



Drobna dygresja: ponieważ post związany jest z upływem czasu, a ja lubię mądre i użyteczne sentencje muszę Wam powiedzieć, że sentencja mówiąca, iż nadchodzące wypadki rzucają przed sobą cień dotyczy również kwestii urodowych: już wtedy, w przypomnianym tu czasie czyli 18 lat i 30 kg temu (Ano. Taka sytuacja. Nie mam pojęcia czemu wtedy myślałam, że jestem gruba. Bycie nastolatkiem to chyba jakaś choroba psychiczna! Dobrze, że mija.)  miałam tendencję do podwójnego podbródka i cieni pod oczami.
A jak wygląda na dzień dzisiejszy moje starzenie się skóry możecie przeczytać w poście 




A jak Wy malowałyście/malujecie się jako 19-latki? 
Coś się zmieniło?
Miałybyście ochotę odtworzyć tamten swój makijaż, czy raczej wstyd i błędy młodości? :)

sobota, 25 listopada 2017

Ulubieńcy listopada




Do końca miesiąca jeszcze kilka dni, ale na tej liście już nic nie ulegnie zmianie.



Pielęgnacja:


Czyli wszystko, co ratowało moją makabrycznie w listopadzie wysuszoną (na wiór), z suchymi plackami, skórę.
Znane i sprawdzone, wśród nich używane bez przerwy już od lat, używane regularnie sezonowo, oraz używane jak trwoga to do...
Każdemu z tych kosmetyków już poświęciłam w przeszłości posta, dlatego tutaj po prostu odsyłam linkami do tychże postów:




Olej awokado l'Orient z Mydlarni u Franciszka <klik>

Ava-Mustela EMULSJA PRZECIWZMARSZCZKOWA extra tłusta <klik>

Mój Święty Graal pod oczy czyli Ava Mustela krem pod oczy tłusty! <klik>

Olej kokosowy <klik>

Bielenda Awokado 2-fazowy płyn do demakijażu oczu <klik>





Kolorówka:




JANDA kryjący make up fluid fleksyjny 02 beż jasny
Na tejże mojej wysuszonej skórze sprawdzał się - i to jako jedyny! Nie widać go jako warstwy kosmetyku, a równocześnie robi swoje. Wielki plus. Zaznaczam jednak, że najjaśniejszy kolor (czyli ten, który mam w posiadaniu) jest dość ciemny...


RIMMEL LASTING FINISH POWDER 25 HR  FOUNDATION
To już moje kolejne opakowanie. Super kryje, świetnie trzyma. można na nim polegać jak na Zawiszy.



NYX HD concealer
Idealnego korektora pod oczy nie znalazłam. Albo coś co kryje podkreśla mi zmarszczki i wysusza skórę, ale coś co tego nie robi nie robi w w ogóle nic.  Ten kosmetyk najlepiej sprawdzał się na mnie w listopadzie, a miał na czym się sprawdzać - cieniutka, cienka jak papier i tak samo jak on wysuszona skóra pod oczami.



L'OREAL MEGA VOLUME miss Baby Roll
Ekstra efekt! Plus całkiem dobre zmywanie. Prezent przywieziony mi z Czech. Doprawdy nie wiem, czemu wielkie koncerny kosmetyczne niektórych swoich produktów po prostu nie wprowadzają na rynek polski. Na przykład tego tuszu. Ale jest do kupienia w polskich sklepach przez Internet.




Cudowny kolor, uniwersalny, wypośrodkowany między zimnym, a ciepłym, idealny na tę porę roku, kiedy opalenizna już zeszła, ale nie całkiem. To pierwszy mój rozświetlacz, który ujrzał dno - a to już o czymś świadczy! 



czwartek, 23 listopada 2017

Makijaż nowości w akcji: pigment Glam Shadows i metaliczna kredka Golden Rose

Pigment "rudy róż" nałożony tylko na środek powieki, na cień Inglota, na mokro. Jego pigmentacja ... nie powala (i to dalece), muszę jednak nałożyć tylko jego, żeby się jakoś wiążąco na jego temat wypowiedzieć. Pewna jestem natomiast, że jego postać uniemożliwia zastosowanie go bez bazy i nie na mokro...
Metaliczna kredka - super wykończenie, metaliczne i lśniące, natomiast jej trwałość jest duuuużo mniejsza, niż takowe kredki matowe (któreż znowu i tak nie są na mnie, bo mi stasznie wysuszają usta).



A oto i makijaż:







Kosmetyki:


Twarz:

JANDA kryjący make up fluid fleksyjny 02 beż jasny

THE BODY SHOP  radniant highlighter

RIMMEL LASTING FINISH POWDER 25 HR  FOUNDATION

KOBO FACE CONTOUR MIX

INGLOT HD 505


WIBO RICE POWDER

MY SECRET face illuminator powder PRINCESS DREAM <klik>

PUPA Like a Doll Luminys Blush 103



Oczy:

ESSENCE eyeshadow base 

L'OREAL brow artist plumper light/medium

L'OREAL korektor TRUE MATCH 2 vanilla


NYX HD concealer

L'OREAL MEGA VOLUME miss Baby Roll


INGLOT cień 153

Glam Shadows pigment RUDY RÓŻ

AVON glimmerstick diamonds eye liner kolor sugar plum <klik>

AVON glimmerstick diamonds eye liner kolor brown sugar <klik>

AVON kredka always on point: molten rose <klik>



Usta:

Golden Rose METALS matte metallic lip crayon 02

środa, 22 listopada 2017

Perfumowe podróże w czasie:1 tydzień-7 zapachów perfum




Zainspirowana swoim własnym wpisem pod tytułem: Czym pachniał mi październik czyli 3 x perfumy na jesień <klik> postanowiłam przypomnieć sobie, żeby nie powiedzieć wygrzebać, dawne (czasem naprawdę dawne - biorąc pod uwagę liczbę lat, która mam ja)  perfumy, które posiadam w swojej kolekcji i ich zapachy. Ach jakaż to była podróż sentymentalna,  podróż w czasie pełna wspomnień!
Czas na: 7 dni dookoła perfum!

Może Was zainteresuje któryś z tych zapachów?

Może jakiś znacie lub pamiętacie z tych czasów co ja, czyli bliskich ich premierom?

Może potraficie odpowiedzieć na pytanie czemu, do kury nędzy, niektóre zapachy zostały ot tak po prostu wycofane z polskiego rynku???



A oto bohaterowie tegoż posta:







Dzień 1.



Eden


Kwiatowe perfumy marki Cacharel. Miały swoją premierę w roku 1994.
Nuty głowy: mandarynka, brzoskwinia, bergamotka, cytryna.
Nuty serca: mimoza, ananas, tuberoza, melon, jaśmin, lilia wodna, konwalia, lotos, róża.
Nuty bazy: drzewo sandałowe, fasolka tonka, paczula, akacja cedr.





Zapach ten przeniósł mnie gdzieś do roku 1997, kiedy dostała te perfumy w prezencie moja Mama. Były one podówczas dla mnie szczytem luksusu, i czasem się nimi popsikałam... pamiętam również jego reklamy w TV i w "Twoim Stylu" - takie z pachnącym nimi marginesem kartki, na której owa reklama się znajdowała.
Równocześnie perfumy te przeniosły mnie do grudnia i Gwiazdki roku 2008. gdy ja dostałam je w prezencie od Mamy.
Zapach prosto z rajskiego ogrodu zamknięty w zielonej flaszce wyglądającej, jakby była zrobiona z jakiegoś półszlachetnego kamienia.. Robi wrażenie, choć dla niektórych może być zbyt duszący i ciężki. Nie pozostawia obojętnym. Jest intensywny, ciepły, otulający i trwały. W sam raz na jesień i zimę. Dziś, kiedy dawno minęła na nie moda spowodowana tym, że były nowością będą oryginalne...  Myślę, że nie ma żadnego problemu z dostaniem ich stacjonarnie.







Dzień 2.

VANILLA FIELDS


Perfumy marki Coty. Orientalno - waniliowe. Zostały wydane w 1993 roku. 
Nuty głowy: bergamotka, kokos, brzoskwinia.
Nuty serca: jaśmin, geranium i konwalia. 
Nuty bazy: ambra, cedr virginia, paczula, drzewo sandałowe, piżmo, fasolka tonka i wanilia.





Wyobraź sobie pola wanilii... Jakoś tak zaczynała się reklama tych perfum w pierwszej połowie lat 90-tych - telewizyjna, i ta - tak samo jak w przypadku Edenu - w "Twoim Stylu"
Zapach ty perfum przenosi mnie do połowy lat 90-tych gdy miała je moja Mama, i mamy moich kolegów i koleżanek. Wehikuł czasu - mam 15 lat, chodzę do ósmej klasy, jest maj i siedzę na ławce przed szkołą! Gdy powąchałam je znowu, po jakiś 20-latach, miałam łzy w oczach. Niepowtarzalne. Pięknie zgrana symfonia nut, w której ja oczywiście tradycyjnie nie wyczuwam żadnych pojedynczych. Na pewno wiem jedno: jest to najbardziej wyrafinowana wanilia, z jaką miałam do czynienia, nie ma w sobie nic z perfum topornie  i płasko woniejących waniliowym zapachem do ciast. Nadal jest to dla mnie... cudoDorwałam je na Allegro z 10 lat temu, potem w ogóle nigdzie nie mogłam ich znaleźć, i bardzooo je oszczędzałam. Obecnie z tego co widzę na szczęście są dostępne w Internecie.






Dzień 3.



VANILLA Musk


Orientalno-waniliowe perfumy marki Coty. Zadebiutowały w 1994 roku.
Nuty zapachowe: wanilia, piżmo, drzewo sandałowe i cedr.






Przenoszą mnie mniej więcej do tych samych (może z deczka późniejszych) czasów co Vanilla Fields. Tu sentyment przeważa nad zapachowym gustem, bo ten zapach w odróżnieniu od starszego brata jest dla mnie nieco... duszący, mdlący... Nie spotkałam się z wyczerpującym i pełnym opisem ich nut, toteż nie wiem, które z nich powodują taką różnicę z Vanilla Fields. Na pewno są otulające, trwałe i pasują do obecnego jesienno-zimowego sezonu. Tę flaszkę zakupiłam razem z Vanilla Fields. Obecnie chyba też można je dostać w Internecie.






Dzień 4.


Gabriela Sabatini SUMMER


Orientalno-kwiatowe perfumy marki Coty, wydane w 2000 roku.
Nuty głowy: bergamotka, cytryna amalfi, tangeryna, czerwone jabłko.
Nuty serca: jaśmin, hiacynt, brzylijskie drzewo różane, lilia.
Nuty bazy: drzewo sandałowe, cedr, wanilia.



Zapach z początków studiów.
Dostałam te perfumy wtedy w prezencie od Mamy.
Dziwi mnie, że jest to zapach również z kategorii orientalnych, bo dla mnie jest kwiatowy i dość świeży. Lubiłam je, używałam często, a resztówkę zostawiałam na pamiątkę.
Obecnie są to chyba perfumy z kategorii dawne, zapomniane, wycofane.





Dzień 5.

Attar Majlis


Producent: Al Shindagha Perfume (Emiraty Arabskie).





O, o to są perfumy orientalne! Tak orientalne, jak tylko perfumy mogą być. Prawdziwie arabskie perfumy przeznaczone na arabski rynek. Zwyczajem takich perfum to skondensowany, ciepły, intensywny, otulający zapach w olejku w 8 ml roll-onie, bez alkoholu. Mega wydajny. Niestety nie pamiętam, jak był opisany gdy kupowałam go - tylko po opisie - z 9 lat temu na Allegro. Zapach mocny, kwiatowy, a równocześnie... świeży. Uderza w nozdrza, łatwo z nim przesadzić i nie każdy z takim wytrzyma. Na pewno nie nadaje się dla miłośników świeżych, zielonych zapachów. Za to znakomicie nadaje się na obecne  jesienne szarugi i zimę. Jest coraz więcej miejsc - w Internecie, ale i stacjonarnie- gdzie możemy dostać arabskie perfumy.





Dzień 6.



Chanson de Vie


Kwiatowo-owocowe perfumy marki Coty, zadebiutowały w 1999 roku.
Nuty głowy: bergamotka, cytryna, zielone jabłko, yuzu.
Nuty serca: brzoskwinia, frezja, lilia.
Nuty bazy: drzewo sandałowe, piżmo.



Przeciwieństwo poprzednika czyli świeży, lekki, cytrusowy, optymistyczny, jasnozielony i wiosenny zapach zamknięty w uroczej buteleczce z matowego szkła w kształcie liścia. On i powyższa flaszka towarzyszą mi od klasy maturalnej (rok premiery tych perfum), również w wyjątkowych i radosnych dla mnie chwilach.
nie wiem jak teraz jest z ich dostępnością.




Dzień 7.


Rose Eau de Perfum with rose oil


Perfumy bułgarskie.
"Świeży, urzekający zapach bułgarskiej białej róży, wzbogacony olejkiem różanym, piżmem, zielenią (?) i nutami owocowymi"




Urocza buteleczka w kształcie różyczki kryje ...zgadnijcie... typowo różany, dość ciężki zapach. Kto tego właśnie zapachu nie lubi niech omija takie perfumy szerokim łukiem, bo jest to po prostu skondensowany zapach różPrzypomina mi olejek różany w małych szklanych buteleczkach-rureczkach zamkniętych w małych drewnianych opakowankach w różyczki przywożony za PRL z Bułgarii właśnie. Perfumy te mają zapach... róży - choć nieco delikatniejszy niż wspomniane olejki, i z dodatkiem nieco...mdlącym - to pewnie zapowiadane w nich piżmo. Kupiłam je w Katowicach wiosną 2013 r. w sklepie, który niestety jak na moje bywanie w tym mieście (góra raz na rok) istniał bardzo krótko, i nazywał się właśnie "bułgarska róża."



Tak dotarliśmy do końca tej mojej tygodniowej, zapachowej, perfumowej podroży w czasie.


Coś komuś się przypomniało/wpadło w oko/zainteresowało?

niedziela, 19 listopada 2017

Makijaż inspirowany... Kuchennymi Rewolucjami :-)

Czyli a la Magda Gessler.




Być może próbujecie wykonywać dania, które występują w w/w programie. Ja spróbowałam z makijażem. Jego nosicielki nie sposób pomylić z żadną inną postacią.


Jasna, jaśniutka szminka - zazwyczaj nieco bardziej koralowa niż tu u mnie. Kolor sam w sobie bardzo mi się podoba, chociaż - szczególnie przy bardziej opalonej skórze - wygląda dziwacznie i blado.

Oczy - jakby smokey eyes, ale odcięte wyraźną linią, żadnego tam rozcierania konturu cienia. Z tego co widzę Oryginał, na którym się wzoruję ma podobną do mnie niewdzięczną dla makijażu powiekę - głęboko osadzone oczy, mało miejsca na nieruchomej powiece i opadające kąciki. Widzę sama po sobie, że moje makijaże też najczęściej są takie odcięte, a nie roztarte (czasem piszecie mi uwagi na ten temat) 





Tymczasem już od pewnego czasu wydaje mi się, że to właśnie jest kwestia tej mojej budowy oka, która to wymusza, bo inaczej rozcieranie kończy mi się cieniem pod samymi brwiami.... Istny




Tyle dygresji.

I wracamy do tematu dzisiejszego posta:


Doklejane/przedłużane/zagęszczane rzęsy- coś, czego ja nie stosuję.

Dużo rozświetlenia po całości, i ogólnie konturowanie nakładane dość ciężką ręką.

Tu nie ma miejsca na niuanse i subtelności!

A wiecie, co jest najśmieszniejsze? Że zrobiłam ten makijaż tak przy niedzieli, tak dla picu, a... całkiem się w nim sobie spodobałam! Ja w szaro-czarnym oku! a myśłałam, że będę wyglądała jak drag queen! Coś takiego. To właśnie jeden z plusów zabawy makijażem - że gdy człowiek ośmieli się zrobić coś dla zabawy może przekonać się do nowych rzeczy, nowych kolorów - już całkiem na poważnie.



Zdjęcia bez żadnych filtrów, w naturalnym świetle dziennym, poza zdjęciem nr 4, które jest zrobione z fleszem.












Kosmetyki:





Twarz:

JANDA kryjący make up fluid fleksyjny 02 beż jasny

RIMMEL LASTING FINISH POWDER 25 HR  FOUNDATION


KOBO FACE CONTOUR MIX

INGLOT HD 505


 LOVELY OH OH BLUSHER <KLIK> 

Lovely highlighter SILVER <klik>

Bell MAGIC JUNGLE SUMMER BRONZE POWDER <klik>

P2 PERFECT FACE all-over illuminator <klik>




Oczy:

NYX HD concealer

L'OREAL MEGA VOLUME miss Baby Roll


ESSENCE eyeshadow base 

AVON eye liner glimmerstick: blackest black

Pierre Rene cień 19 individuel

wet n wild eye shadow trio: spoiled brat




Usta:

MY SECRET lip liner: nude lips

EVELINE AQUA platinum 476




Na koniec korzystając z tematyki posta zapodam Wam linki związane z tematyką Magdy Gessler i Kuchennych Rewolucji, bo może kogoś to zainteresuje:

Opis naszej wizyty sprzed dwóch lat w Restauracji Magdy Gessler na warszawskiej Starówce:





oraz posty, w których występuje jedna z dwóch dotychczas odwiedzonych przez nas restauracji po "Rewolucjach..." czyli Karczma Nałęczowska:




Żelowa szminka z kwiatkiem z Drogerii Natura. Czy warto?

Magiczna szminka zmieniająca kolor - czyli po dawnemu to się nazywało utleniająca się. Szminki utleniające się najpierw były bardzo jasne, potem nabierały koloru i były trwałe, przy czym na każdych ustach mogły mieć nieco inny kolor. W minioną wiosnę powróciła moda na takowe produkty.


Pomadka Kiss me and dont' stop zakupiona w Drogerii Natura po promocyjnej cenie 20 zeta (regularna to 29,99). 
A na czym polega deklarowana przez producenta magia tego kosmetyku? Czy jest jej wart? Czytajcie.


Tak już mamy, iż naszą naturalną predyspozycją jest kupowanie oczami, a ta szmineczka posiada wszelkie wabiki by własnie tak ja kupić.


Urocza żelowa pomadka, w której zatopiony jest maleńki czerwony kwiatuszek... może to gerberzyk...?






Pomadka zamknięta jest w ładnym opakowaniu...


...z lustereczkiem...


...otwieranym na "klik"




Aż miło popatrzeć,  fotogeniczna-  sama szminka w opakowaniu
I tak oto wymieniłam wszystkie jej zalety i wyczerpałam ich temat.



Wady?

A i owszem, jest.

Tylko jedna: nie ma koloru. 


Nawet na dłoni, nie mówiąc o ustach!
No nie pokażę Wam tu jak to wygląda, bo nie wygląda...
O trwałości nie ma nawet mowy, bo trwałości czego: braku jakiegokolwiek koloru?


Niewidzialny kolorowy kosmetyk do makijażu.
Czyli magia jest.
Magiczne jest też to, że trzeba za nią zapłacić 20 lub nawet 30 zeta.
Totalna magia. (Myślę, że nie ja jedna jej uległam...Ktoś z Was też się nabrał?).

Oraz totalny bubel.  Rzadko trafia mi  się zakupić coś AŻ tak słabego.