03 stycznia

03 stycznia

POSTANOWIENIA NOWOROCZNE - CZEMU NIE MAJĄ SENSU

Koniec roku - i początek kolejnego - to czas różnych podsumowań itp.

Dla mnie to na pewno nie czas postanowień. Noworocznych postanowień. Dlaczego? I dlaczego uważam, że takowe sensu nie mają?

Czytajcie!



Po pierwsze: dlatego, że choć doskonale rozumiem powagę zmiany datownika w sekcji rok, to jest to granica tak ważna, jak i poniekąd sztuczna jeśli chodzi o większość ludzi. Rzeczy ważne, przełomowe dzieją się jak rok długi, a często są - w odróżnieniu od początku kolejnego roku - całkiem zaskakujące!

Zauważyłam, że data taka jak początek roku sprzyja ambitnym celom: karnet na siłownię. Schudnę 15 kg. Zacznę się uczyć flamandzkiego. Wynajdę szczepionkę na HIV. A wszelkie ambitne cele, sorry, taki mamy klimat: zajmują wiele czasu i systematyczności, składają się często ze żmudnych, mało spektakularnych, nudnych, męczących, powtarzanych działań.

Bo to małe rzeczy robią wielkie różnice. Statystyka jest nieubłagana:  komu z nas przydarzy się tzw. szczęśliwy ślepy traf? Zakładając, że nie jesteśmy bohaterami komedii romantycznej. 
O mocy tzw. małych rzeczy pisałam już w poście
JEDNA MAŁA RZECZ,KTÓRA MOŻE CIĘ URATOWAĆ LUB ZABIĆ CZYLI NASZE NAWYKI A NASZE CAŁE ŻYCIE


Wyżej użyłam wielce nudnego, poważnego słowa jakim jest systematyczność. Potrzebna w każdym, zwykłym dniu roku, jak on długi i szeroki, a nie tylko w noworocznych postanowieniach!
O systematyczności - najbardziej w kontekście blogowania- stworzyłam wpis
BLOGOWANIE: JAK REGULARNIE PUBLIKOWAĆ WPISY NA BLOGU. CO POMAGA MI OD PONAD 6 LAT REGULARNIE PUBLIKOWAĆ WPISY


Jestem przeciwnikiem kołczingowej papki słownej, snów o potędze, bajaniom o sukcesie, na który właściwie jesteśmy skazani, które to sukcesy uderzą nas w głowę jak cegła, pod warunkiem, że tego chcemy, bredniom za które kołcze każą ładnie sobie płacić co poruszyłam we wpisach



A noworoczny hip hip hurraoptymizm i postanowienia podejmowane w oderwaniu od rzeczywistości i w arogancji do własnej osobowości i sposobu działania kojarzą mi się właśnie z kołczingową sraczką słowną.


Nie chcę nikomu podcinać skrzydeł, niech Wam się uda, niech nam się uda - ale do cholery, będzie to kosztowało trochę wysiłku, zuchwałe postanowienia nie wystarczą. I każdy czas jest dobry na powzięcie postanowień - nie tylko początek roku!


Wreszcie: czytałam kiedyś, że badania udowadniają, że im więcej człowiek mówi o jakiś swoich celach, tym mniej je osiąga. Trochę to dziwne, powinno niby być odwrotnie. Oto wizualizuję przed innymi me plany, rozpowiadam wszem i wobec, ogłaszam, rozgłaszam, a wychodzi z tego dupa. Czemu? Może ich reakcja mnie zniechęci? Ale bardziej stawiam na to, że kiedy już tak się popłynie na fali przyszłego sukcesu, już prawie go poczuje to... wystarczy. Miłe uczucie, i nie kosztowało więcej niż słowa. A realizacja, tak jak zostało to już powiedziane, prawdopodobnie będzie długotrwałym żmudnym, a może i wkurwiającym procesem.



A jak tam u Was z postanowieniami noworocznymi..?


7 komentarzy:

  1. Postanowienia noworoczne są dobre, ale tylko wtedy gdy ktoś ma motywację, aby zacząć je realizować :) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie robię postanowień. Jak mi coś przyjdzie do głowy to po prostu staram się to realizować. Nie czekam na nowy rok, nie zapisuję w kalendarzu. Nie mam też spiny jak mi się coś nie uda.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie mam postanowień noworocznych. Jeśli mam jakiś cel, plan, nie mówię nikomu i staram się działać natychmiast. Mam to samo podejście do kołczy, unikam takich odmóżdżaczy, ufam tylko sobie :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Heh. Ja od daaaaawna postanowień noworocznych nie robię.
    A o swoich planach niedawno przestałam mówić, bo jak mówię to jakoś dziwnie nie wypalają ;p Lepiej nie mówić, tylko działać ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie robię postanowień noworocznych.

    OdpowiedzUsuń
  6. Oj, jakbyś czytała mi w myślach, o wadach noworocznych postanowień sama dopiero co pisałam :) Od kilku lat już na dobre się od nich uwolnilam. Teraz robię plany - bo plany uwielbiam - i regularnie rozplanowuję, jak je wprowadzać w życie. Plany od postanowień różnią się dwiema głównymi cechami: po pierwsze, odpowiadają na pytanie "co chcę w tym roku osiągnąć/zrobić w swoim życiu", a nie na "jak powinnam zmienić swoje życie w takich baaardzo ogólnych kategoriach"; po drugie, wymagają od razu przemyślenia i okreslenia: "jak, kiedy, jakimi etapami to osiągać?". Więc o ile jestem stanowczo przeciwna postanowieniom - o tyle jestem też całym sercem za planowaniem.
    Na marginesie, też wolę nie mówić. Jeśli mam w głowie i notesie, to mnie bardziej motywuje niż mówienie innym. Ale pewnie dla części osób to może być pomocne działanie, kwestia dopasowania do potrzeb.

    OdpowiedzUsuń
  7. Postanowienia zawsze jakoś tak mi się urywały.. niby zapał tegeś śmeges, a efektów brak..

    OdpowiedzUsuń

Zachęcam do pozostawiania komentarzy i z góry za nie dziękuję :)
Zaglądam na blogi moich Komentatorów, i najczęściej również je obserwuję.
Komentarze zawierające link nie będą publikowane, potrafię Was znaleźć! :)

Copyright © 2014 Wszystkie moje bziki , Blogger