24 lipca

24 lipca

Jeśli chcesz osiągnąć sukces to...


.................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................. se go osiągnij.

Żeby nie było: tak, wiem.
Zawsze coś można zmienić, na coś się odważyć.
Nie ma chyba nikogo, kto by nie słyszał, że "każdy jest kowalem własnego losu."
Większość amerykańskich milionerów to ludzie, którzy do swoich milionów doszli własną pracą.
Znam osobiście ludzi, którzy takową doszli do sukcesu. 
Znam też takich, którzy na niczym zaczęli i na tym samym skończyli, choć w tzw. międzyczasie starali się. 
Oraz takich, którzy zmarnowali/nie wykorzystali/jakkolwiek ułatwienia i pomoc w tzw. życiowym starcie, jaką mieli w porównaniu z innymi. 
Znam kogoś kto się chwalił, że kupuje Toyotę z Niemiec za 40 tys. PLN, i kogoś kto się nie chwali, że nosi na ręku bransoletkę za 40 tys. zeta. 
Znam kogoś, kto ledwo wiąże koniec z końcem.


Zawsze tak było, ale jestem przekonana, że na modnych, cudownych, złotych radach jak osiągnąć sukces, "i ty możesz zostać milionerem" rzeczywiście i na bank można się wzbogacić - jeśli się ich udziela, ale już niekoniecznie słucha i za nie płaci. Namnożyło się ostatnimi czasy wielu różnego rodzaju guru motywacyjnychkołczów, i sprzedają oni ludziom słowną kaszę, sieczkę, papkę, w której za pomocą słownictwa zaczerpniętego ze świata biznesu, przyrody, religii, sportu, psychologii itp., itd., etc. tłumaczą ludziom, czemu to jeszcze nie są oni bajecznie bogaci i cóż uczynić by to zmienić.


O czym mówię?

O obrazku z Internetów, na którym widać wyciągniętą rękę z palcem wskazującym i tekst: "synu, idź w końcu odnieść ten sukces!"


O skeczu któregoś z kabaretów, w którym po porywającej  mowie mówcy motywacyjnego podchodzi do niego człowiek:
" - Przekonał mnie pan, rzucam pracę, zaczynam nowe życie itp., itd.",
Na co tenże mówca:
" - Może nie tak szybko... już panu niewiele zostało do emerytury.." 
"- Ale przecież pan mówił, pan ma takie sukcesy, panu się udało..."
" - Właściwie to rozwodzę się, mam gigantyczny kredyt..." i dalej  w ten sposób, w końcu poirytowany słuchacz krzyczy: " - To weź się pan do roboty!!!" i odchodzi. 

"Damy i wieśniaczki", "Dżentelmeni i wieśniacy" edycja polska. A mówcie o tym programie co chcecie (nikt, kogo widuję w Internetach o nim nie mówi, nie wiem, czy to program z rodzajów tych, jakim były Rozmowy w toku - każdy, kto je oglądał swą wypowiedź w temacie poprzedzał dwoma słowami: "widziałem/-am przypadkiem" ), dla mnie jest on ciekawy. Pomijając na ile jest reżyserowany: siedzi na wsi trzech chłopków-roztropków bez perspektyw i nasz dżentelmen, i zapodaje im motywacyjną kaszę na własnym przykładzie : 
" - W wieku 18 lat zostałem menedżerem..."
" - Nie wierzę, ktoś dał 18-latkowi takie stanowisko.!"
"- Tak się składa, że moi rodzice są dobrze sytuowani..."
Potem był kłótnia.
Nie ma co porównywać nieporównywalnego. 
Nie dajmy się zwariować.

Również przykład z w/w programu: wieśniak żyjąc przez chwilę życiem dżentelmena idzie do jego kołcza, a ten dotyka jego dłoni i uderza w te słowa: " - Mocuję ci tu mentalną kotwicę. Kiedy będzie Ci źle, pomyśl sobie, że masz tu kotwicę..."

 No ale jest popyt, jest podaż, trudno mieć pretensję o to, że jak ktoś chce płacić, znajdzie się ktoś, kto na tym zarobi. Ludzie sami garną się do tych porad. Jest widać duże społeczne zapotrzebowanie na taką gadkę, ludzie chcą słyszeć, że wystarczy chcieć. I mieć zainstalowaną kotwicę mentalną. To takie proste! Nie chcę tu siać defetyzmu, zniechęcać do wysiłków itp., ale rzygać mi się chce od złotych, uniwersalnych kołczingowych porad. Jeszcze jakiś czas temu byli "trenerzy rozwoju osobistego" sugerujący swą nazwą pracę nad sobą (być może ciężką jak np. w sporcie, tam też są trenerzy), proces i rozwój,  teraz są kołcze, złoty cielec - motywacja z jego wyznawcami (a przecież "motywacja" ma tylko pozytywne skojarzenia, więc czego się tu czepiać? Jeśli się nie jest frajerem i looserem? )  i wszechobecny cel - sukces dla każdego w wersji mniej więcej dom, dwa mieszkania, dacza, dwa razy do roku egzotyczne wakacje, dzieci w prywatnych szkołach, mające pierdyliard płatnych zajęć pozalekcyjnych, syn w szkółce piłkarskiej będzie z niego drugi Ronaldo - nawet w reklamie jednej z banków mówi się, że wydatek na takowe zajęcia dla dziecka to przecież nic innego jak inwestycja. INWESTYCJA. Jesteśmy poważnymi ludźmi, być może nie inwestujemy na giełdzie, ale i nie opłacamy tak po prostu zajęć dodatkowych latorośli, my inwestujemy. Wilk z Wall Street, qrna, a nie zwykły Kowalski senior. Zamiast pakietu akcji ma Kowalskiego juniora.

Pchamy biznesowy żargon w każdą sferę życia - i trzeba przyznać, że doskonale się to sprzedaje. Nawet nie powiem, że  odreagowujemy tym socjalizm, bo dotyczy to też ludzi, którzy urodzili się grubo po końcu PRL -u.


Znów skecz kabaretowy, mówca motywacyjny: 
" - Byłem ślepy i zacząłem widzieć. Nie miałem nóg i mi odrosły." Dokładnie. No niestety, ale życie jest bardziej skomplikowane niż kołczingowa wizja świata. 


Jeśli nie masz prawej nogi nie staniesz na niej, jeśli masz inne ograniczenia, choćby te "są tylko w głowie" być może są też poważne. W polskiej wersji "Dam i wieśniaczek",  w odróżnieniu od ukraińskiej i rosyjskiej "wieśniaczką" jest często osoba słabo cytaty i pisaty, z patologicznej rodziny, czasem wyglądająca na po prostu upośledzoną umysłowo. Czy to tak niewiele te ograniczenia? Pewnie, każdy może się starać na własną miarę i własne - właśnie, ale jednak - możliwości.

Gdzieś pomiędzy kołczingowym "nie udaje ci się,  bo nie chcesz żeby ci się udało" i światem zupełnie życiowo nieporadnych, wykorzystywanych do ciężkiej i niewiele dającej roboty przez mężów/konkubentów-nierobów, zaniedbanych, czasem bitych w przeszłości  i bezzębnych w wieku 35 lat wieśniaczek z w/w programu leży prawda.


Prawda rzadko bywa czysta, a nigdy nie jest prosta.
(O.Wilde)


Prawda,  która jest  daleko bardziej skomplikowana i - w odróżnieniu od biegunowych ludzkich postaw - wyważona przy czym zarówno - o paradoksie - "Świadomość określa byt" jak i "Byt określa świadomość" są wg mnie prawdziwe.


U małych dzieci diagnozuje się depresję, młodociane "inwestycje" często nie wytrzymują psychicznie rodzicielskiej ilości finansowych nakładów na nie (basen, balet, konie, tenis, śpiew, harcerstwo, korepetycje ze szkolnych przedmiotów, dwa języki, kółko teatralne - wszystko razem - można wyliczać w nieskończoność), a część z tych, którzy już zdają się skazani na sukces ląduje np. w Instytucie Psychiatrii i Neurologii na Sobieskiego jeśli im się ich sukces rozjeżdża z nimi samymi Ano. Dobrze żarło i zdechło. Bywa.

To nie tak, że uważam, że to źle mieć ambicje, plany, starać się i pracować na sukces. I go osiągać.

Ale uważam, że ogólnie jako społeczeństwo to już daliśmy się zwariować kołczingowej pieśni narracji biznesowego żargonu, zafokusowaniu na sukces, wstydowi jego nieodnoszenia,  i nic dziwnego, że z tego własnie powodu (daliśmy się zwariować)  niektórzy z nas - mówiąc jak najprościej, najkrócej i najpotoczniej - trafiają do czubków.




3 komentarze:

  1. No wreszcie ktoś odważył się napisać, co o tym naprawdę myśleć. Dla mnie sukces składa się z drobnych spraw. Dziś sprawdziłam swoje wyniki badania krwi, są idealne. To jest sukces, a kolejny sukces to spokój wewnętrzny, oswojone zwierzątka ze schroniska, szczęśliwe dziecko itp. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dokładnie zgadzam się z Tobą, a tak mało na blogach opinii takiej jak ta.
    Wszystkie rady tego typu jak wspomniane przez Ciebie, metafizczne wypociny, pseudomotywujące cytaty, inwestycje. Mam ich serdecznie dość.
    Skoro nie ma ograniczeń a chcieć to móc to dlaczego kura orłem nie zostanie, dlaczego dziecko byka i krowy to zawsze ciele a nie np. łania.. No dobra kura, krowa, łania to zwierzęta, a co ze mną? Czy jeśli bardzo zapragnę zostanę orłem? No nie, co najwyżej chorym umysłowo jeśli przy takiej ambicji pozostanę. Ale przecież kołcz mówi, że mogę robić co che i ograniczenia nie istnieją. Czyli może jednak istnieją :) Mam serdecznie dość tych motywujących gadek, które nic tak naprawdę nie wnoszą.

    OdpowiedzUsuń
  3. O sukces trzeba powalczyć. Ale niekoniecznie zakładać,że tylko i jedynie jeden scenariusz może być sukcesem. Mówią,że nie ma rzeczy niemożliwych... Bzdura,jasne,że są! I nie ma sensu się oszukiwać,że jest inaczej. Stawiajmy sobie realne cele (może to być trudne,ale możliwe) i starajmy się do nich dążyć. Jeśli zrobimy wszystko i nic nie wychodzi to warto się zastanowić,czy może zmniejszyć sobie cel i małymi krokami iść do przodu czy może coś zmienić w naszych planach, inna droga itd.

    OdpowiedzUsuń

Zachęcam do pozostawiania komentarzy i z góry za nie dziękuję :)
Zaglądam na blogi moich Komentatorów, i najczęściej również je obserwuję.
Komentarze zawierające link nie będą publikowane, potrafię Was znaleźć! :)

Copyright © 2014 Wszystkie moje bziki , Blogger