11 sierpnia

11 sierpnia

Zbrodnia nad Jeziorem Narocz

Od kilku lat nosiłam się z zamiarem opisania Wam tu historii o tym, jak poznałam Pana Jana Nagrabieckiego - m.in. poetę i żołnierza AK.

Miało to miejsce przez/dzięki zadaniu, jakie dostałam na studiach w ramach zajęć z NPH (Nauki Pomocnicze Historii) z XX w. od Mgra Baliszewskiego, który owe zajęcia prowadził.

Mgr Baliszewski był też dziennikarzem, prowadził swego czasu w TV program "Rewizja nadzwyczajna" i wśród wielu zainteresowań jego idee fixe była sprawa śmierci gen. Sikorskiego.

Do TV i "Rewizji nadzwyczajnej" oraz Redaktora Baliszewskiego  przyszedł, w latach może wczesnych 90-tych list - taki pisany na papierze kredowym i na maszynie - który podejmował temat zbrodni nad Jeziorem Narocz i podawał niejakiego Pana Jana Nagrabieckiego jako jedynego świadka, który przeżył ową zbrodnię. No i Mgr Baliszewski polecił mi wyjaśnić tę kwestię. O tym jak szukałam w/w Jana Nagrabieckiego i gdzie, w jakich okolicznościach  oraz  kim go zalazłam -  o tym w późniejszym wpisie. Tym właśnie, z którym tak się noszę

Napisałam o Mgrze Baliszewskim "był" bowiem dziś, kiedy to piszę, tj. 10 sierpnia 2020 r. Pan Baliszewski zmarł.

To znowu przypomniało mi wspomniane wyżej zadanie, ale zanim o jego okolicznościach i mojej dziennikarskiej przygodzie, zostawię tu, ot tak, na pamiątkę, mój własny tekst z roku 2003 będący efektem  tego, co wtedy ustaliłam w ramach powierzonego mi zadania na zaliczenie przedmiotu - najciekawszego na całe pięć lat studiów.

Nic w nim nie zmieniałam od tamtego czasu, i nic nie zmienię.

To były czasy sprzed Googli i Internetu, a skąd wzięłam to co wtedy napisałam - oprócz wywiadu  z P. Nagrabieckim - to w przypisach oczywiście. Trochę to też dla mnie tu zabawne, bo tak tu nigdy jeszcze nie pisałam, a jednak było to kiedyś przez pewien czasokres moim chlebem powszednim.

Wtedy nikt nie nazywał tego określeniem, z którym spotkałam się dziś: Mały Katyń nad Naroczą.


 


Zbrodnia nad jeziorem Narocz 26 sierpnia 1943 r.

 

         W maju 1942 r. władze Okręgu Wileńskiego Armii Krajowej wystąpiły z propozycją stworzenia samodzielnych polskich oddziałów wojskowych, które nie prowadziłyby działań zaczepnych a jedynie obronne. Widziały w tym możliwość ocalenia tysięcy Polaków, stworzenia warunków do przetrwania, oraz podniesienia na duchu ludności.[1]

         Komendant Główny Armii Krajowej gen. dyw. Stefan „Grot” Rowecki nie poparł tego projektu w obawie, że nasili to antypolskie wystąpienia, szczególnie ze strony Litwinów, za to radził postępować w „duchu pojednawczym”.[2]

         Jednak idea powołania oddziałów partyzanckich cieszyła się powodzeniem na samej Wileńszczyźnie. Inicjatorem stworzenia pierwszego oddziału był ppor. rez. Antoni Burzyński, który prowadził rozmowy z Komendą Okręgu, gdzie jednak nie znalazł poparcia dla swojego projektu. Pod koniec 1942 r. sytuacja uległa zmianie i władze Okręgu wydały pozwolenie na stworzenie – jeszcze nie oficjalnego – oddziału leśnego AK, pod warunkiem, że ujawni się on, przynajmniej do pewnego czasu jako partyzantka polska. Tak, więc w marcu 1943 r. ppor. Antoni Burzyński, który przyjął pseudonim „Kmicic”, zaprzysiągł swoich pierwszych żołnierzy.[3]

         Istniał już wtedy, stworzony w 1941 r. oddział partyzantki sowieckiej pod dowództwem Fiodora Markowa, Rosjanina, komunisty do 1939 r. nauczyciela. Składał się on z komunistów i zbiegłych jeńców, a powiększył się znacznie po wydaniu przez Niemców, pod karą śmierci, nakazu by jeńcy pracujący u chłopów na roli wrócili do obozów jenieckich, co spowodowało masową ucieczkę do lasu.[4] W październiku 1943 r. oddział Markowa, który przyjął nazwę od nazwiska dowódcy liczył ok. 1200 ludzi.[5]

         „Kmicic” w czerwcu 1943 r. założył bazę nad jeziorem Narocz, ok. 3 km od bazy sowieckiej, co było wynikiem współpracy – serdecznej współpracy z jego kolegą szkolnym – Markowem.[6] Wcześniej „Kmicic” z Markowem zawarli porozumienie o współdziałaniu w walce przeciwko wspólnemu wrogowi, ustalono hasła rozpoznawcze, organizowano spotkania i narady.[7] Oba oddziały biwakowały w tej samej bazie i wspólnie brały udział w różnych akcjach.

         Pod koniec czerwca Komenda Okręgu nadesłała rozkaz, na mocy, którego oddział „Kmicica” otrzymał status Oddziału Leśnego Armii Krajowej.[8]

         Na początku sierpnia 1943 r. do tego oddziału wstąpił bohater naszego listu Jan Nagrabiecki. Oddział liczył wtedy ok. 300 ludzi.

         Tymczasem stosunki z partyzantką sowiecką uległy pogorszeniu, czego bezpośrednim powodem była sprawa katyńska i zerwanie stosunków dyplomatycznych pomiędzy rządem Związku Sowieckiego a rządem Rzeczpospolitej na uchodźstwie.

         Mimo tego planowano wspólny atak na garnizon niemiecko – litewski w Miedziole. Rozmowy na ten temat prowadzone były od 22 sierpnia, kiedy to Markow odwiedził bazę „Kmicica” z okazji obchodzonego tam Święta Żołnierza. Wówczas zaprosił on „Kmicica” na 26 sierpnia do swojej bazy, celem uzgodnienia szczegółów przyszłej akcji.[9]

         Rzeczywiście „Kmicic” w towarzystwie 7 żołnierzy udał się do bazy Markowa, gdzie Polacy zostali rozbrojeni i aresztowani a później rozstrzelani. Z tej grupy uratowały się tylko 2 osoby.

         Kilka godzin później Sowieci dokonali ataku na polskie bazy, baza A – wojskowa, baza B – gospodarcza, gdzie przebywało wówczas ok. 200 żołnierzy.

         Następnego dnia rozpoczęło się przesłuchanie prowadzone przez „Dziadka Wanię” –Litwina Valdziunasa, funkcjonariusza NKWD, 50 osób rozstrzelano, 70 wcielono do polskiego oddziału Bartosza Głowackiego dowodzonego przez Wincentego Mroczkowskiego „Zaporę”, byłego ogniomistrza 19 pal-u w Nowowilejce usuniętego z Wojska Polskiego za komunizowanie. Zaś 80 osób puszczono do domów.[10]

         Jan Nagrabiecki w rozmowie ze mną stwierdził, – czego nie napisał w swojej książce[11] – iż rozstrzelano oficerów, żołnierzy pochodzących z Wilna – potencjalną kadrę oficerską ukończyli oni, bowiem konspiracyjną podchorążówkę, ludzi będących w wywiadzie AK oraz uciekinierów z policji białoruskiej pozostającej w służbie niemieckiej.

         Sam Jan Nagrabiecki opowiadał mi, w jaki sposób uniknął rozstrzelania, mimo iż pochodził z Wilna i ukończył szkołę podchorążych w Dzielnicy „B” garnizonu wileńskiego. Nie przyznał się on, że pochodzi z tego miasta, zamiast wymienił nazwę jakiejś wioski w okolicy jeziora Narocz. Nie ujawnił w trakcie przesłuchania swojego pseudonimu „Kukułka”, podając inny – wymyślony. Ponieważ przesłuchujący nie znali wcześniej tego pseudonimu, choć p. Nagrabiecki tłumaczył, że jest w oddziale od kilku dni – co było nieprawdą, kazano mu wrócić do tej grupy żołnierzy, która jeszcze czekała na przesłuchanie. Pan Nagrabiecki zrobił inaczej, tzn. po wyjściu z namiotu poszedł do grupy, która miała być ocalona, skazanych, na roztrzelanie odprowadzano, bowiem w nieznanym kierunku, w czym nie przeszkadzali mu pilnujący Polaków na zewnątrz Sowieci, którzy najwyraźniej nie słyszeli o wydanym w namiocie poleceniu. Wcześniej Jan Nagrabiecki miał okazję obserwować, co się dzieje z towarzyszami broni po ukończeniu przesłuchania, gdyż, kiedy inni oczekujący nie musieli leżeć na ziemi, on wykonywał powierzone mu zadanie obierania kartofli.

         Później Jan Nagrabiecki zgłosił się na ochotnika do patrolu terenów położonych najdalej od bazy, licząc na możliwość ucieczki, co też się, nie bez przygód, udało, po czym wrócił do Wilna.[12]

         Tymczasem jeszcze przed rozbrojeniem oddziału „Kmicica” w Komendzie Okręgu Wileńskiego AK zapadła decyzja o wysłaniu kilkoosobowej grupy, w tym por. Zbigniewa Szendzielarza „Łupaszki”, który miał przejąć oddział „Kmicica” i odprowadzić w bezpieczne miejsce, gdyż obawiano się już wtedy sąsiedztwa Markowa.[13] Grupa ta wyruszyła 25 sierpnia i w drodze dowiedziała się o rozbrojeniu oddziału „Kmicica”. Dowództwo nad tym małym oddziałem, ludzie z Wilna i patrol, który po nich wyjechał, przejął więc „Łupaszka”. Stał się on zalążkiem 5 Brygady AK, do której trafiło wielu żołnierzy „Kmicica”. Zaś Jan Nagrabiecki we wrześniu dotarł do Czarciego Jaru, gdzie wstąpił do nowotworzonej 3 Brygady AK pod dowództwem por. Gracjana Froga „Szczerbca”.

         Na stronę polską przeszedł też wspomniany „Zapora”, do oddziału „Łupaszki”, zaś na wieść o tym Markow wydał rozkaz rozstrzelania pozostałych pozostałych w bazie 30 polskich partyzantów.[14]

         W ten sposób z rąk oddziału Markowa zginęło 80 partyzantów. Jeśli przypomnimy sobie, że oddział „Kmicica” liczył 300 żołnierzy, nazwanie przez p. M.H. Jana Nagrabieckiego jedynym żołnierzem, który uniknął śmierci jest nieuzasadnione. Niepełną listę 69 osób podaje J.Z. Szyłeyko, członek tego oddziału.[15]

         Z raportu Markowa wynika, że 20 sierpnia 1943 r. jego agenci obecni w oddziale „Kmicica” donieśli mu o decyzji tajnych polskich organizacji mówiącej o sporządzeniu list komunistów i likwidowaniu ich. Żadne dane jednak nie potwierdzają tego.[16] Z raportu tego wynika, że Markow działał na polecenie dowódcy Sztabu Ruchu Partyzanckiego, Ponomarienki i zgodnie z podjętą w Moskwie 22 czerwca 1943 r. uchwałą KC KP Białorusi O przedsięwzięciach w zakresie rozwijania ruchu partyzanckiego w zachodnich obwodach Białorusi.[17]

         Tak w opracowaniach jak i we wspomnieniach krytykowane jest zbytnie zaufanie, jakim „Kmicic” obdarzył Markowa. Jak widać z niebezpieczeństwa zdano sobie sprawę zbyt późno, i to w Komendzie Okręgu a nie w samym oddziale „Kmicica”. Skutkiem tego, jego członkowie wraz z dowódcą zostali ofiarami niedawnych „towarzyszy broni”.

 

Bibliografia:

·        E.Banasikowski, Na zew ziemi wileńskiej, Warszawa – Paryż 1990.

·        J.Nagrabiecki, Idąc na hasło. Zapiski partyzanta, Warszawa 1997.

·        J.Z.Szyłeyko, Lepsza strona czasu, Londyn 1992.

·        L.Tomaszewski, Wileńszczyzna w latach 1939-1945, Warszawa 2000.

·        J.Wołkonowski, Okręg Wileński Związku Walki Zbrojnej, Armii Krajowej w latach 1939-1945, Warszawa 1996.



[1] J.Wołkonowski, Okręg Wileński Związku Walki Zbrojnej, Armii Krajowej w latach 1939-1945, Warszawa 1996, s.122.

[2] Tamże s.122.

[3] Tamże s.123.

[4] J.Z.Szyłeyko, Lepsza strona czasu, Londyn 1992, s.73.

[5] J.Wołkonowski, Okręg Wileński…, s.127.

[6] E.Banasikowski, Na zew ziemi wileńskiej, Warszawa – Paryż 1990, s.70.

[7] L.Tomaszewski, Wileńszczyzna w latach 1939-1945, Warszawa 2000, s.398.

[8] J.Wołkonowski, Okręg Wileński…, s.126.

[9] L.Tomaszewski, Wileńszczyzna…, s.399.

[10] Tamże s.399.

[11] J.Nagrabiecki, Idąc na hasło. Zapiski partyzanta, Warszawa 1997.

[12] Tamże s.54-59.

[13] J.Wołkonowski, Okręg Wileński…, s.131.

[14] L.Tomaszewski, Wileńszczyzna…, s.400.

[15] J.Z.Szyłeyko, Lepsza…, s.229-230.

[16] J.Wołkonowski, Okręg Wileński…, s.128.

[17] Tamże, s.129.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Zachęcam do pozostawiania komentarzy i z góry za nie dziękuję :)
Zaglądam na blogi moich Komentatorów, i najczęściej również je obserwuję.
Komentarze zawierające link nie będą publikowane, potrafię Was znaleźć! :)

Copyright © 2014 Wszystkie moje bziki , Blogger