czwartek, 4 stycznia 2018

Książę z lodu - mężczyzna niedostępny emocjonalnie



Ostrzegam: powieje chłodem. Bo będzie o zimnych draniach.




Jeśli jesteście wiekiem bardziej zbliżone do mnie niż do gimnazjalistek (nie to, żebym w jakiś sposób chciała umniejszyć gimnazjalistki, uczennice, studentki, ale tak po prostu jest, że im więcej lat chodzisz po garbie matki ziemi, tym więcej rzeczy widziałeś, i tyle) zapewne kojarzycie, o kim mówię, bo taki gagatek doświadczył już jakieś znajome wam kobiety lub Was. Jeśli jeszcze nie miałyście z nim w żaden sposób do czynienia - zapiszcie sobie jego portret pamięciowy, i jak tylko zobaczycie na żywo podobieństwo do poniższego rysopisu - uciekajcie.
Jeśli osobnik tego typu już Wam psuje bądź popsuł życie radzę udać się po wykwalifikowaną pomoc, pomocną dłoń, pogłębioną lekturę, terapię, rękaw, w który można się wypłakać, urlop na Kanarach, wino i chipsy - cokolwiek, co Wam pomoże ogarnąć się, czuć się ogólnie lepiej a mniej jak skończone idiotki lub chore z miłości. 
Ja tutaj po prostu wtrącam trzy grosze ode mnie w/w temacie. Słyszałam tyle takich historii, a ich wątpliwi bohaterowie i ich postępowanie było tak bardzo podobne do siebie, że czasem miałam wrażenie, że od różnych babeczek słyszę o jednym i tym samym gościu...

Słyszałyście o facecie ciepłym jak frotkowe skarpetki, troskliwym jak Troskliwe Misie, zrównoważonym jak paleta barw, rozgrzewającym jak czysty spirytus - to nie będzie o nim... 
To będzie o mrożonym Casanovie.

Księciu z lodu. Zapewne od maleńkości słyszałyście też o księciu na białym koniu. O człowieku z marmuru. Z żelaza. Może nawet i z gazobetonu

A o takim praczłowieku wyłowionym z bagien, gdzie się naturalnie zmumifikował? Dlaczego pytam? A bo nasz lodowy książę, gdy zaczniemy ogrzewać go swoim ciepłem niewiele sam się co prawda rozmrażając  może - i to rzeczywiście przypomina magię, ale czarną niestety- co najwyżej zmienić nas w stworzenia tkwiące w bagnie jak ów przywołany przeze mnie przed chwilą praczłowiek... ... Prawda jest jeszcze brzydsza, niż wspomniana zasuszona pół-małpa z bagien:  większą szansę na zdrową relację będziecie miały po ewentualnym odhibernowaniu Walta Disneya (pasuje do tematyki bajek...) z tymże, niż z naszą tytułową bryłą lodu z wyglądu i na pierwszy rzut oka robiącą wrażenie prawdziwego faceta.
Próbowanie nawiązania prawdziwej bliskości z takim facetem przypomina próby lizania loda przez szybę - dziwne, frustrujące, czujesz się jak idiotka,  a w rezultacie i tak nic z tego.

On nie ma empatii, ale ma zdolność mimikry, toteż może robić wrażenie otwartego i ciepłego. Uprzejmego. Uczynnego. Kulturalnego. Jakiego chcesz?  Piszesz wiersze, jesteś wrażliwa? On też. Jesteś twarda i wspinasz się po skałkach? On też.  Co tam wspina - on sam jest twardy jak skała - możesz sobie nawet na niego wejść. Tylko bez żadnych zobowiązań. Dajcie mu człowieka ( w tym wypadku płci żeńskiej) on znajdzie na nią sposób.  Robi naprawdę dobre wrażenie, żeby zbliżyć się do Ciebie. Może Cię odwieźć do domu? To sto metrów dalej? Nie szkodzi.  Chętnie Cię odwiezie. Czaruje, często skutecznie, ale nie zapominajmy o tym, co robi zawodowy magik i na czym w istocie  polegają jego czary: na umiejętnym odwracaniu naszej uwagi od tego, co się naprawdę dzieje na scenie! 
Jeden z rodzajów ludzi, którzy więcej energii i wysiłków wkładają w robienie wrażenia, niż w robienie czegokolwiek. Tworzy obrazy piękne jak te autorstwa szronu na oknach, i mniej więcej tak samo trwałe... Najpiękniejszy z nich będzie to obraz jego samego. Wciąż na niego pracuje i nigdy sobie nie odpuszcza, wszystko co robi jest w istocie pracą na konto swego pięknego wizerunku. I nawet, sukinsyn, nie ma brzydnącego portretu  własnego jak Dorian Gray! Nieraz naprawdę zrobi coś miłego, jako środek do osiągnięcia jakiegoś celu, bo cel uświęca środki, a ludzi, którzy robią coś zupełnie bezinteresownie ma za głupków lub wciąż wietrzy w takim zachowaniu podstęp.

A kiedy już Cię oczaruje, najlepiej uzależni od siebie otaczając życzliwym zainteresowaniem i troską - zorientujesz się, że... już go nie ma.  Po prostu odwrócił się na pięcie i poszedł w pizdu. Nagle przystopował/zrobił się płochliwy/stracił śmiałość/zniknął. Na pewno istnieją nieśmiali faceci - poznasz takiego między innymi po tym, iż np. nie będzie miał śmiałości zarówno wyrazić ochoty, żebyś zrobiła mu loda, jak i okazywać Ci czułość.  Ale to nie ten typ. Więc możesz - gdy jesteś raczej wersją bierną - dać se z nim spokój. Wtedy, książę przypływów, sam do Ciebie po pewnym czasie przyfaluje, odezwie się pierwszy, jakby mu zależało. Więc cały ten cyrk można powtarzać w kółko.

W wersji, że jesteś aktywną, upartą, przejmującą inicjatywę, a nie przyjmującą do wiadomości odmowy kobietą - czołgiem, będziesz brnąć dalej, jak wspomniany  pojazd gąsiennicowy po błocie przez las i szukać wyjaśnień, sensu - wszytko to odniesie odwrotny skutek. Aż Ty też go sobie odpuścisz...  A wtedy zadzwoni jak gdyby nigdy nic, i zaprosi cię na wernisaż swoich zdjęć. Poprosi o wybór kafelków do łazienki. Zapyta co ma kupić swoim rodzicom na rocznicę ślubu.
Nie zerwie z Tobą, bo przecież z Tobą nie był. Nie przeprosi, bo przecież nie ma za co. Odezwie się znowu, kiedy mu będzie wygodnie i tak samo znowu zniknie. I znowu się pojawi.
A kiedy już (być może ponownie) zaangażujesz się w tę znajomość - on  nagle i niespodziewanie zacznie cierpieć na ciężką chorobę występującą pod różnymi nazwami:
trudne_dzieciństwo
nawał_pracy
boję_się_bliskości
jestem zraniony
ranię kobiety (uwierz, zdarzyło mu się powiedzieć prawdę,  dobrze chłopak gada, polać mu!)
nie_jestem_gotowy
mój_chomik_ma_ciężką_depresję
muszę_ to_wszystko_ przemyśleć
jesteś_dla_mnie_za_dobra
mój_przyjaciel_jest _w potrzebie (taaa, bo on ma przyjaciół..)
najpierw_muszę_zdobyć_Biegun_Północny
do_czegoś_się_zobowiązywałem?
yyyyyyyyyyyyyyyy
a sprowadzającą się do tego, że: jest dupkiem.

Może zresztą kiedyś nawet Ci o tym napomknął. Ale Ty wtedy olałaś tę ważną i prawdziwą - w odróżnieniu od całej  masy jego kłamstw - informację.  Przy okazji umknęło Twojej uwadze również i to, że właściwe to nawet jest z tego dumny.

Jeśli w jakiś sposób zadowoli Ciebie -  to by udowodnić kolejny raz, sobie, światu, Tobie - jaki jest wspaniały. Ten typ człowieka nie może po prostu żyć i cieszyć się życiem, on musi sobie wyznaczać cele, udowadniać, utrzymywać dyscyplinę,  wykazywać się, osiągać wyniki. Kobiety są jednym z nich. W gruncie rzeczy nawet ich nie lubi.  Nie szanuje i boi się ich - jakakolwiek jest tego przyczyna efektem jest wróg kobiet.  Cichy wróg. Wilk w owczej skórze. Często zobaczycie go właśnie pośród owczarni, bo woli towarzystwo damskie, rolę rodzynka w damskim cieście,  w którym nie będzie możliwości porównania go z innym facetem/facetami.


To nie typ gościa, co to pójdzie na wojnę, czy z kobietami, czy z kimkolwiek innym. O nie. On będzie podżegał, rzucał sarkastyczne uwagi, dwuznaczne komentarze. Będzie sączył jad, nie walił po pyskach. Niebezpieczny jak trucizna, nie jak niedźwiedź na szlaku w górach. Człowiek-toksyna. Stosujący raczej metody Lukrecji Borgii niż wojownika. A potem powie że się tak wydawało. Mistrz odwracania kota ogonem. W rezultacie tak wszystko przeinaczy, że jeśli szukasz w tym logiki i spróbujesz podążać za jego tokiem myślenia to... opadną Ci ręce. Szczęka. Możesz poczuć, że zbliżasz się do granic obłędu. Bo jego tok myślenia jest prosty: zrobić sobie dobrze i wygodnie się ustawić. Te jedyne swoje pobudki ukryje głęboko i zarzuci  dowolnymi frazesami, żeby zmylić przeciwnika. Czyli Ciebie. Ugrać, co chce.  Każdy sądzi po sobie. Złodziej myśli, że wszyscy kradną. Nie jest w stanie wznieść się ponad własne ciasne widzimisię, w rezultacie można przy nim stracić wiarę w człowieka. W ludzi. W siebie. Szczególnie, że będzie podkopywał Twoją pewność siebie.
Zbliży się do Ciebie, otworzysz się przed nim,  a potem usłyszysz, że jesteś za. Są ludzie za grubi, by siedzieć w fotelu. Za wysocy na stewardesy. Za leniwi do ciężkiej pracy. Za niscy na modeli, itp., itd. Ale Ty będziesz miała okazję dowiedzieć się od niego, że jesteś "za mądra", "za bierna", "za aktywna" , "za zaniedbana/za zadbana", "za otwarta ", "za zamknięta", "za śmiała", "za nieśmiała", "za wolna " "za szybka" - dowolnie za jakaś.  Jakakolwiek będziesz to: nie taka. A jak Ci się wydawało inaczej, to Ci się wydawało. Coś Ty sobie uroiła? Sorry lala, ale czy on Ci przypadkiem nie zadał pytania: "W jakim krawacie/majtkach wyglądam lepiej?"  a nie: "Wyjdziesz za mnie?" No właśnie. To o co chodzi? 

Człowiek, który najbardziej na świeci ceni sobie wszystko to, czego nie ma, tylko to naprawdę docenia -> To, czego nie ma.  -> Czyli nic nie docenia, bo to, co docenia, tego akurat aktualnie nie ma. Wszystko co ma automatycznie robi się bezwartościowe.  Chce tylko to, czego nie ma. Tylko wtedy będzie zadowolony, gdy będzie to miał. Czyli nigdy. Kwadratura koła. Czy więc to takie dziwne, że obcując z kimś takim można zbliżać się do obłędu? Bo to dotyczy też Ciebie. On może Cię mieć? To jesteś nic nie warta. Bo on nie ma nic wartościowego. I nie będzie miał. Wszystko, co jest wartościowe, jest poza nim i poza jego zasięgiem. I wcale nie chodzi o to, jaka jesteś - wszak przed chwilą mu to nie przeszkadzało, a nawet wprost przeciwnie, wyraźnie go do Ciebie ciągnęło. Tu chodzi o to, jaki jest on. Nie ma znaczenia, co robisz, co mówisz,  nie zastanawiaj się nawet, czy mogłabyś coś zrobić lepiej, powiedzieć inaczej itp.  Jesteś już w jego zasięgu, a więc - już jesteś gorsza. Lepsza jesteś, gdy Cię nie ma.


Wiecznie szukający siebie człowiek, a kiedy zdaje Ci się, że oto znajduje się przy Tobie - on znika z horyzontu i idzie szukać się gdzie indziej. Zawsze gdzie indziej jest mu lepiej. Czyli gdzie indziej niż on aktualnie jest. Kwadratura koła. A jego poszukiwanie siebie przypomina mi piosenkę Cell block tango z musicalu "Chicago" , a konkretnie ten jej fragment:
" (...) Kochałam Alvina Lipschitza bardziej niż mogłabym to opisać.
Był prawdziwym artystą… wrażliwy, malarz...
Wciąż próbował odnaleźć siebie. 
Wychodził każdej nocy, szukał siebie. 
Jednak na swojej drodze znalazł
Ruth, Gladys, Rosemary i
Irvinga
Można by powiedzieć,
że zerwaliśmy ze sobą z powodu różnic artystycznych.
On widział siebie żywym,
ja widziałam go
martwym."


Cóż, w naszym przypadku człowiek-sopel już jest zimny jak trup, i zawsze taki był, choć umiejętnie ocieplał swój wizerunek w poszukiwaniu korzyści na Tobie. Jeśli staje się to Twoim problemem,  znaczy się, że je znalazł i pokazuje Ci swoje prawdziwsze oblicze.

Chicago to zabawny musical, ale dla naszego dobra powinnyśmy uczynić tego drania - w przenośni oczywiście, nie dosłownie jak morderczynie z tanga -  dla nas martwym czyli nieistniejącym.


Zapewne spowodowane to jest jakimiś traumami, a może ktoś ot tak po prostu ma charakter skurwysyna - fachowe siły zajmują się profesjonalnym szukaniem przyczyn, że ludzie tacy są. No wiecie, dzieciństwo pozbawione bezwarunkowej miłości, zimna matka, zimny chów, trudne relacje, wykorzystywanie,  itp... Nawet jeśli zrozumiemy tego przyczyny, to jeszcze nie powód, by ich efekty miały nam niszczyć życie, co nie? Bowiem niewielka jest szansa, że taki człowiek się zmieni, a już żadna, że bez własnej do tego woli, chęci, i wysiłku w tym kierunku. A skoro on wygodnie się urządził w swej bryle lodu i znalazł w niej sposób na życie, to kto go z tego wyciągnie? Nie my. Nie Ty. Nie ja. Nie ona. O, i tamta też nie.  Choć on może robić takie wrażenie, a może naprawdę w to wierzy i tego oczekuje? Tak jak nie weźmie odpowiedzialności za to, że Cię zranił, tak nie weźmie jej za inne swoje działania. Odpowiedzialny zawsze będzie kto inny. W tej części tej historii, która dotyczy Ciebie - Ty.  Jeśli oczekujemy od niego ciepła to musimy wiedzieć, iż będziemy... oczekiwać do usranej śmierci. I mamy przesrane. Tak, tak, tego ekstrementowego słownictwa nie waham się tu użyć, gdyż to śmierdząca sprawa jest.




Jakie kobitki są najbardziej podatne na takie bajery? Fachowcy mówią, że te, które - jak nasz lodowy pan - też mają w sobie jakieś deficyty, przez co zamiast szukać szczęścia gdzie indziej, gdzieś gdzie chociażby mogą je znaleźć, ciągnie ich do emocjonalnie wybrakowanych mężczyzn. Cóż... może warto poznać siebie? Albo po prostu spierniczać, trudno, może i my też jesteśmy popaprane i mamy jakieś głębokie deficyty z dzieciństwa, ale...


"No i co z tego. Moja matka mnie nie kochała. No i co z tego. (...)Nie wiem, jak sobie dawałem radę przez te wszystkie lata, zanim nauczyłem się tej sztuczki. Zabrało mi to dużo czasu, ale jak już się nauczyłem, to na zawsze."
(A. Warhol)


No i co z tego.
Nie cofniemy czasu, ani niczego co już się stało/nie nadrobimy tego, co się nie stało. Nie mamy na to wpływu. I tak samo nie wydobędziemy tego pana z bryły lodu, choćbyśmy płonęły jak pochodnia i podpaliły sobą stos wysokości Pałacu Kultury. Czasem naprawdę zostaje tylko podejście filozoficzne,  bez gmerania w przyczynach, wytłumaczeniach, i to jest właśnie ta sytuacja:


"(...) jedno, co można zrobić, to podejść do rzeczy filozoficznie, czyli powiedzieć sobieSrał to pies. " (A.Sapkowski).


A my już  przecież ustaliliśmy, że to przesrana sprawa...




Biedne to stworzenie z wiecznym potencjałem, ale bez możliwości realizacji tegoż potencjału, dobrze się zapowiadające i... i tyle. Mężczyzna piękny obietnicami niby wypisany na ładną sumę czek bez pokrycia może zwrócić na siebie uwagę i zawrócić w głowie dobrze się zapowiadając: paniom-opiekunkom niby stereotyp: matki, pielęgniarki, przedszkolanki... Pomagaczkom, siłaczkom, naprawiaczkom świata całego, które w swoim mniemaniu - w odróżnieniu od sztafety kobitek przed nimi - wreszcie pomogą naszemu biduli. Przy nich on rozkwitnie. Rozmrozi się. Odczarują go. Połączenie naturalnych kobiecych cech takich jak opiekuńczość, łatwość poświęcania się wynika chyba z biologii i służyć ma przedłużeniu gatunku, ale nie samounicestwieniu jednostki kobiecej! Co sprawia, że całkiem mądrym babkom wyłącza się, również przecież biologiczny,  instynkt samozachowawczy- nad tym zastanawiałam się już w poście "Nie zależy mu na tobie" <klik>
a czemu jedne osoby tak umiejętnie żerują na innych w poście O wampirach emocjonalnych i książce o nich <klik>



Na dziś kończę powracając do początkowego tematu bajek i książąt na białych koniach ocalających księżniczki- bo ja to lubię takie historie:





Bądźmy bohaterkami swoich własnych historii. 

I nie zapominajmy troszczyć się same o siebie zamiast  oczekiwać, że jakiś książę nas ocali i  składać los w jego ręce. Bo co jeśli  zamiast księcia na białym koniu zajmie się naszym losem książę z lodu? 

2 komentarze:

Zachęcam do pozostawiania komentarzy i z góry za nie dziękuję :)
Zaglądam na blogi moich Komentatorów, i najczęściej również je obserwuję.
Komentarze zawierające link nie będą publikowane, potrafię Was znaleźć! :)