12 grudnia

12 grudnia

"O UZDROWIENIE I UWOLNIENIE"

Zapraszam na pierwszy tutaj reportaż.

I od razu tzw. drażliwy temat.

Ze swojej strony starałam się po prostu przedstawić jak było -  na tym zdaje się polega reportaż.

Wszystkie imiona zmienione.



Sobotni, grudniowy, deszczowy, ciemny wieczór. W mieście gminnym oddalonym od centrum Warszawy, jak informuje Wikipedia, o 34 km.

"W mieście, którego nazwiska nie powiem,
Nic to albowiem do rzeczy nie przyda,
W mieście, ponieważ zbiór pustek tak zowiem,
W godnem siedlisku i chłopa, i Żyda,
W mieście (gród, ziemstwo trzymało albowiem
Stare zamczysko, pustoty ohyda)
Były trzy karczmy, bram cztery ułomki,
Klasztorów dziewięć i gdzieniegdzie domki".
(I Krasicki, Monachomachia.)



Tak w drugiej połowie XVIII w. widział je biskup Krasicki.

Sanktuarium maryjne - nieduże, ale mieści grób świętego, osławionego cudami, samego założyciela zakonu czcicieli Maryi.
Msza uzdrawiająca w tym miejscu i jej przebieg pozostaje na razie niewiadomą: nie wiadomo, jak przebiega, czy będzie spektakularnie: płacze, krzyki, padanie na ziemię, modlitwa językami i inne, czy też nie. 
"Podczas nabożeństwa przed Najświętszym Sakramentem  modlimy się o uwolnienie z mocy ciemności, wszystkich, którzy  doświadczają niepowodzeń, nękania, dręczenia, tych którzy są ofiarami przekleństw czy są poszkodowani przez grzech bałwochwalstwa i okultyzmu. (...) Ponieważ wielu pielgrzymów przybywa z nadzieją uzdrowienia z własnych chorób  czy uzdrowienia swoich bliskich, gorąco prosimy Pana Jezusa aby także i w naszym czasie dokonał cudów swojej miłości."
Się zobaczy.
Na razie, już na wjeździe widać, że dość duży parking jest prawie całkiem zajęty: samochody osobowe i autokar.
O, nawet autokar jest. 
Ludzie taszczą ze sobą przeróżne składane stołeczki.
Jak do papieża.

Infrastruktura przyjazna pielgrzymom: za sanktuarium budynek mieszczący toalety, sklepik, muzeum: "Muzeum jest tak pomyślane, aby dzięki eksponatom i multimediom Święty „mówił” do współczesnego człowieka." informuje nas strona internetowa sanktuarium. "Niestety nie ma możliwości noclegu na terenie sanktuarium. Istnieje możliwość skromnych posiłków dla mniejszych grup po wcześniejszym uzgodnieniu."

Jesteśmy za pięć, w środku już tłoczno. Moja towarzyszka, Marzena, śmiało idzie do przodu. Ja za nią. Stajemy blisko ołtarza. Co to jest ten dziwny biały jakby stół po lewej? (Okazało się, że to grób świętego). Dlaczego kobiecina w ławce obok ma w torbie pięć półtoralitrowych butelek wody mineralnej? Inni też mają po kilka flaszek. Czy to będzie trwało tak długo? Czy ta ceremonia powoduje takie odwodnienie u wiernych?
Ksiądz Zdzisław, szczuplutki starszy pan, wita przybyłych wiernych, w tym dwie pielgrzymki zorganizowane: z Pomiechówka i Kozienic. Aha, to są dwa autokary. Mszę koncelebruje kapłan z jednej z tych pielgrzymek. Wygląda jak góra sadła z małymi oczkami. Dokładnie. Ale to chyba niechrześcijańskie porównanie.
Najpierw będzie różaniec. Marzena podaje mi różaniec. No tak, mówiła, żebym wzięła, a ja powiedziałam, że nie wezmę. Zimna, kamienna podłoga. Koleżanka Ewelina  to miała kiedyś operację kolana od klęczenia na zimnej, kościelnej podłodze. Nie możemy tego powtórzyć. Rzucam na podłogę nowy, piękny, ciepły szalik. Wśród wiernych słychać się lekką rywalizację kto załapie się na odmawianie kolejnych dziesięciu Zdrowaś Mario. Chętnych jest więcej niż dzisiątek różańca. 

Po różańcu zaczyna się msza. Jak na razie wszystko jak na zwykłej, z tym że na ołtarzu leży koszyk z małymi kopertami, co pewien czas ten i ów dodaje tam swoje trzy grosze. Tzn. swoją indywidualną intencję. Na pewno wspartą datkiem, bo inaczej po co koperty? I ile mogą wynosić te ich trzy grosze? Patrząc po wiernych - różnie. Od koszyka z kopertami odchodzi elegancka, dystyngowana  starsza pani. Pierścionki na palcach, zrobiona fryzura ani drgnie, coś jakby młodsza Irena Santor. Wraca na swoje krzesło. Chyba panuje tu jakaś hierarchia - po lewej stronie ołtarza, symetrycznie do grobu świętego stoją krzesła, na nich przeważają eleganccy ludzie, dalej ciżba tłoczy się w ławkach. Ludzie  z ławek proponują nam swoje rozkładane stołeczki. Rzecz do tej pory przeze mnie nie spotkana, podczas mszy panują raczej zasady "przepraszam, pan tu nie stał". Nie siedział znaczy się. A tu takie coś. Prawie czuć ducha pierwszych chrześcijan. Tylko nie jesteśmy w grocie. Ale podłoga i tak zimna. Rzeczywiście, to będzie cud, jak stołeczek, który mi się trafił, malutki jak dziecięcy, nie rozpadnie się pode mną. Cóż, lepiej źle siedzieć niż dobrze stać - siadam, nawet nie półdupkiem, a jego ćwiartką. 

Msza toczy się zwykłym rytmem, tylko od czasu do czasu ktoś kładzie swoją intencję w koszyku na ołtarzu. Kazanie. O czystości przedślubnej. O bałwochwalstwie. Bożkach. Popularny obrazek Żyda liczącego pieniądze to bałwochwalstwo. "Odwiedzałem po kolędzie pewną parę - mówi ksiądz Zdzisław. Okradziono ich, wszystkie pieniądze, które mieli na wesele. Wychodzę, a tam w przedpokoju wisi obrazek Żyda "Kto ma Żyda w sieni ten ma pieniądze w kieszeni" mówią mi ci ludzie. Zapomnieli, uśmiecha się łagodnym uśmiechem ksiądz Zdzisław, że wiosną ich okradziono."
Każdy tatuaż jest paktem z diabłem. Stare, pogańskie zwyczaje.
Pogoń za pieniądzem.

Z jakimi intencjami przyszli ci wszyscy ludzie naokoło?
Matka z dorosłym, już na oko widać, ze upośledzonym umysłowo synem - to chyba nie trzeba się już domyślać..
Jakiś pan w czarnych okularach i z białą laską.
Starsza, szczupła, wysoka kobieta: subtelna, drobna twarz, długie rzęsy umalowane czarnym tuszem, na głowie łysina poprzetykana kępkami krótkich włosów przywodząca na myśl nieopieprzone kurczę.
Młode małżeństwo siedzące u stóp ołtarza - może starają się o dziecko?
Eleganckie małżeństwo w średnim wieku siedzące z boku ołtarza, na krzesłach?
Choroba? Kłopoty z dziećmi? A może zdrada małżeńska? Przypominają mi Ewę i Andrzeja z serialu "Dom". Może stad myśl o zdradzie.
A kilka młodych, modnie ubranych kobiet?
Młode małżeństwa z dziećmi - jedno jest naprawdę małe i drepta pod ołtarzem.
Starsze kobiety w ławkach - pewnie chodzi o zdrowie. Swoje, dzieci, wnuków. Cała reklamówka pełna leków, którą jedna z nich trzyma pod ławką tylko to potwierdza.
Razem ze 300 osób. Średnia wieku jakieś 55+
Do komunii też bez przepychanek, zupełnie jak z tymi krzesełkami, każdy chce mnie przepuścić. Muszę wyraźnie kręcić głową, że ja nie. Nie, nie, ja nie stoję w kolejce. Rodzynka.
Msza dobiega końca.

Ksiądz odchodzi od ołtarza i zajmuje miejsce przy klęczniku przed nim.
Odnawiamy przyrzeczenia Chrztu.
"Czy wyrzekasz się szatana..."
Wyrzekamy się.
Ksiądz klęka.
Teraz będzie medytacja przed Najświętszym Sakramentem.
Rozważanie różańca.
Modlitwy o uzdrowienie  i uwolnienie od różnych chorób, na zasadzie litanii. Wymienianie ich wszystkich trwa co najmniej pół godziny. 
Jakie to dolegliwości?
Każde.
Lista jest długa.
Między innymi:
-choroby zębów i płaskostopie,
-masturbacja, pedofilia, homoseksualizm,
-pokusa depresji i rozpaczy,
-zranienia psychiczne i fizyczne w dzieciństwie,
- żal,
- zły dotyk, gwałt,
 -choroby kobiece, męskie,
- opóźnienie umysłowe.
Tajemnicze choroby ciała i ducha.
Wszystkie.

Poświęcenie wody, olejów, soli i dewocjonaljów.
Wyjmij wodę.
Wyjmuję.
Aha.
To po to miałam ją wziąć.
Tajemnica pięciu półtoralitrowych butelek w ławce po prawej, oraz jak się później okazało wielu innych,  rozwikłana. Niektórzy na moment poświęcenia odkręcają wszystkie swoje butelki.
Poświęcenie leków.
Masz leki?
Mam.
Wyciągam czerwoną, cekinową kosmetyczkę z lekami. Przewlekle to leczę się na nadciśnienie, ale w tej kosmetyczce noszę tylko proszki na ból głowy i biegunkę. Same podstawy. Ale też ważne. Strategiczne, rzekłabym.


Po poświęceniu ksiądz Zdzisław zachęca z łagodnym uśmiechem (tym samy, z którym mówił o okradzionej parze z Żydem w sieni) do składania świadectw.
Nikt się za bardzo nie garnie.
Ale podchodzi jakaś młoda kobieta, o zdeformowanej twarzy i wadzie wymowy, i mówi, ze jest już czterdziesty raz na pielgrzymce, i że jej nieuleczalna choroba, zakrzepica, już zaczęła się cofać. I jest pewna, że teraz zniknęła już całkiem.
Oklaski.
Dalej chętni się nie zgłaszają, mimo zachęty ze strony księdza Zdzisława, toteż ksiądz decyduje się przeczytać pisane świadectwo. Wyjmuje kartkę A4 w koszulce.
"Przeczytam świadectwo poczęcia."
[Co proszę?]
Słuchamy.
Para choć była zdrowa, nie mogła mieć dzieci, a po uczestniczeniu w tutejszych nabożeństwach spodziewa się potomka. Już niedługo, uśmiecha się ksiądz Zdzisław swoim łagodnym uśmiechem.
Może ktoś jeszcze?
Jednak.
Do mikrofonu podchodzi dość niechlujnie ubrana i uczesana kobieta w średnim wieku.
"Ja bym tylko chciała powiedzieć, że dla Jezusa zrobię wszystko. Mogę nawet stracić zdrowie. Byłam tu na nabożeństwie, i tak lało, i pioruny uderzały w sanktuarium, a ja mieszkam tu, niedaleko, i myślałam, jak ja wrócę do domu... i wyszłam, i szłam, i... kiedy doszłam do domu, nie miałam na sobie ani jednej mokrej nitki..." Głos się jej łamie.
"Chciałabym podziękować tutejszym księżom i księdzu parafialnemu Marcinowi, że mi pomogli. Ja widziałam gołębicę, i myślałam, ze mam coś z głową. Jeszcze długa droga przede mną. Dla Jezusa mogę wszystko, nawet stracić zdrowie."
Oklaski.
Może jeszcze ktoś?
Ksiądz patrzy wyraźnie w kierunku pary w średnim wieku po swojej lewicy, tej od Ewy i Andrzeja z serialu "Dom." Mężczyzna z uśmiechem kręci głową. Nie. "Może następnym razem" - uśmiecha się łagodnie ksiądz Zdzisław.
Pielgrzymka z Kozienic musi ruszać w drogę powrotną. Reszta wiernych garnie się do ołtarza, gdzie ksiądz dotyka głowy każdego.
Na twarzach widać uśmiech, ulgę.
Katharsis.
Coś się tu wydarzyło.
Ewa, ta od serialu "Dom" klęczy jeszcze przed grobem świętego.
Za tydzień msza dla małżeństw pragnących mieć dzieci z modlitwą uzdrowienia o dar potomstwa.
Za dwa tygodnie z modlitwą rodziców czekających na narodzenie dziecka.



5 komentarzy:

  1. Lek na ból głowy i biegunkę też warto poświęcić ;) Byłam na podobnej mszy u nas, zdaje się że z Armią Dzieci czy jakoś tak. Z początku byłam nastawiona sceptycznie, ale podeszłam z ciekawości. Po tym też jeszcze nie bardzo wierzyłam, jednak działa. Może bie od razu, ale działa. Od tamtego czasu pogłębiam wiedzę, modlę się więcej. Działa. Ile nieprawdopodobnych cudów się wydarzyło! Ile razy spadłam na 4 łapy, jestem spokojniejsza :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie byłam na takiej mszy, ale do kościoła staram się chodzić codziennie. Bardzo mi to pomaga zarówno psychicznie jak i ogólnie widzę, że wiele dobrego dzieje się w moim życiu :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie chodze na msze wiec dla mnie ciekawie cos takiego uslyszec. W sumie do Kosciola lubie chodzic kiedy nikogo w nim nie ma :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja akurat do kościołą nie chodzę, wierzę w Boga, ale nie mogę się przemóc by iśc do instytucji :(

    OdpowiedzUsuń
  5. Wierzę w Boga, ale Kościół jako instytyucja, zniechęca mnie do siebie. To bardzo przykre :(

    OdpowiedzUsuń

Zachęcam do pozostawiania komentarzy i z góry za nie dziękuję :)
Zaglądam na blogi moich Komentatorów, i najczęściej również je obserwuję.
Komentarze zawierające link nie będą publikowane, potrafię Was znaleźć! :)

Copyright © 2014 Wszystkie moje bziki , Blogger