25 czerwca

25 czerwca

JAK PROSTO TRAFIĆ DO NASZEGO POTENCJALNEGO KLIENTA: DRUKI ULOTNE :)




Na ich temat można by napisać prace naukowe - i takowe powstały (niech Was nie zmyli ta ulotna, "niepoważna" nazwa!)  Pierwsze na ziemiach polskich pojawiły się już w XVI w. i są przodkiem zarówno prasy jak i... ulotek.
Dziś o tym drugim.
Skoro już wyjaśniliśmy sobie etymologię tego słowa ("druki ulotne" czyli krótkotrwałe/ tymczasowe/ niewielkiej długości/dotyczące spraw bieżących), a jego znaczenia nikomu już chyba wyjaśniać nie trzeba możemy przejść dalej.

Albo nie. Najpierw -  wstecz:  trochę powspominamy. 

Dziś ulotka to przede wszystkim ulotka reklamowa, ale przez 9 lat mojego dzieciństwa (do 1989) niczego w tym kraju w żaden sposób reklamować nie trzeba było, bo i tak wszystkiego brakowało... Kojarzycie (kojarzycie???): sklepy z półkami, na których stał tylko ocet... 
Pierwsze reklamy w TV spotykały się z dużym zainteresowaniem i odzewem, pojawiły się też - najpierw po prostu leżące  w sklepach - ulotki. Gdzieś w klasie piątej podstawówki, czyli własnie w jakimś 1991-92 r. ja i moje koleżanki z klasy... zbierałyśmy ulotki, które dostępne były w drogeriach! Takie atrakcje miały 13 latki ćwierć wieku temu :) Szkoda, że ten zbiór dawno wylądował w śmieciach, dziś wiem, że druki ulotne stanowią znakomite źródło historyczne :) 

Dziś może powstać pytanie czy niewielkich rozmiarów zadrukowane kartki mają jeszcze rację bytu w świecie zdominowanym przez Internet, obraz - i to obraz ruchomy czyli filmiki - a jeśli już słowo pisane,  to to wyświetlane na ekranach komputerów.

Wg mnie: słowo drukowane na papierze, fizycznie dotykalne ma wciąż rację bytu. Jest to naprawdę szerokie i poważne zagadnienie, dlatego dziś odniosę się tylko do ulotek - będzie szybciej, krócej i prościej - jak na ulotce :)

Ale najpierw - słówko o tym, że krótkie,  drukowane słowo z rzeczową, jasną informacją w realu na jeszcze konkretną moc. Komu jak komu, ale mi nie można zarzucić, że jestem na bakier z Internetem, że nie potrafię w nim się poruszać i z niego korzystać. A jednak gdy parę lat temu szukaliśmy mieszkania do wynajęcia zamiast do Internetu udaliśmy się na przechadzkę po okolicy, w której interesował nas wynajem mieszkania, z wydrukowanymi ogłoszeniami. Czyli też swego rodzaju drukami ulotnymi :) Pamiętam, że uparłam się, by jedno ogłoszenie przykleić na drzewie w sąsiedztwie bloku, o którym myślałam, że byłoby idealnie, gdyby tam można było wynająć mieszkanie. Oczywiście to by było zbyt idealne by mogło się zdarzyć, ale musiałam powiesić również tam ogłoszenie. I traf chciał - że tak się stało! Obok tego ogłoszenia przechodziła bodajże siostra właścicielki mieszkania, i owa właścicielka sama do mnie zadzwoniła. A mieszkanie było własnie w tym bloku. Bloku małym, bo tylko na 30 mieszkań. A jednak udało się nam trafić w punkt, czyli w mieszkanie do wynajęcia tam. Dlatego w takich sytuacjach zawsze radzę tę, zadawałoby się starożytną. formę trafienia do potencjalnego odbiorcy naszego ogłoszenia.
Trochę podobnie rzecz ma się z ulotkami.

Chociaż w internecie jest wszystko - i również własnie dlatego - ktoś musi trafić do nas, na naszą stronę internetową/ do naszego sklepu/na bliższe informacje o nas i naszej działalności/produkcie.  I właśnie ten kawałek papieru może mu w tym pomóc. O ile rozdawacze ulotek (choć chyba jest ich coraz mniej) wciskają na siłę wszystko masie przypadkowych przechodniów  o tyle w miejscu naszej działalności/ na targach/ wystawach itp. dobrze jest umiejętnie je wyeksponować - czemu może służyć stojak na ulotki - i pozostawić je do zabrania zainteresowanym tym przechodniom/ uczestnikom. 
Czy jest bardziej bezpośrednia, krótsza, prostsza droga trafienia do naszego potencjalnego klienta? Ulotka -  krótka, rzeczowa informacja, najważniejsze dane, kontakt - to nitka do kłębka, jakim jest nasza działalność, po którym potencjalny klient może do nas trafić bez pudła. 




2 komentarze:

  1. Fajnie sprawdzaja sie ulotki, mysle ze docieraja tez bardziej do starszego pokolenia ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Myślę, że wszystko zależy od naszego podejścia. Zawsze dostając jakąś ulotkę w szkole, sklepie zapoznaje się z jej treścią; najsmutniejszy jest widok osób, które od razu po otrzymaniu takiego druku zgniatają go w ręce bądź wyrzucają do kosza nawet nie spojrzawszy...
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń

Zachęcam do pozostawiania komentarzy i z góry za nie dziękuję :)
Zaglądam na blogi moich Komentatorów, i najczęściej również je obserwuję.
Komentarze zawierające link nie będą publikowane, potrafię Was znaleźć! :)

Copyright © 2014 Wszystkie moje bziki , Blogger