czwartek, 19 kwietnia 2018

Wycieczkowo:rodzinne strony H. Sienkiewicza-Wola Okrzejska,Okrzeja,Wola Gułowska

W tym sezonie możecie się spodziewać takich wycieczkowych postów z serii nazwanej przeze mnie roboczo Pyza na polskich dróżkach. 






Pyza z tego co pamiętam była Łowiczanką,  ja mieszkam na Mazowszu, ale hen od Łowicza, a opisywana dzisiaj wycieczka dotyczy Ziemi Łukowskiej - dużo bliższej mojemu miejscu zamieszkania niż rodzime strony Pyzy, ale jak wszystko dobrze pójdzie to już w maju możecie spodziewać się co najmniej dwóch tego rodzaju postów z okolic znacznie bliższych Łowiczowi. Sam Łowicz zwiedzaliśmy oczywiście też, ale jeszcze w czasach, gdy nie miałam ani bloga, ani aparatu cyfrowego. Zresztą Łowicz kojarzy mi się z innym polskim noblistą, Reymontem, który w okolicach  Łowicza pracował na kolei i tam pisał swoich "Chłopów", którzy tam właśnie sobie mieszkali.
I tak oto płynnie z tematu Sienkiewicza i jego rodzimych okolic przeszłam do wstępu o Łowiczu i Reymoncie. 
Siadaj, pała.
Wypracowanie nie na temat.

Na szczęście to nie szkoła, a Wszystkie moje bziki, i już wracam, surowo połajana przez się, do tematu z nagłówka posta.

Też szkolnego poniekąd, albowiem lista lektur obowiązkowych pióra Sienkiewicza, przynajmniej za tzw. moich czasów (czyli wieki temu, coś jak wczesny pelejstocen) była długa. Długaśna właściwie. 

Jedno o opisywanej wycieczce i utrwalonych poniżej na fotografiach miejscach już na wstępie mogę Wam powiedzieć: oprócz tego, że sprzyjała nam aura pierwszego ciepłego, słonecznego wiosennego weekendu, to nudą też nie wiało!


Powitał nas widok uroczego dworku, dziś Muzeum Henryka Sienkiewicza w w Woli Okrzejskiej, w którym urodził się i w dzieciństwie mieszkał Noblista...



...otoczonego nie mniej uroczym, choć jeszcze przedwiosennym, parkiem...






...w którym znajduje się ciekawa planszowa wystawa plenerowa:



Jedna jej plansza spowodowała, że i ja cofnęłam się do swojego dzieciństwa, przypominając sobie, jak moja mała młodsza siostra bawiąc się klockami wygłaszała przemowę do swoich wyimaginowanych przyszłych  wyborców karmiąc ich typową kiełbasą wyborczą i obiecując cuda na kiju, jeśli zagłosują na naszą partię. 
Mały Henryk natomiast do swoich wyimaginowanych słuchaczy wygłaszał kazania i straszył piekłem. Swój chłopak. Bawiłybyśmy się z Henrysiem! 




W dworku znajduje się ciekawa ekspozycja i możemy liczyć na interesujące i sympatyczne oprowadzenie po niej i pamiątkach po Sienkiewiczu, których niebawem znów jeszcze przybędzie jak się dowiedzieliśmy:




Karta rękopisu "Potopu":



Pisarz przy pracy:





Ładna książeczka, co nie:



Pokój poświęcony ekranizacjom prozy Sienkiewicza:



Fortepian nadal gra:




Pokój, w którym wg wszelkiego prawdopodobieństwa urodził się Henryk Sienkiewicz.
Powiem Wam tyle: może i omijałam opisy przyrody w "Pustyni i w puszczy" (ale kto tego nie czynił niech pierwszy teraz powie mi: "Jesteś niegrzeczna!"),  może i od wszystkich dzieł Sienkiewicza wolę "Lalkę" Prusa oraz "Ziemię obiecaną" Reymonta, ale - nie sposób nie czuć wzruszenia w takim miejscu, w którym urodził się człowiek, który napisał więcej niż niejeden tzw, statystyczny Polak w życiu przeczyta, ma dodatek piękną, wydaje się, że nie starzejącą się polszczyzną wziąwszy pod uwagę to, iż każde z jego dzieł liczy sobie ponad setkę lat. 




Na dodatek po odwiedzeniu tego miejsca oprócz wielkiego szacunku i podziwu dla  człowieka, który w taki sposób władał piórem - który to podziw zawsze mam względem pisarzy - nabyłam przekonania, że był również nietuzinkowym człowiekiem, z interesującym  życiorysem i ciekawą osobowością. Kiedy chodziłam do piątej klasy i czytałam nowelę "Sachem", to tak jakoś o tym nie pomyślałam...  



W moim odczuciu w Muzeum oprócz znajdującej się tam ciekawej ekspozycji i autentycznych pamiątek po Sienkiewiczu panuje genius (nie dziwota, że urodził się tam tak utalentowany człowiek, a może własnie dlatego) loci, który czyni to miejsce ciekawym i... sympatycznym. Jego otoczenie i park również jest takim miejscem. 


Życzę jak najlepiej temu miejscu!!!


Słowem znalazłam tam wszystko, czego brakuje mi w miejscu urodzenia naszego muzycznego geniusza czyli w Żelazowej Woli, w której co pewien, teraz coraz dłuższy,  czas bywam od małego, i  która ma co prawda ładne otoczenie, ale sam dworek - wg mojej wiedzy sprzed kilku lat, kiedy ostatnio tam byłam, ale może niebawem znów tam zawitam - jest zimnym, pozbawionym fizycznych eksponatów miejscem z multimediami, a architektura wybudowanego/wywalonego tam na iluś lecie centrum wszystko przytłacza i w ogóle mi się nie podoba!

Dobra, wracamy na Ziemię Łukowską...

W następnej kolejności udaliśmy się do kościoła w Okrzei...



...ufundowanego przez prabababkę pisarza...


... a w którym on był chrzczony:




To chyba jedyna świątynia - przynajmniej jedyna, z tych, które ja dotąd widziałam (a trochę ich było) gdzie na suficie można zobaczyć... Obronę Jasnej Góry! No tak. 



I teraz żałuję, że nie przedstawiłam Wam tutaj naszej wycieczki i zwiedzania Częstochowy półtora roku temu! Bowiem gdy gapiłam się w tenże sufit znów uderzyła mnie myśl, i zrozumiałam, że



Wszystko jest powiązane ze wszystkim.


Dobra, schodzimy z sufitu na ziemię, a na niej...

Następnie udaliśmy się na cmentarz, gdzie jest pochowana matka pisarza.



Nie zapytałam w Muzeum o miejsce pochówku ojca Sienkiewicza, nie mogłam nic na ten temat znaleźć w Internecie,  już zaczynałam węszyć jakiś skandal, jak to możliwe, że nie mogę dowiedzieć się niczego o ojcu pisarza, wszak sukces ma wielu ojców a porażka jest sierotą, a ja nie mogę znaleźć nawet jedynego ojca tego Sukcesu, jakim bez wątpienia jest Noblista! Co jest grane? Zagadnienie to nie dawało mi spokoju i  męczyło mnie tak bardzo, iż po kilku dniach od wizyty odezwałam się z tym pytaniem do FP Muzeum na FB   kiwając nad sobą głową, że trudno, za chwilę ktoś po drugiej stronie ekranu weźmie mnie za niezłego czubka. 
Nic takiego się nie stało, i dostałam odpowiedź na moje pytania! Ojciec pisarza pochowany jest na warszawskich Starych Powązkach, i wywnioskowałam również z niej, że moje poszukiwanie skandali było przedwczesne... Za udzielenie odpowiedzi i te informacje, a także za nie wzięcie mnie za czubka w tym miejscu dziękuję jeszcze raz Panu Dyrektorowi Muzeum. 



Po odwiedzinach na cmentarzu weszliśmy na Kopiec Sienkiewicza...


...z którego roztaczały się piękne, wreszcie wiosenne, widoki na pola, na których zaczęły się właśnie polowe roboty






Ostatnim punktem naszej wycieczki była Wola Gułowska, związana z Sienkiewiczem o tyle, że swego czasu rodzice dzierżawili tam ziemię w sąsiedztwie klasztoru Karmelitów i należącego do niego kościoła obecnie Sanktuarium Matki Bożej Patronki Żołnierzy Września (niestety nie widzieliśmy tam tego, co lubię najbardziej- podziemi)...






...gdyż są to okolice bitwy pod Kockiem, ostatniej bitwy Kampanii Wrześniowej.
A tak się składa, że Moja Osoba Towarzysząca naszych wycieczek i życia w ogóle jest autorem książki dotyczącej tejże Kampanii i siedzi w historii wojskowości.
Nie mogliśmy zatem nie dotrzeć (i z tego powodu np. nie możemy również ominąć żadnego znajdującego się na naszej drodze - wybudowanego w dowolnym czasie i przez wojsko dowolnego kraju- bunkra) do Woli Gułowskiej i  Muzeum Czynu Kleeberczyków:






Pytanie dlaczego w niektórych miejscach nigdy nie dzieje się nic, a np. pod Kockiem miały miejsce dwie bitwy (również w 1809) pozostawiam otwarte, i nie wiem, jaka dziedzina (Historia? Geografia? Filozofia? Zwykły fatalizm? ) miałaby pomóc w odpowiedzi na nie.




Polecam Wam taką wycieczkę i wizyty w w/w tak interesujących i historycznych choć nieoczywistych i nie obleganych przez turystów miejscach, skromnie przycupniętych na styku Mazowieckiego i Lubelszczyzny!

14 komentarzy:

  1. Ja bardzo lubię takie zakątki które nie są oblegane przez turystów :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Odpowiedzi
    1. myślę, że w tym sezonie możesz na nie liczyć :)

      Usuń
  3. No ja nie przepadam za tym autorem, ale z chęcią odwiedziłabym Muzeum i resztę sienkiewiczowskich miejsc :) Kopiec obowiązkowo, lubię kopce ;)

    A jeżeli chodzi o historię z Twoją siostrą, to powiem jedno - tak trzeba żyć ;) Karmić kiełbasą i w ogóle ;) Choćby wyimaginowanych czytelników... eee...wyborców ;) ;) ;)

    OdpowiedzUsuń

Zachęcam do pozostawiania komentarzy i z góry za nie dziękuję :)
Zaglądam na blogi moich Komentatorów, i najczęściej również je obserwuję.
Komentarze zawierające link nie będą publikowane, potrafię Was znaleźć! :)