10 września

10 września

ŁÓDŹ: OFF PIOTRKOWSKA, KNAJPY I ULICA PIOTRKOWSKA NOCĄ

Tym razem do Łodzi trafiliśmy z powodu See Bloggers, w którym brałam udział. Miało to miejsce na samym początku wakacji (pogoda wtedy nie dopisała, co możecie zobaczyć na zdjęciach), jednak  kolejne atrakcje wakacyjne spowodowały, że dopiero teraz usiadłam do tego wpisu.




Miejsca większość z Was nie poznała


teraz przedstawię je i pokażę Wam bliżej.

Swego czasu patrząc po IG wywnioskowałam, że chyba już każdy był w OFF PIOTRKOWSKA. Niezależnie kim jesteś, w dobrym tonie jest się tam pojawić, sfotografować, i zlokalizować.
Bardzo mnie zaciekawiło to miejsce, i zarwałam wieczorny program See Bloggers, by zamiast tego udać się z małżonkiem w tzw. miasto, co było pomysłem bardzo dobrym i sprawdza się już od czasu, kiedy na studiach zamiast na lektorat łaciny pojechałam z nim na targi koni na Służewiec.

Żeby nie było - to moje zdjęcia i pierwsze wrażenia (drugich na razie nie ma), z jednego i to niecałego wieczoru spędzonego między dwoma intensywnymi dniami konferencji. By ogarnąć  chociażby wszystkie znajdujące się tam knajpy potrzeba by co najmniej dwóch długich wieczorów... 


Co  to OFF PIOTRKOWSKA?

"OFF Piotrkowska to unikalny w skali ogólnopolskiej projekt skupiający przedstawicieli przemysłów kreatywnych. W jednym miejscu swoje podwoje otworzyły pracownie projektantów mody, designu, architekci, kluby muzyczne, restauracje, przestrzenie wystawiennicze, sale prób, showroomy, concept store i klubokawiarnie. Przy Piotrkowskiej 138/140 powstał najmodniejszy dziś w Łodzi punkt na kulturalnej mapie miasta. Na terenie dawnej fabryki bawełny Franciszka Ramischa realizowany jest projekt, którego celem jest stworzenie alternatywy dla głównego konsumenckiego nurtu, kształtującej ten obszar na wzór bohemy tętniącej życiem tylko w sobie właściwym tempie."
http://offpiotrkowska.com/

Więcej możecie sprawdzić sobie u źródła, na w/w stronie www


Prawda jest taka, że dla przeciętnego zjadacza chleba (nawet pozującego na co innego, ale to zaraz) miejsce to to przed wszystkim knajpy.
My zawitaliśmy do dwóch.

Wchodząc przez bramę od ul. Piotrkowskiej mamy do wyboru dwie strony zabudowań.
Najpierw udaliśmy się wprost, czyli po lewej stronie byłej fabryki.




Wśród co najmniej trzech znajdujących się tam lokali utrzymanych mniej więcej w tym samym klimacie wybraliśmy knajpę SPALENI SŁOŃCEM.



wnętrze nie było zachęcające



ale od razu powiem, że szybko całkowicie się zapełniło.

Poniżej zapodaję Wam zdjęcia z tego miejsca.
Ceny przystępne. Dużo młodych ludzi wyglądających nie tyle na dorobku, co modnych. Dużo na nich czerni, mroczne klimaty.
Młodzi, wymuskani panowie w ładnych sweterkach i z laptopami.
Młodzież wyglądająca na uczelnianą i ich starsi mentorzy. 
Wydziarana alternatywa na spotkaniu zorganizowanym, pijąca wódeczności i słuchająca z dużego głośnika "Last Christmas."
Ściany takie, że nawet ja brzydziłam się o nie oprzeć.
Wystrój wnętrza nawiązujący do fabrycznych tradycji z PRL-u i świadczący o tym, że moda na meble ze śmietników/jak ze śmietników (znana mi chociażby z Pawilonów na tyłach warszawskiego Nowego Światu), trzyma się nadal dobrze.















To, co ja tam czułam to moda, pozerstwo, pretensjonalność, silenie się na oryginalność.

Byłam w podziemiach Browaru Grudziądz zanim go niestety zburzyli. Pełnym stałych klientów potocznie zwanych żulikami, w kreszowych dresach, pijących piwo Karpackie.
Na studiach chadzałam do lokalu "Rybitwa"  nad Wisłą, za nowym BUW-em, gdzie dziś stoi Centrum Kopernika, pozostałości po PRL-owskim tzw. szlaku orlich gniazd, który to lokal był aluminiową budą, gdzie piwo królewskie kosztowało 3,60. Bywali tam studenci, doktoranci, trafiali się i profesorowie. Oraz stali klienci, mieszkańcy Powiśla, w tym jeden w kreszowym dresie, komentujący to, co widział na małym telewizorku na barze.
Tamte miejsca były... po prostu były. Autentyczne. Jak ich klientela, która w przypadku Rybitwy miała przedstawicieli wśród przeróżnych grup społecznych.



Zmieniliśmy zatem stronę fabryki i udaliśmy się drugą




a tam



inny świat.






zupełnie inny charakter knajp.

Inna klientela.

Tu jest już raczej tak, jak z sobotniego smsa mojego kolegi, który napisał o jednym z lokali warszawskich:
dostałem tam surówkę w słoiku, frytki w doniczce i mieloniaka za 36 zł

Marian, tu jest jakby luksusowo.

Też pretensjonalnie, ale jakoś inaczej. Prawdziwiej.

I nie strach oprzeć się o ścianę.












Podsumowując: ciekawe miejsce, cieszę się, że tam byłam.
Uwielbiam postindustrialne klimaty, dawne fabryki i czerwoną cegłę.
Myślę, że wśród niezliczonej przez nas ilości knajp każdy znajdzie tam coś dla siebie.
Jak możecie wywnioskować mnie to miejsce nie uwiodło, a równocześnie jest w nim coś  tak pociągającego, że odwiedziłabym je drugi raz.
Polecam wizytę tam choćby dlatego,żeby samemu nabyć jakiś wrażeń i opinii na temat.
Ja mam do niego dokładnie taki sam stosunek jak do miasta Łodzi: ambiwalentny.
Jest też takie jak Łódź: z fabryczną historią, interesujące, pełne miłych dla oka i eleganckich miejsc odzyskanych dla swoich nowych ról, a obok totalny obskur.

Na koniec kilka kadrów ze spaceru Piotrkowską i widok na nią z... z miejsca, które jeszcze Wam tu pokażę.















5 komentarzy:

  1. W sumie w Łodzi jeszcze nigdy nie byłam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie przepadam za offem, za to Piotrkowską bardzo lubię.

    OdpowiedzUsuń
  3. nawet nie wiesz jak się cieszę, że piszesz otwarcie, że spaleni słońcem to stolica lansu i bansu. Osobiście jak ognia unikam OFFa, natomiast ponownie widzę świetne zdjęcia łodzi okiem "przejezdnych" .... ach kiedyś to tam się działo, ćwieki, skóry i ciężkie buty

    OdpowiedzUsuń
  4. W Łodzi byłam tylko raz. Mój przyjaciel przeprowadził mnie po takich knajpach, że byłam w cięzkim szoku, że takie klimatyczne miejsca w ogóle istnieją – były całkowicie inne niż te, do których przywykłam w Krakowie :) Ale wydaje mi się, że OFF Piotrowskiej jeszcze wtedy nie było ;)

    Tak, czy inaczej do Łodzi mam ogromny sentyment :)

    OdpowiedzUsuń

Zachęcam do pozostawiania komentarzy i z góry za nie dziękuję :)
Zaglądam na blogi moich Komentatorów, i najczęściej również je obserwuję.
Komentarze zawierające link nie będą publikowane, potrafię Was znaleźć! :)

Copyright © 2014 Wszystkie moje bziki , Blogger