10 marca

10 marca

Czy masz obowiązek znać się na wszystkim?


I możliwości?

W czasach z jednej strony coraz węższych specjalizacji, a z drugiej mody na "wielozadaniowość", "multitasking", itp.?

Przepraszam, czy jest wśród nas Leonardo da Vinci, geniusz znający się na wszystkim, alfa i omega współczesnych czasów? Czy widzę ręce w górze?


Inspiracją do napisania tego posta jest, a jakże, i niejednokrotnie, samo życie.


Od pewnego czasu zbierało mi się na taki wpis, a dziś w końcu postanowiłam go popełnić. 
O co mi chodzi: o sytuacje, w których na zasadzie "Polak potrafi" zabieramy się do rzeczy, na których się nie znamy. W imię oszczędności, która okazuje się oszczędnością pozorną i jest w istocie skąpstwem, pazernością, lub z powodu niedostatecznej ilości samokrytyki, i własnie nie-wiedzy, czego dane zadanie będzie od nas wymagało. 


O jakich obszarach życia mówię? A o wszystkich.

No wiecie, każdy Polak jest lekarzem, a w sezonie i doraźnie, w zależności od bieżących wydarzeń w TV: trenerem skoczków narciarskich/selekcjonerem piłkarskiej reprezentacji Polski/himalaistą/historykiem/politykiem/prawnikiem/wybierz dowolne: konsultantem i ekspertem w wybranej dziedzinie. 

I właśnie o coś takiego - przeniesionego z poziomu komentowania telewizora i ewentualnych eksperckich kłótni rodzinnych przy kotlecie na poziom brania w swoje ręce spraw, na których się nie znamy/niewystarczająco się znamy - mi chodzi. 


Ja nie umiem np. wymienić baterii w kuchni czy w łazience (no wiecie, kran i wajchy). Czy to wstyd? No chyba nie, bo jestem kobietą.  Nie mam obowiązku tego umieć. To oczywiste, że muszę kogoś poprosić o przysługę bądź zapłacić za usługę, a wcześniej to w ogóle znaleźć kogoś, kto mi to sprawnie i jak najszybciej zrobi. Kto sam chodzi wokół takich spraw może w tym momencie przypomnieć sobie, jak bardzo takie małe sprawy potrafią być upierdliwe, a już nagromadzenie ich to wielki ból głowy. Ale już czy mężczyzna nie powinien z reguły znać się na takich sprawach? Co jest lepsze: szukać pomocy, czy udawać, że da się radę, i napytać sobie jeszcze większej biedy?


Gdyby ktoś podejrzewał co innego: ja nie jestem też mechanikiem samochodowym. Co tam mechanikiem, nie startowałam nawet z samodzielną wymianą wycieraczek i żarówek. Chociaż znajomy powiedział mi, że to przecież się samemu robi. I wiecie co? Wymiana wycieraczek u mechanika samochodowego zajęła mi (a raczej mu) ze dwie godziny, bo się okazało, że uszkodził się cały mechanizm, a nie tylko oderwało pióro, i najpierw mechanik szukał mi po mieście stosownych wycieraczek, a potem jeszcze zmienił wszystko co trzeba, i to też chwilę potrwało. Wydałam może 50 zeta. I dobrze, cieszę się, że nie udawałam Zosi-samosi bo sama bym tego nie zrobiła. Drugi przykład: wymiana żarówki w samochodzie. Znów komentarze, że to się robi samemu. Ja nie potrafię. Od razu pojechałam do mechanika. "To potrwa 10 min." Nie, to jemu zajęło godzinę, bo było strasznie trudno się dostać do tej żarówki. W życiu sama bym tego nie zrobiła. Wydałam 30 zeta. Nie żałuję. To było miesiąc temu. Ja do dziś bym wymieniała tę żarówkę. Wiem, że ktoś by to zrobił sam. Ale nie ja. Nie ma co udawać, że i to potrafię. Byłoby też to nieco taniej. Ale wiecie co: jeśli nie dorobię się milionów- to nie przez te wydatki. Jak się nie znasz, to zapłać. I wymagaj. Niech ktoś zrobi to lepiej, szybciej, skuteczniej i bez Twojego bólu głowy.


To pierwsze z brzegu, proste, prozaiczne, ale i bardzo życiowe przykłady tego, o co mi chodzi. Jeśli jeszcze nie macie do czynienia z owymi na pozór żadnymi, upierdliwymi sprawami w całej ich mnogości,  która składa się na nasze bytowanie to kiedy (czego Wam nie życzę) zobaczycie u siebie w kuchni lub łazience fontannę, i to na Waszej głowie będzie coś z tym zrobić, wspomnicie me słowa.

Kto z Was kojarzy śpiewaczkę z serialu Alternatywy 4 i jej męża, który postanowił sam naprawić jedną odstającą klepkę w parkiecie? Sam będzie potrafił, umie, ogarnia, w końcu co to jest jedna klepka!  Przypominam, że w rezultacie zdjął na zasadzie domina całą podłogę w pokoju.
Albo też z tego serialu ( scenarzyści znali życie!) gościa weselnego, który "ja się na tym znam" i poszedł  "naprawiać" hydraulikę w całym pionie, po kolei robiąc potop w każdej łazience, aż rozwalił wszystko, i woda wybiła na ulicy?

Wiem, że są ludzie, którzy, umieją wszystko to, za co się zabierają, majsterkowicze, talenty, złote rączki w dziedzinie dowolnej. I nasze szczęście, jeśli możemy na kogoś takiego liczyć Ale zaznaczam, w tym poście nie o takie przypadki mi chodzi. I nie jest raczej możliwe, żebyśmy prywatnie znali wszystkich specjalistów oraz mogli prosić na zasadzie przysługi o wszystko!

Chodzi mi o te przypadki, w których ludzie z - w moim odczuciu źle pojętej - oszczędności tudzież braku samokrytyki lub  braku wystraczającej (level: nawet nie wiem, że nie wiem) wiedzy zabierają się za rzeczy, na których się nie znają, często narażając się (lub co gorsza i innych, ufnych w ich znawstwo)w rezultacie na jeszcze większe tarapaty i wydatki.

Tymczasem może danie zarobić profesjonalistom oszczędzi nam czasu, nerwów, niepotrzebnych błędów? 

A co jeśli nie chce Ci się, bo ja wiem, nawet umyć okien (czyli coś, co średnio inteligentna małpa powinna umieć wykonać): czy działający rynek takich usług nie świadczy o tym, że ktoś za pieniądze zrobi to za Ciebie? Czy chodzić na pedicure do kosmetyczki jest bardziej nieodzowne niż wynajęcie kogoś do mycia okien? Czy masz obowiązek robić wszystkie rzeczy, które byś potrafił? Twoja sprawa, Twój portfel, Twój styl życia. I o ile to czy sami umyjemy okno, czy umyjemy je idealnie, czy komuś za to zapłacimy, a może będzie dalej brudne, i kto nam zrobi pedicure nie jest wg mnie życiowym wyborem, tak nie korzystanie z usług profesjonalistów w daleko bardziej ważkich kwestiach jest dla mnie niezrozumiałe. 

Nie rozumiem niechęci do udawania się do specjalistów w swojej dziedzinie, dajmy na to, bo ja wiem, problemów w sądzie/pracy, ale oszczędności na choćby jednorazowej poradzie prawnej - bo tak jak zostało to napisane, myślę tutaj o wszystkich dziedzinach życia. 

Gdzieś pomiędzy wykonaniem artroskopii kolana a umyciem okna jest wszystko to, co umiemy/nie umiemy/jesteśmy w stanie ogarnąć/ nie ogarniemy ni chu chu/ogarniemy, ale nam się nie chce/nie wiemy, czy ogarniemy/ogarniemy, ale będzie to nas kosztować więcej czasu, nerwów, zachodu niż kiedy zatrudnimy do tego profesjonalistę.

W samym tylko mijającym tygodniu miałam co najmniej dwie sytuacje, które znowu skłoniły mnie do takich przemyśleń: jedna dotyczyła samochodu, a druga: bloga i blogowania. 

Tu o tej drugiej: nosiłam się z chęcią przejścia na własną domenę, ale czytałam straszne opisy dziewczyn, które przezywały tragedię, dramat "płakałam 2 tygodnie" bo myślały, że cała ich dotychczasowa praca i blog poszły w niebyt kiedy robiły to same. Potem dziękowanie jakiemuś znajomemu, który pomógł i je jakoś cudem wyratował z tej sytuacji pełnej grozy. A ile jest takich przypadków gdy już nie dało się pomóc, i wszystko poszło w pizdu? Albo ktoś nie ma takiego znajomego? Horror. 

Aż w książce Jasona Hunta Bloger i social media (o której jeszcze chcę Wam napisać) znalazłam polecenie firmy, która prowadzi hosting, można u niej kupić domenę, przenosi blogi na  swoje serwery, itp., itd., nawet nie wiem co jeszcze. Profesjonaliści.

Zaufałam tej opinii i poleceniu.

Odezwałam się do tej firmy. Kupiłam domenę. Zdecydowałam się ją zmienić. Firma ma na swojej stronie poradnik o zmianie domeny, znalazłam też instrukcję na jakimś blogu. Zmiana wymagała ode mnie, już jako ostani krok, wklepania dwóch kodów. Nie dałam rady. A zaznaczam, że spotkałam się z wpisami blogerek, że np. przerosło je samodzielne dodanie wtyczki FB na bloga czy inne rzeczy, które ja zrobiłam sama. Czułam się jak niemota, nie umiem wklepać dwóch kodów, nie ogarniam, co było robić, napisałam kolejnego maila do w/w firmy. Jej pracownik mi pomógł, ale w międzyczasie odpisał, że prosi o cierpliwość, "bo trwa diagnozowanie problemu". Czyli, pomyślałam sobie, może to nie ja jestem niemotą, bo jest jakiś problem, którym nie jestem bynajmniej ja. Byłam spokojna, czekałam, sama nic nie cudowałam, wiedziałam, że nic nie zepsułam. Udało się. Bez rozpaczy i płaczów, mam teraz swój adres bloga, a tak długo się bałam tej procedury.  Kosztowało mnie to... 12,30 PLN. Słownie: dwanaście zeta trzydzieści groszy. Tyle, co kupienie domeny. I znowu refleksja: jak się na czymś nie znasz, boisz się, zatrudnij profesjonalistę.

Ale planuję napisać o moich przenosinach na własną domenę, i wtedy i ja polecę Wam tę firmę. Bez żadnej współpracy, bezinteresownie i z czystym sumieniem, bo wiem, że pracują tam prawdziwi profesjonaliści. 

Bo oprócz tego, że czasem naprawdę warto od razu się do nich (prze-różnych specjalności, tu wspomniałam o zaledwie kilku przykładach!) udać i samemu nie kombinować,  to warto również zasięgnąć języka, poszukać w Internetach, poczytać opinie gdzie można tych profesjonalistów znaleźć (aby ominął nas syndrom programów TV w rodzaju "Usterka" i groza nawet przypuszczenia, że możemy trafić na  dyletantów!).



P.S.:

Odpowiedź na pytanie z tytułu posta:

Nie masz obowiązku.




26 komentarzy:

  1. Jak dobrze, że są jeszcze profesjonaliści. Nie raz bym zginęła. Niektórzy się dziwią, że chodzę z grzywką do fryzjera, ale ja mam do tego dwie lewe ręce i oczopląs. Kiedyś próbowałam 6letniej córce obciąć grzywkę i to dzień przed sesją zdjęciową w przedszkolu, to mi do dziś wypomina. Od tamtego czasu nie chwytam się za to, czego nie potrafię. Dużo rzeczy nie potrafię i nie martwię się o to. Powodów do zmartwień i tak nikomu nie brakuje ;) Domenę przenosiła mi Karolina, za co jestem jej bardzo wdzięczna :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też chodzę z grzywką do fryzjera. Kiedyś chciałam obciąć grzywkę samodzielnie w lusterku no i (na szczęście lekko) wbiłam sobie nożyczki w czoło. Ot taka historia ;) wolę zapłacić te parę groszy komuś kto się zna.

      Usuń
  2. Akurat pamiętam ten fragment filmu, o którym wspomniałaś :)
    Szczerze, to wolę pracować, robić swoje, zarabiać i w razie potrzeby wynająć fachowców, a nie bawić się w coś, co nie jest moją dziedziną :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się z Tobą co do joty! :) A filmy super :)

      Usuń
  3. Stosuję zasadę - nie znam się to się nie wypowiem :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja to bym się tak chciała na wszystkim dobrze znać ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. nie da sie być ekspertem w każdej dziedzinie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie ma ideałów, więc nie ma osoby, która jest dobra dosłownie we wszystkim. Nie da rady być eskpertem w każdej dziedzinie.

    OdpowiedzUsuń
  7. Z mechanikiem trzeba być ostrożnym, wielu znajomych się dało naciągnąć, bo spec chciał więcej zarobić. Warto jednak, choć trochę się orientować w temacie, żeby nie dać się oszukać ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przede wszystkim to trzeba wiedzieć gdzie się udać po tę fachową pomoc - żeby uniknąć takich właśnie sytuacji. Znać się na tych specach - o tak, to jest potrzebne nam znawstwo :) Ale jak stoisz pod ścianą, np. jeśli chodzi o tegoż mechanika: stoisz dosłownie na drodze, daleko od domu, no to już nawet nie masz wyboru :)

      Usuń
  8. Mi sie wydaje, ze czasem powinnam umieć wszystko a już przynajmniej znać odpowiedzi na wszystkie pytania moich dzieci. ;-)

    OdpowiedzUsuń
  9. W stu procentach się z Tobą zgadzam :) Mnie strasznie denerwuje kiedy ludzie udają, że znają się na wszystkim. :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja niestety mam upartą naturę i niekiedy sama próbuje coś zrobić a potem tego żałuje haha. Mądry człowiek po szkodzie. Coraz częściej jednak powierzam zadania innym ,którzy się znają. I szczerze mówiąc mam gdzieś to, że nie znam się na wszystkich. Ba ! Tak naprawdę w niczym nie jestem ekspertem :D Ale dobrze mi z byciem niedoskonałą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I gites! I o to chodzi! Brawo! Mądrze gadasz, polej sobie :)

      Usuń
  11. Masz racje, chociaż są i tacy ludzi, którzy lubią wszystkiego próbować i sprawia im to przyjemność. Jeśli są świadomi, że mogą coś zepsuć i gotowi na konekwecje to moim zdaniem niech próbują nawet wszystkiego. Nie ma co jednak rozpaczać kiedy coś kompletnie nie wychodzi. Chyba, że w portfelu pustka :P

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie da się znać na wszystkim. Może i można było się znać na wszystkim np. w takim średniowieczu ziemia była płaska, a lekarstwo na wszystko to upuszczanie krwi i pijawki. szkoda, że niektórym ta świadomość że MUSZĄ znać się na wszystkim pozostała. Nie znam się na naprawie samochodu, naprawie elektryki i innych naprawach oraz na czarnych dziurach, fizyce kwantowej i mnóstwie innych rzeczy ;) i powiem więcej nie czuję się gorsza z tego powodu.

    OdpowiedzUsuń

Zachęcam do pozostawiania komentarzy i z góry za nie dziękuję :)
Zaglądam na blogi moich Komentatorów, i najczęściej również je obserwuję.
Komentarze zawierające link nie będą publikowane, potrafię Was znaleźć! :)

Copyright © 2014 Wszystkie moje bziki , Blogger