Zakup tego kosmetyku znalazł się w moich kosmetycznych i blogowych postanowieniach noworocznych
Jest to równocześnie 1/2 moich pierwszych zakupów MAKEUP REVOLUTION
Nie było to takie proste zadania, bo polowałam na tę folię od początku stycznia do marca, gdyż przez cały ten czas ten jej kolor był niedostępny! Już się bałam, że został wykupiony doszczętnie i do imentu... W końcu znalazłam go na Cocolicie.
zdjęciaJest to równocześnie 1/2 moich pierwszych zakupów MAKEUP REVOLUTION
Nie było to takie proste zadania, bo polowałam na tę folię od początku stycznia do marca, gdyż przez cały ten czas ten jej kolor był niedostępny! Już się bałam, że został wykupiony doszczętnie i do imentu... W końcu znalazłam go na Cocolicie.
Metals Eye Foils to oszałamiający cień do powiek, który daje efekt folii na oku. Zestaw zawiera płynną bazę, błyszczący pigment oraz tackę do mieszania produktów.
Konsystencja kosmetyku przypomina mokrawy, bardzo zbity, skoncentrowany cień w kremie. Ale nie jest to krem, a właśnie taka esencja cieniowa,
którą należy połączyć i rozrobić z bazą. W celu tegoż łączenia
producent dodał nam do zestawu tę uroczą tacuszkę, ale mi nijak nie
idzie mieszanie tego na tacce, i mieszam na skórze zewnętrznej stronie
dłoni.
Kolor to ciepłe złoto, w zależności od światła jest właśnie takim ciepłym kolorem, lub mocno odbijającą światło taflą.
Podnazwa
tego to foil finish, więc jak rozumiem coś wykończeniowego, i na moje
trzy użycia jak dotychczas (dziś będzie czwarte): samodzielnie, jako
bazy pod cienie i w wybrane miejsce na cienie, i stwierdzam, że najlepiej sprawdziła się w tej trzeciej roli.
Najmniej podobała mi się samodzielnie, miałam wtedy natychmiast literackie skojarzenia tzn.: przypomniał mi się tekst z Ferdydurke: "Jak zachwyca, skoro nie zachwyca." i tytuł komedii Shakespeare'a "Wiele hałasu o nic."
Na szczęście w połączeniu z innymi cieniami nałożona
na nie wygląda super, a nawet zachwyca. A ja w ogóle od pewnego czasu (pewnie od tego samego kiedy przestałam woleć umrzeć niż wyjść z domu w
czymś z cekinami lub w zwierzęcy deseń) w ogóle lubię - przeróżny w
stopniu ale - połysk na powiece, a nie lubię matu (tak, podobno to błąd
niedocenianie matu. Może dorosnę i do matów).- bez flesza:
- z fleszem:
Kiedy robiłam tak swatche tejże folii skojarzyły mi się one ze swatchami Inglota sypkiego cienia do powiek kolor 79
Inglot ma jednak zimny kolor (tak, tak - w opakowaniu wygląda doprawdy myląco! Ale się zdziwiłam w sklepie gdy zrobiłam sobie, tak poniekąd z rozpędu, jego swatche'a :) ) , i w niektórym tylko oświetleniu bardzo przypomina tę folię. Nie może jednak być to w ogóle jej zamiennik, są to zupełnie inne kosmetyki. Ot połysk i kolor jednego przypomniał mi połysk i kolor drugiego, i postanowiłam je porównać, ale jak widzicie na zdjęciach tylko w niektórym ustawieniu względem światła dają bardzo podobny efekt.
- bez flesza:
- z fleszem:
Przypominam, że dziś ostatni dzień mojego rozdania z okazji wiosny :)
Mam tę folię ale w kolorze Pure Platinum i mam co do niej mieszane uczucia. Podobnie jak u Ciebie najbardziej podoba mi się nałożona na jakiś inny cień bo wtedy ładnie urozmaica makijaż. Widzę że nie jestem jedynym przypadkiem kobiety która nie przepada za matami...również muszę mieć zawsze coś błyszczącego na oku...Jakoś w samych matach dziwnie się czuję...tak nie swojo ;p
OdpowiedzUsuńJa w ogóle mam parcie na kolor Rose Gold, więc czuję się skuszona :)
OdpowiedzUsuń